Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bydgoszcz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bydgoszcz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 marca 2025

Czego powinien nas nauczyć sukces Cepelii?

    W ostatnim kwartale 2024 roku miało miejsce otwarcie budynku niezwykłego, eleganckiego, takiego który może śmiało walczyć o miano warszawskiej ikony. Mowa oczywiście o odrodzonym pawilonie Cepelii, nie o MSN-ie. Cepelka w przeciwieństwie do kontrowersyjnego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej, jest ultrapozytywną bohaterką. Oczekiwanym przez nas od dekad renesansem socmodernizmu. Ale po kolei.

Pawilon Cepelii po remoncie, styczeń 2025. Fot. Jan Trojan.

    Cepelia to upiększony skrót od Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, instytucji powstałej w 1949 roku, mającej sprawować nadzór nad twórczością ludową. Organizacja miała kształtować gusta Polaków oraz promować kraj za granicą. W 1958 roku otwarto salon Cepelii w Belgii, a w 1960- w Nowym Jorku przy Piątej Alei1. Placówki były bardzo eleganckie, podobnie jak ich asortyment. Miały stanowić reklamę Polski na świecie i przynosić do kraju cenne waluty zagraniczne. 

    Również w ojczyźnie sklepy Cepelii musiały być miejscami estetycznymi, eksponującymi towary będące przecież dziełami sztuki. Zagraniczni turyści zwiedzający polskie miasta mieli kupować w nich pamiątki z Polski, w postaci charakterystycznych dla kultury ludowej kolorowych przedmiotów- obrusików, kogucików, wikliny etc. Dlatego nie powinno nas dziwić, iż jeden z flagowych pawilonów Cepelii, był właśnie- pawilonem. Wolnostojącym, przeszklonym budynkiem do którego przez gigantyczne okna wpadało mnóstwo naturalnego światła, a w nocy emanować światłem na zewnątrz.

Pocztówka z czasów młodości pawilonu. Fotograf nn. Ze zbiorów polska-org.pl.
    
    Pawilon Cepelii w Warszawie otwarto w 1966 roku. Zaprojektował go Zygmunt Stępiński2, członek Biura Odbudowy Stolicy, nadzorujący m.in. odbudowę ulicy Nowy Świat3, a także będący współprojektantem Trasy W-Z4 oraz Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej5. Choć wiele osób nazwisko owego architekta kojarzy właśnie z wymienionymi przed chwilą sztandarowymi realizacjami realizmu socjalistycznego, to Zygmunt Stępiński był wykształconym przed wojną modernistą, który także po wojnie, a bardziej ściśle- po odwilży6- stworzył budynki które wpisały się w panoramę Warszawy, z którą na zawsze związał się twórca. 
    
    Do tej grupy zalicza się właśnie pawilon Cepelii, który jak przystało na późnomodernistyczny obiekt, jest częścią większej całości. Stępiński w swoich projektach starał się tworzyć budynki dopasowane do miejsca w którym miały się znaleźć7. Dlatego nieodłącznym elementem pawilonu są sąsiednie budynki- Hotelu Metropol (od strony zachodniej) oraz Przedsiębiorstwa Państwowego Obsługa Ratalnej Sprzedaży7 (od strony południowej)- stanowiące wertykalne tło dla horyzontalnego pawilonu.
Cepelia przed remontem w kontekście otaczających ją budynków. Źródło: Google Earth.

    Cepelia świetnie wpisywała się w zjawisko, występujące w polskiej architekturze szczególnie silnie w latach 60. XX wieku. Był to okres który upłynął pod znakiem modernistycznych pawilonów8, eksperymentów konstrukcyjnych i eterycznych, przeszklonych brył. Cepelia na tle innych pawilonów handlowych Warszawy prezentowała się dobrze, jednak miała bardzo silną konkurencję- przy placu Unii Lubelskiej stał przecież legendarny Supersam, którego dach rozwieszony na linach był wybitnym osiągnięciem inżynieryjnym9. W innym rejonie centrum wznosił się pawilon Emilia, a przy alejach Jerozolimskich- znajdował się pawilon Chemii. Wymienieni ,,konkurenci" w ciągu ostatnich 20 lat wszyscy jednak ulegli presji dzikiego kapitalizmu i musieli ustąpić miejsca bardziej zyskownym budynkom. Spośród warszawskich pawilonów przetrwały oczywiście dzieła Arseniusza Romanowicza, w postaci eleganckich brył geometrycznych przyjmujących kształty zdwojonych konoid, czy też paraboloid hiperbolicznych10

    Ale jaka była sama Cepelia? Elegancka. Od początku był to pawilon który mimo swojej prostoty, potrafił zachwycić swoim detalem i rozwiązaniami, takimi jak zbiegające się w 2/3 bryły skosy płaskiego przecież dachu, przeszklenie prawie całej powierzchni elewacji, błyszcząca blacha pokrywająca jego ściany, cofnięty parter podkreślający bryłę piętra które dzięki wspomnianym skosom górnej linii wydaje się być bardzo dynamiczne. Całości dopełniały neony- nazwa Cepelia pisana jakby odręcznie, co miało podkreślać ludowy charakter centrali, no i kogucik- symbol folkloru. W Cepelii odnajdujemy także materialny podpis architekta:
"Charakterystyczne dla budynków Stępińskiego było łączenie materiałów szlachetnych ze współczesnymi technologiami, a także współpraca z artystami plastykami przy wyposażaniu wnętrz m.in. dekoracjach rzeźbiarskich i malarskich (mozaiki, malarstwo ścienne)."7
    Świadczą o tym przede wszystkim mozaiki autorstwa Z. Stępińskiego i A. Milewskiego11, utrzymane w odcieniach błękitu i turkusu, z których każda jest inna i posiada swój własny, zgeometryzowany wzór. 

Ceramiczna mozaika i ozdobne lampy przy wejściu od strony Centrum. Fot. Jan Trojan.
 
    Można odnieść wrażenie, że między otwarciem tego pawilonu a stanem obecnym była zachowana pewna ciągłość. Jest to jednak nieprawda. Bez cienia przesady da się stwierdzić, iż Cepelia jeszcze kilka lat temu była karykaturą budynku, całkowitym wypaczeniem każdej zawartej w niej myśli architekta. Obraz tego pawilonu w XXI wieku można określić w dwóch słowach: wieszak reklamowy. Przypisem do tej tezy niech będzie fakt, że najsilniejszym akcentem tej bryły jeszcze do niedawna był gigantyczny, umocowany na skos telebim reklamowy. Wstęgowe okna zwężone zawczasu, oraz pomarańczowa elewacja również były permanentnie przykryte reklamami. W tym momencie chyba nikt z czytelniczek i czytelników nie łudził się, że na elewacji pozostały neony. W czasie kiedy w głośny sposób dołączały do Brutala z Katowic kolejne pawilony, większość osób raczej czuła że los tego, przecież nie tak wybitnego jak Supersam, obiektu spotka to samo. 

    I zapewne tak by było. Gdyby nie ratowniczy wpis do rejestru zabytków12. Tylko to mogło uratować zdegradowany pawilon przed zrównaniem z poziomem chodnika, lub bardzo drastyczną przebudową12 na lokal McDonald's. Ogłoszony w piątek 8 lutego 2019 wpis ostatecznie uniemożliwił urzeczywistnienie takiego scenariusza. Przerobienie pawilonu handlowego, który w swojej formule przypominał bardziej obiekt wystawienniczy, galerię sztuki, na lokal gastronomiczny (co wymagałoby ogromnych ingerencji w jego architekturę i zatracenie jego charakteru) była nie do zaakceptowania przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, prof. Jakuba Lewickiego13. Konserwator argumentował to w taki sposób:
 
"[Cepelia-przyp.red.] Stanowi ważny komponent dziedzictwa późnego modernizmu i zarazem istotny element tożsamości i historii powojennej Warszawy jako główny i najnowocześniejszy salon handlowo-wystawienniczy Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego"14

    Ten wpis, podobnie jak inne tego typu precedensy ratujące modernistyczną architekturę, takie jak objęcie ochroną konserwatorską Dworca Centralnego w Warszawie, Dworca Głównego w Grudziądzu, czy Pomnika Tysiąclecia Państwa Polskiego w Bydgoszczy oczywiście spotkał się z krytyką części społeczeństwa, gardzącą architekturą zbyt starą by być nowoczesną i zbyt nową by być historyczną (w mniemaniu Znafcuw oczywiście). Nawet właściciel odwołał się, zgodnie z przysługującym mu prawem, od decyzji WKZ do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jednak wpis został przez nie podtrzymany12 i uprawomocnił się. 

     31 stycznia 2024 wyczekiwany remont w końcu się rozpoczął15. Remont oczywiście w etyce konserwatorskiej, chociaż patrząc na to w jak złym stanie był pawilon, możemy mówić wręcz o odbudowie. Cofnięto czas o 60 lat. Zdarto z Cepelii traumę, jaką niewątpliwie była dla niej transformacja. Odnowiono mozaiki, przywrócono gigantyczne przeszklenia. Elewacja znów błyszczy. Wewnątrz osiadł Empik, którego profil działalności o niebo lepiej koresponduje z charakterem pawilonu, niż wizja zainstalowania tam złotych łuków. W trakcie prac odkryto stelaże dawnych neonów, które trafiły do warszawskiego Muzeum Neonów16. Choć na elewację wróciły neony, to są to szyldy nowego najemcy- Empiku, a nie kultowe i przepiękne napisy Cepelia. Jest to w pełni zrozumiałe, choć nie będę ukrywał, że wolałbym aby Cepelia pozostała Cepelią chociaż z nazwy. Jednak bardzo godnym uznania jest fakt, iż elementy elewacji z zachowanym cieniem po dawnym neonie z kogucikiem zostały zachowane i zainstalowane wewnątrz, bardzo blisko oryginalnej lokalizacji16, a na nich umiejscowiono nowy neon z kogutkiem, który widać z zewnątrz pawilonu przez ogromną szybę.

Neon z kogucikiem na tle zachowanej blachy z cieniem po oryginalnym neonie. Fot. Jan Trojan.

     Choć zapewne jest w efekcie finalnym pewna ilość goryczy, to zwłaszcza w kontekście miejsca w którym to publikuję- Dezaprobaty- nie potrafię kryć zachwytu i przede wszystkim wzruszenia tym, co się stało. Jeszcze nie tak dawno renowacja modernizmu była praktycznie nieosiągalna. Za godne naśladowania były przypadki kiedy modernistyczny obiekt (nie będący zabytkiem) remontowano na biało, w sposób minimalistyczny i prosty, o wiele lepiej korespondujący z pierwotnym charakterem, zamiast upstrokacać go, dobudowywać wieżyczki i zatracać wszystko co było dobre w architekturze oryginału. A teraz możemy zobaczyć na własne oczy pawilon który został potraktowany jak zabytek, którym jest. Musiało minąć tyle czasu, żeby było jak w latach 60. 

 

Budynek Eldomu w Bydgoszczy. Fot. Jan Trojan.
 

    Ale nie oszukujmy się że takie sprawy jak Cepelia stały się normą. Los obiektów powojennego modernizmu wciąż jest bardzo niepewny. Dlatego zastanawiając się, nad postawionym przeze mnie w tytule pytaniem, przypomniałem sobie o budynku dawnego Eldomu, który obecnie słynie z Chińskiego Sklepu. Z Cepelką wiele go łączy- podobny okres powstania, wielkie przeszklenia, cofnięty parter i neony, których dziś już nie uświadczymy. Zamiast srebrnej blachy ten obiekt pokrywają opalizujące płytki, które niestety są w coraz gorszym stanie i jakiś czas temu wokół budynku postawiono płoty, mające chronić przed odpadającymi płytkami (ostatecznie zagrożenie zniknęło). Mimo drobnych wybrzuszeń na parterze, jest to najlepiej zachowany obiekt tego typu w Bydgoszczy, którego rozwiązania mimo lat zaniedbań są wciąż czytelne, a jako ogromny atut można przywołać tu jego osadzenie w kontekście. Eldom jest bowiem nieodzownym towarzyszem Eltry, ona jest jego pionem- on jej poziomem. Pawilon ten wpisuje się w tendencje lat 60. aby uczynić ten rejon Bydgoszczy nowoczesną bramą do miasta- powstały tu wtedy nowe biurowce, Hotel Brda, czy też przebudowano Dworzec Główny na modernistyczną modłę. To z jakim ogromnym entuzjazmem przyjęto Cepelię w zeszłym roku, powinien być bodźcem aby i ten budynek ocalić. On jest dobry, trzeba mu tylko pomóc powrócić do oryginalnego stanu, przywrócić neony, naprawić elewację, zniwelować graffiti. Od strony ulicy Dworcowej wisi nawet szkielet po dawnym neonie kwiaciarni Narcyz17, który aż prosi się o to, by ponownie rozświetlić mrok.

Szkielet neonu dawnej kwiaciarni Narcyz. Fot. Jan Trojan.


 Przypisy

  1. A. Warnke, Cepelia – miejski charakter, wiejskie geny, 8.08.2017, [dostęp 17.03.2025].
  2. Ł. Bireta, A. Kędziorek, C. Lisowski, Szklane duchy. O architekturze Emilii i znikających pawilonach handlowych Warszawy, w: emilia meble, muzeum, modernizm, red. Katarzyna Szotkowska – Beylin, Kraków – Warszawa 2016, s.100.
  3. A. Cymer, Architektura w Polsce 1945-1989, Warszawa 2018, s.20-21.
  4. G. Piątek, Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie, Warszawa 2020, s.335-337.
  5. Przy tym przedsięwzięciu Zygmunt Stępiński kierował Zespołem Architektonicznym. A. Skalimowski, Sigalin. Towarzysz odbudowy, Wołowiec 2018, s.198-200.
  6. Mowa o wydarzeniach października 1956 roku, kiedy doszło do znaczących przemian w polityce krajów Bloku Wschodniego, w skutek których zakończyła obowiązywanie doktryna socrealizmu, a artyści mogli powrócić do tworzenia w nurcie międzynarodowej awangardy.
  7. E. Perlińska-Kobierzyńska, Zygmunt Stępiński (1908-1982) warszawski architekt, [dostęp 19.03.2025].
  8. K. Obrębska, Socmodernizm czyli co?, w: Socmodernizm. Poradnik dobrych praktyk architektonicznych, red. Klaudia Obrębska, Warszawa 2022, s.38-39.
  9. M. Omilanowska-Kiljańczyk, Lekkość wachlarza i origami, w: Architektura Utracona, red. Ewa Mańkowska-Grin, Ewa Dąbrowska, Kraków 2024, s.124-125.
  10. J. Trojan, Perły na torach, [dostęp 20.03.2025].
  11. I. Makowska, Pawilon Cepelii- Mozaika, [dostęp 20.03.2025].
  12. PAP, Prof. Lewicki o odbudowanej Cepelii: o mały włos nie byłoby tam nic, [dostęp 21.03.2025].
  13. J. Lewicki, Oświadczenie Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w sprawie budynku Cepelii., [dostęp 21.03.2025].
  14. ran/b, Cepelia stała się zabytkiem, TVN24, [dostęp 21.03.2025].
  15. A. Glinianowicz, Cepelia w centrum Warszawy w końcu doczekała się remontu. "Była już w kompletnej ruinie". Prace nakazał konserwator zabytków, [dostęp 21.03.2025].
  16. J. Dragović, Odnaleziono stare neony z Pawilonu Cepelii - dlaczego nie wrócą na swoje miejsce? Powód jest kuriozalny i smutny, [dostęp 21.03.2025].
  17. M. Kosicka, Tak piękna, dzisiejsza pogoda została pretekstem do podzielenia się wiosennym motywem - "poneonowym" kwiatuszkiem z ul. Dworcowej w Bydgoszczy, [dostęp 22.03.2025].

niedziela, 29 maja 2022

Ryby wracają z Potopu!

     W przestrzeni każdego miasta często pojawiają się różne rzeźby, fontanny i pomniki, ale nie każdy ma okazję stać się ikoną. To bardzo dobre zjawisko, kiedy dzieło sztuki tworzy nową jakość i staje się rozpoznawalne, potrafi wzbudzać emocje. Nic więc dziwnego, że Bydgoszczanie tak tęsknili za czterema Rybami, które przez kilkadziesiąt lat zdobiły misę fontanny w Parku Kazimierza Wielkiego, a teraz do wspomnień z dawnych lat będą mogły dołączyć nowe- bo Ryby z Potopu powracają!


    Ryby to cztery rzeźby autorstwa bardzo zasłużonego dla Bydgoszczy rzeźbiarza Józefa Makowskiego, autora m.in. Pomników w Dolinie Śmierci, Pomnika Lotników na Błoniu, czy Złamana Róża w Parku Jana Kochanowskiego. Miejsce które pierwotnie zajmowały również było i nadal pozostaje szczególne. Rybki były umieszczone w misie pozostałej po Fontannie Potop. Potop to majestatyczna rzeźba autorstwa Ferdinanda Lepcke (autora słynnej Łuczniczki stojącej przed teatrem w Bydgoszczy) odsłonięta w lipcu 1904 roku, przedstawiająca interpretację biblijnego potopu i ludzi oraz zwierzęta walczących o przetrwanie. Wodotrysk przetrwał prawie 40 lat, jednak w trakcie II wojny światowej, słabnące państwo niemieckie zdecydowało się w 1943 przetopić potężną rzeźbę na cele zbrojeniowe. W ten sposób fontanna przy Placu Wolności- jednym z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Bydgoszczy, pozostała pusta. 

    Ten stan rzeczy potrwał jeszcze kilkadziesiąt lat. Na przełomie lat 60. i 70. władze miasta zdecydowały się wzbogacić przestrzeń która w powojennej rzeczywistości stała się bardzo istotna (na Placu Wolności znajdował się pomnik Armii Czerwonej, a sam plac był świadkiem corocznych pochodów i wieców pierwszomajowych) nowymi rzeźbami. Nie zdecydowano się wówczas na odbudowę przedwojennej rzeźby- prawdopodobnie ze względu na konotację z zaborem niemieckim (można ją było odbierać jako dziedzictwo kulturowe Niemiec, co w Polsce Ludowej było odbierane w sposób negatywny) a być może także ze względów finansowych. Zdecydowano się jednak na zamontowanie całkowicie nowych rzeźb, których wykonanie zostało zlecone artyście Józefowi Makowskiemu. Ten przygotował cztery rzeźby odlane z dobrej jakości betonu z dodatkiem kruszywa, przedstawiające ryby, z pyszczków których tryskała woda. Ryby w odróżnieniu od przedwojennej fontanny nie są dziełem realistycznym- nie są dokładnym odzwierciedleniem jakiejś prawdziwej ryby, z dokładnym anatomicznym oddaniem detali, łusek, płetw co do milimetra. Są natomiast emanacją sztuki lat 60. i 70. która lubiła oddawać nasz świat w bardziej symboliczny i uproszczony sposób. Ryby więc są rybami, każdy, nawet dziecko może je rozpoznać, ale równocześnie są plastyczną kompozycją grającą kształtem, fakturą i kontrastem. Nic więc dziwnego że sympatyczne wodne stworzenia tak zapadły w pamięć Bydgoszczan. Nietrudno odnaleźć osoby, które w dzieciństwie były sadzane na nich przez rodziców, a następnie stawały się modelami i modelkami pozującymi na rybach przed małoobrazkowym aparatem na film. Nie dziwi także pojawianie się uśmiechu u tych osób, które opowiadają jak w dzieciństwie zatykały dłonią pyszczek jednej ryby, a wtedy trzy pozostałe psikały wodą mocniej. Od początku lat 70. przez cały PRL, transformację ustrojową i pierwszą dekadę nowego tysiąclecia Ryby regularnie wypluwały hektolitry wody, w międzyczasie miały domalowywane oczy, a ich barwa pod wpływem zakamienionej bydgoskiej wody i zanieczyszczeń atmosferycznych, zmieniła się z ciepłej różowawej, na szarą. Na nieszczęście dla Rybek, w Bydgoszczy coraz głośniej w nowej rzeczywistości zaczęło się mówić o odbudowie przedwojennej fontanny.  Pod koniec lat dwutysięcznych XXI wieku rekonstrukcja Potopu nabrała realny kształt. W 2009 roku Ryby musiały odejść...

Ryby w latach świetności, w tle budynek BWA. Źródło: wikimedia commons

    Niechciane Ryby trafiły na składowisko Spółdzielni Socjalnej ,,Bydgoszczanka" gdzie leżały przez następną prawie dekadę. Nie było to dla nich wymarzone miejsce- ukryte przed światem powoli niszczały, ich stan się pogarszał, skala degradacji materiału była różna- od jednej która zyskała kilka zadrapań, po jedną która znacząco popękała i odpadł jej nawet ogon. Niespodziewanie po ponad dziesięciu latach niełaski, los się do nich uśmiechnął. Miasto zdecydowało się przywrócić rzeźby społeczeństwu, które co jakiś czas sobie o nich przypominało i zadawało pytanie- co się stało z Rybami? 

    Ryby w 2021 roku trafiły na Politechnikę Bydgoską w Fordonie, gdzie zajął się nimi Paweł Czyż, współpracujący z plastykiem miejskim student politechniki o bardzo szerokiej wiedzy i umiejętnościach praktycznych. Zależało mu by móc działać i wykorzystywać swoje zdolności w praktyce, dlatego podjął się zadania naprawy Ryb i doprowadzenia ich do takiego stanu, aby można je było wyeksponować. Zadanie to nie było łatwe, stan techniczny rzeźb był mocno nadszarpnięty, skala zniszczeń również wymagała indywidualnego podejścia do każdej Ryby. Paweł wypiaskował je, likwidując wieloletni osad, brud i farbę którą nieumiejętnie ,,upiększano" rzeźby. Zadbał o wypełnienie ubytków, ale w taki sposób aby każda z nich dawała po sobie poznać że jest autentyczna- że nie są to współczesne rekonstrukcje, a czterdziestoletnie oryginały z bogatą historią, objawiającą się szlachetnymi bliznami. Największym wyzwaniem było naprawienie najbardziej poturbowanej Rybce ogona- z tym również poradził sobie Paweł, montując go z powrotem, maskując łączenia i wzmacniając konstrukcję tak aby wytrzymała następne dekady. W trakcie ich konserwacji Paweł zastosował również zabieg pokrycia betonowych żyjątek warstwą hydrofobizującą, zabezpieczającą je przed nowym nalotem, glonami, mchami i wszelkimi nieczystościami. 

 

Paweł Czyż na terenie Politechniki Bydgoskiej, opowiadający mi o procesie napraw Ryb.
Fot. Jan Trojan

Dwie Ryby których stan był względnie najlepszy. Fot. Jan Trojan

Rybka najmocniej doświadczona przez los, widoczne pozostawione blizny, to właśnie tej rybie rekonstruowano ogon. Fot. Jan Trojan.

    Ostatecznie po wielu zabiegach udało się doprowadzić Ryby do nowej świetności. W trakcie renowacji zastanawiano się jeszcze, gdzie je ostatecznie umieścić. Myślano o lokalizacji w Parku Ludowym im. W. Witosa, jednak zdecydowano się na nabrzeże Wyspy Młyńskiej, tak żeby Ryby witały ludzi przypływających bydgoskim tramwajem wodnym. Niestety, nie będą już one pluć wodą, co było ich bardzo mocnym walorem, ale ma to swoje uzasadnienie- bardzo ciężko byłoby w tamto miejsce doprowadzić niezbędną do zainstalowania wodotrysku infrastrukturę, poza tym jak tłumaczy Paweł Czyż, stan betonu nie jest już tak dobry jak kiedyś, a ich konstrukcja sprawia iż woda wewnątrz wytwarza takie ciśnienie, które mogłoby bardzo mocno nadwyrężyć ich strukturę, choć dałoby się to ograniczenie obejść instalując w ich wnętrzu odpowiednią aparaturę. 

    Ryby zostaną ulokowane w swojej nowej lokalizacji już w przeciągu najbliższych dni! A 11 czerwca bieżącego roku odbędzie się ich oficjalne odsłonięcie, dlatego można powiedzieć że będzie to ich nowy początek. Bardzo mnie cieszy że tak charakterystyczne i pozytywnie zabarwione emocjonalnie rzeźby powracają i ich los nie będzie już zagrożony, a wręcz przeciwnie- staną się nową atrakcją miasta i jedną z jego ikon, które towarzyszą mu od dekad.

    Serdecznie dziękuję Pawłowi Czyżowi za oprowadzenie po pracowni na Politechnice Bydgoskiej i opowiedzenie o procesie naprawy Ryb i przybliżeniu technik które były wykorzystywane do ich konserwacji. To wspaniałe że mamy w naszym mieście takiego specjalistę który wykorzystuje swoje umiejętności w trosce o zabytki i sztukę.








piątek, 14 stycznia 2022

Ratujmy Delfiny!

      Rzeźby to nie tylko ciekawa ozdoba, to także dobry sposób by nadać przestrzeni określony charakter. Dobra rzeźba potrafi stać się symbolem, tak jak dwa delfiny bawiące się piłką, stały się symbolem jednego z najbardziej kultowych basenów w Bydgoszczy - Astorii. Budynek przed którym Delfinki stanęły był jednym z pierwszych obiektów zbudowanych w Bydgoszczy po odwilży, kiedy odwrócono się od doktryny socrealizmu i zwrócono ku modernizmowi. Astoria służyła Bydgoszczanom przez około 65 lat, w tym czasie pełniąc w pewnym okresie funkcję hali wystawienniczej, koncertowej, jednak głównym przeznaczeniem był przede wszystkim sport. Nic dziwnego że zdecydowano się przed basenem zainstalować właśnie taką rzeźbę. Delfiny jednoznacznie kojarzą się z wodą, morzem, a więc i pływaniem, natomiast ich poza z ogromną piłką tworzyło skojarzenia z zabawą i rekreacją, jaka czekała na użytkowników w różnym przedziale wiekowym na Astorii.  

 Tamtej Astorii jednak już nie ma, zniknęła z powierzchni ziemi w 2017, a na jej miejscu powstał nowy, olimpijski basen o m.in którym pisałem tutaj: Dezaprobata- Zbrodnia na Bydgoszczy dokonana?
Wraz z modernistyczną Astorią zniknął także jej symbol- Delfinki.
W przeciwieństwie do budynku, rzeźba uniknęła tragicznego losu... na razie...
Dawny symbol leży pod płotem, obrośnięty chaszczami, otoczony gruzem. Nie zabezpieczone niczym, nawet kawałkiem brezentu, Delfinki czekają. Co jest bardzo zastanawiające, nowa Astoria umiejscowiła legendarną wręcz rzeźbę w swoim nowym logo, które widnieje na fasadzie budynku. Odwołuje się to wyraźnie do sentymentu i tradycji tego miejsca. Ale to jest gorzkie, przykre że wpisano rzeźbę w nowe logo, czyniąc z niej swój symbol, gdy równocześnie oryginał leży i gnije!

 

,,Delfinki" leżące pod płotem za nową Astorią. Fot. Jan Trojan, grudzień 2021

 Ale są, to jest cenne. Póki istnieją to trzeba je ratować. Wysłałem do kierownika Astorii maila, z pytaniem o plany wobec rzeźby. Odpowiedzi jednak nie otrzymałem do tej pory, a minęło już kilka tygodni. Gdybym był optymistą to powiedziałbym, że skoro wpisali sobie Delfinki w logo, to może zachowają szacunek dla pierwowzoru, ale nim nie jestem. Trzeba działać by ten symbol nie zniknął z Bydgoszczy. Bydgoszczy w której każda rzeźba, każdy przejaw sztuki jest na wagę złota. W mieście o którego tożsamość trzeba dbać i pilnować by nie zanikła, właśnie gdzieś pod płotem w otoczeniu gruzu i chwastów. 

Dlatego ja, Jan Trojan, apeluję do wszystkich abyśmy zainteresowali się tą sprawą, nie pozwolili by po cichu zgasła kolejna karta historii miasta.

Zdjęcie archiwalne, fot. Henryk Nahorski





 

środa, 17 listopada 2021

Dawid wygrywa z goliatem

         O Pomniku Tysiąclecia Państwa Polskiego w Bydgoszczy pisałem nie raz, na platformie Instagram, na stronie Pomnika na fb, ale także na tym blogu, gdzie ukazał się artykuł o tej rzeźbie, połączony z wywiadem z jej twórcą Stanisławem Lejkowskim. Można go przeczytać tutaj Zapomniany skarb w sercu bydgoszczy- Dezaprobata. Sprawa znacząco się rozwinęła w ostatnich miesiącach, ale na ten moment możemy odetchnąć z upragnioną ulgą. 

   W listopadzie 2020, a więc już prawie rok temu, wokół Pomnika pojawiło się ogrodzenie. Przez długi czas nie wiadomo było, w jakim celu je ustawiono, ale nie wróżyło ono nic dobrego. Domyślano się iż ma ono związek z planami Miejskich Wodociągów odnośnie wykopania na skwerze zbiorników retencyjnych, ale te zdementowały taki stan rzeczy w swoim oświadczeniu https://mwik.bydgoszcz.pl/zbiornik-nie-podkopie-pomnika/ . W sierpniu bieżącego roku na stronie z przetargami pojawiło się ogłoszenie na demontaż  Pomnika wraz z postumentem. Informację tę wychwyciłem najprawdopodobniej jako pierwszy z opinii publicznej, codziennie rutynowo sprawdzam w wyszukiwarce wszystkie informacje wokoło tematu Pomnika z ostatniej doby. Do działania przystąpiłem natychmiast, na początku starałem się sprawę jak najbardziej nagłośnić i zaangażować tyle osób które byłyby w stanie pomóc sprawie, ile to było możliwe. Udało się uzyskać spory szum, po około miesiącu po naszej stronie były już stowarzyszenia, takie jak Społeczny Rzecznik Pieszych, Bydgoskie Stowarzyszenie Miłośnikow Zabytków "BUNKIER ", Ratujmy Bydgoskie Kamienice, czy lokalny oddział SARP i inne. Za ocaleniem Pomnika jednogłośnie stanęła również Rada ds. Estetyki Bydgoszczy. Jak udało się nam dociec, plan zburzenia wyjątkowego Pomnika miał jednak związek z planowaną tu inwestycją. Do wyburzenia miało dojść już niedługo, ekipa rozbiórkowa została z góry opłacona.


Sprawa wydawała się już przesądzona, media ogłosiły naszą porażkę, ale my pokładaliśmy naszą nadzieję w piśmie, które skierowaliśmy do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w październiku tego roku. Jak się okazuje- słusznie. Szanowny Konserwator rozpoczął procedurę, prowadzącą do wpisu Pomnika do rejestru zabytków, która to procedura ochrania Pomnik i uniemożliwia jego wyburzenie. Wczoraj, tj. 16 listopada odbyło się spotkanie przedstawicieli społeczeństwa, osób które chcą chronić dziedzictwo kulturowe Bydgoszczy, z bydgoskim ratuszem, na którym poinformowaliśmy p. Prezydenta, że rozpoczęto procedurę wpisu i ich działania zostają wstrzymane. Nie będę ukrywał, że dało się odczuć negatywne nastawienie władz do naszej sprawy. Władza nie chciała dyskutować nad przyszłością Pomnika ani szukać kompromisu- cały czas do przedstawienia pisma WKZ mówili o bezdyskusyjnym wyburzeniu, powołując się na tragiczny stan techniczny obiektu. Padały aluzje odnośnie brzydoty, tego że władze wstydzą się tego obiektu. Dowiedzieliśmy się że miasto na żadnym etapie nie planowało i nie planuje zadbać o ten pomnik, bo jego przedstawicielom po prostu się nie podoba, a tragiczny stan techniczny do którego doprowadziły wieloletnie zaniedbania stał się idealnym pretekstem, żeby wymazać z miasta kawałek jego historii. O estetyce Pomnika można dyskutować, brutalizm to styl awangardowy i wymagający od odbiorcy refleksji i znajomości tematu. Jednak jego pozorna brzydota bardziej jest wynikiem zaniedbań, niż projektu i wykonania tej ekspresyjnej, betonowej rzeźby. 

Różne osoby zarzucają nam, że Pomnik w wyniku tego, że nie został ukończony zgodnie z oryginalną wizją artysty, Pana Stanisława Lejkowskiego, jest niekompletny i bezwartościowy. Aż brakuje słów, aby skomentować takie opinie. Pomnik ma wartość historyczną, już sam fakt, że nie został ukończony w taki sposób jest opowieścią. Ten Pomnik w swoim kształcie jest świadectwem historii o PRL, o artyście któremu nie dano się w pełni wykazać. O tym jak władza przeinterpretowała ten projekt. Również trójnóg od początku był elementem większego projektu i został on zrealizowany, nie jest w żaden sposób ułomny, jedynie pozbawiony pierwotnych ozdobników. Ale przez te lata nabrał zupełnie nowych wartości, był świadkiem wielu zdarzeń. To właśnie ta forma, a nie żaden inny projekt stoi w tym miejscu, to właśnie on inspiruje artystów, społeczników, filmowców. To pod tą rzeźbą przechodzą codziennie spacerowicze, którzy w znacznej większości cenią sobie Trójnóg i na wieść o zburzeniu smutnieją. 

Trzymam kciuki za wpis do rejestru zabytków i dziękuję wszystkim osobom, które wspierały naszą inicjatywę, choćby dobrymi słowami czy wysyłaniem zdjęć Pomnika i monitorowaniem czy na miejscu nie pojawiła się ekipa rozbiórkowa. #Trójnóg ma zostać!
 

 

wtorek, 28 lipca 2020

ZBRODNIA NA BYDGOSZCZY dokonana?

     27 lipca 1851 do Bydgoszczy przyjechał pierwszy pociąg. Zgodnie z ówczesnymi zasadami, stacja kolejowa była znacząco oddalona od miasta, co miało umożliwić w przyszłości swobodny rozwój niezbędnej infrastruktury. Druga połowa XIX wieku upłynęła więc na gwałtownej urbanizacji miasta, które rozrastało się zwłaszcza na północ, w kierunku dworca. Okolice dworca Bydgoszcz Główna były już wówczas bardzo atrakcyjną okolicą, o czym świadczy fakt, że uruchomiona w 1888 roku pierwsza linia tramwajowa była skierowana właśnie pod dworzec. Przestrzeń ta stanowiła wizytówkę miasta, to z okolicami gmachu dworcowego podróżni stykali się jako pierwszymi, a jak mawiają niektórzy, pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. M.in. dlatego na przełomie lat 60-tych i 70-tych właśnie ten kawałek Bydgoszczy doczekał się największego zagęszczenia nowoczesnej architektury, zaraz obok ulicy Jagiellońskiej. Od lat 80-tych jednak ten rejon miasta podupadał, a kolej przestała być priorytetowym środkiem lokomocji, a w 1990 roku zawieszono ruch liniowy tramwajów ulicą Dworcową. Stosunkowo niedawno te okolice doczekały się uwagi, w 2012 pod dworzec wróciły tramwaje. W 2015 otwarto nowy dworzec, o którym pisałem w tym artykule: https://dezaprobata.blogspot.com/2018/11/bydgoszcz-gowna.html. Od tego czasu na dworcowej zaczęło się coś dziać. A w przypadku każdej zmiany zawsze powstaje pytanie- czy jest to zmiana na lepsze?

piątek, 1 maja 2020

Rywal mógłby być naszym przyjacielem

    Ulica Gdańska w Bydgoszczy w okresie PRL nosiła nazwę Alei 1-go maja. Z racji iż według dawnego nazewnictwa byłoby dziś jej święto, postanowiłem poświęcić nieco uwagi budynkowi, który w dawnych czasach stanowił tło pochodów, był najnowocześniejszym obiektem usługowym w mieście i wpisywał się w trend modernizacji miasta na początku lat 70-tych, a po kilkudziesięciu latach zaniedbań i karygodnych modernizacji zmienił się w karykaturę samego siebie.



   Gdańska, obok ulic takich jak Jagiellońska, czy Dworcowa, może być traktowana jako wizytówka Bydgoszczy. Znajduje się w sercu historycznej zabudowy miasta i od kilkuset lat ma reprezentacyjny charakter. Od XIX wieku moda w architekturze wielokrotnie się zmieniała, a właściciele przylegających do ulicy działek prześcigali się we wznoszeniu okazałych budowli, zgodnych z duchem epoki w której powstawały. Z biegiem lat do głosu dochodziły kolejne, nowe style w architekturze i urbanistyce. U progu dwudziestego wieku wykształciła się secesja, a niedługo później modernizm, który rozwijał się i utrzymywał przez następne dekady. W 1972 roku w Bydgoszczy odbywały się Centralne Dożynki, o czym pisałem tutaj, przy okazji opisywania historii Hotelu Brda. W latach 70-tych impreza ta była organizowana z dużym rozmachem, każdego roku w innym mieście. Trud organizacji takiego wydarzenia, wynagradzały dotacje dla miast-gospodarzy z przeznaczeniem na ich rozwój.  Bydgoszcz już na rok przed omawianym wydarzeniem rozpoczęła przygotowania: zmodernizowano Stadion Zawiszy, wyremontowano nawierzchnię ówczesnej Alei 1 maja (czyli właśnie obecną Gdańską) i odmalowano przylegające do niej kamienice, a także przyspieszono budowę najnowocześniejszego hotelu w mieście - Brdę. W tym samym roku rozpoczęła się realizacja kompleksu handlowo-usługowego przy skrzyżowaniu ulic Gdańskiej i Śniadeckich. Powstał Dom Handlowy - Rywal, oraz biurowiec aktualnie należący do Bydgoskiej Spółdzielni Spożywców.

,,Rywal" w czasach swej największej świetności. Zdjęcie pochodzi ze strony Fotopolska.eu
   Omawiany dzisiaj zespół budynków mógłby posłużyć za bardzo wyraźny przykład późnego modernizmu. Zestawiono tutaj poziomą bryłę ,,Rywala" z pionowym, białym monolitem biurowca. Było to bardzo charakterystyczne posunięcie w ówczesnej urbanistyce, które w Polsce mogliśmy spotkać chociażby w Warszawie w postaci Ściany Wschodniej - Rotundy i wieżowca Universalu mającego stanowić odpowiednie tło dla jej ekspresyjnej bryły, czy w Katowicach na przykładzie słynnego Spodka i wieżowca DOKP będącego przeciwwagą wizualną dla wyjątkowej Hali. Z przywołanych przykładów niestety nie istnieje już jednak ani Universal, ani DOKP. Oczywiście taki kontrast stosowano na szeroką skalę i nawet w Bydgoszczy można zaobserwować go chociażby na ulicy Dworcowej (wieżowiec Eltry i pawilon handlowy po drugiej stronie ulicy), czy przy Rondzie Jagiellonów (wysoki Bank Pocztowy i niski Pałac Młodzieży). Tego typu zagranie miało pozytywnie wpływać na odbiór brył, których pełnię walorów można było odczytać właśnie przy wykreowanym kontekście. Elewacja Rywala była również kontrastowa sama w sobie - zestawiono szary tynk z białym, oraz kondygnacje z przyczyn funkcjonalnych pozbawione okien, z przeszklonym parterem, który nadawał budynkowi lekkości. Charakterystycznym detalem stanowiącym urozmaicenie pudełkowatej struktury był wykusz, ze znajdującym się na nim neonem z nazwą ,,Rywal". W podobnej stylistyce utrzymano akcent wysokościowy - biurowiec, który utrzymano w modernistycznej bieli, z dużą ilością przeszkleń. Ogromną rolę odgrywało otoczenie sklepu, które wykreowano jako miejski skwerek, z fontanną która w letnie dni była miejscem w którym prawie każde bydgoskie dziecko brodziło chociaż raz. ,,Rywal" obok ,,Jedynaka" był jednym z najlepiej zaopatrzonych sklepów w mieście. Po transformacji ustrojowej na parterze pawilonu urządzono również pierwszą w Bydgoszczy restaurację KFC, konkurującą z McDonaldem ulokowanym na parterze pobliskiej kamienicy o adresie Plac Wolności 1.
   Lata mijały, na początku nowego tysiąclecia większość budynków przy ulicy Gdańskiej wymagało remontu po wieloletnich zaniedbaniach. O ile eklektyczne kamienice wróciły do łask i na przestrzeni ostatnich 20 lat zostały sukcesywnie przywracane do stanu pierwotnego, to modernizm w trakcie ,,przemiany pokoleń" stał się niemodny i ,,źle urodzony". Rywala i biurowiec przerobiono więc na postmodernistyczną modłę w 2002 roku. Ascetyczna bryła stała się kiczowata najbardziej jak to tylko możliwe. Zlikwidowano wszelkie neony i ozdobne napisy, fasadę obłożono różnokolorowymi panelami, dobudowano karykaturalną wieżyczkę i wiele innych detali, które przywodzą na myśl wrocławski Solpol, tylko że taki niskobudżetowy. Zdegradowano zupełnie przestrzeń wokół, zlikwidowano fontannę urządzając miejsce dla prowizorycznych parkingów i sklepików.

Zestawienie porównujące wygląd budynku kiedyś, oraz współcześnie, pochodzące z artykułu Gazety Wyborczej Bydgoszcz wczoraj i dziś

   Modernizacja modernizmu to zadanie niesamowicie trudne, tak samo jak cała architektura tego stylu, którą można docenić przy uwzględnieniu wielu czynników, takich jak otoczenie, kontekst historyczny i plastyczny dzieła. Z pozoru bezstylowe pudełka, okazują się wyglądać najkorzystniej w takim stanie, w jakim zostały zaprojektowane. Nie chcę mówić, że ,,Rywal" jest dziełem wybitnym, ale jednak jest już trwale wpisany w tkankę miasta i nie powinien jej oszpecać. To, co na początku lat dwutysięcznych zrobiono z w miarę neutralnym obiektem woła o pomstę do nieba. Kicz krzyczy na wszystkie strony, krzykliwe barwy i źle dobrane materiały obrzydzają całe otoczenie, a reklamy i nowe dobudówki czynią to miejsce gustowne niczym prowizoryczna buda na bazarze. Rozwiązanie tego problemu jest w zasadzie jedno, poddać ,,Rywala" i biurowiec BSS modernizacji wstecznej. W Bydgoszczy już są bardzo dobre przykłady takiego działania, w postaci wzorcowej modernizacji Pałacu Młodzieży, czy wieżowca Eltry przy Dworcowej. Tam wrócono do korzeni, przywrócono modernistyczną biel i podkreślono walory brył. Tutaj również byłoby to bardzo korzystne rozwiązanie, przy skali jaką posiada ,,Rywal" bardzo ciężko byłoby jakkolwiek sensownie dostosować formę budynku do nowoczesnych wzorców, a pozbycie się wszystkich naleciałości XXI wieku, przywrócenie ascetycznej i eleganckiej kolorystyki, neonów i przede wszystkim kultowej fontanny pozwoliłoby naprawić tą część miasta bez drastycznych posunięć.

   Wiele osób może się oburzyć, że przecież nie warto dbać o takie ,,PRL-owskie wtręty". Modernizm nie jest stylem socjalistycznym, a międzynarodowym. Na całym świecie, w szczególności na zachodzie Europy coraz więcej osób docenia tą estetykę, na równi a może nawet i bardziej od eklektycznych i secesyjnych kamienic. Już jakiś czas temu udostępniłem na międzynarodowym forum architektonicznym artykuł Gazety Wyborczej, z znajdującym się powyżej porównaniem stanu ,,Rywala" kiedyś i dziś. Ludzie byli bardzo zniesmaczeni, w komentarzach znalazły się opinie typu ,,Such a shame! Maybe one day it will be restored", czy ,,It wasn't a beautiful building to start with, but they were still able to take it into a whole new level of horrible". To tylko kilka przykładów, opinia była jednak jednogłośna. Przywrócony do oryginału Rywal może nie przyciągałby do siebie turystów, ale jednak by ich nie odstraszał. Nie mówię tu od razu o remoncie 1 do 1 cofającym wskazówki zegara, a o dostosowaniu pierwotnego obiektu do współczesnych realiów, z zachowaniem pierwotnego charakteru i przemyślanej interpretacji modernistycznej estetyki.







czwartek, 26 marca 2020

Szkieletowiec - jak pięść do nosa

Zakończyła się budowa bloku Awiator. Dziesięciopiętrowy budynek jest przedstawiany opinii publicznej jako niezwykle luksusowa, prestiżowa przestrzeń. Może i faktycznie, wnętrza wyłożone marmurami, podziemny parking i duża ilość wind sprawiają, że mieszkańcy apartamentów mogą pławić się w dobrobycie. Gorzej z mieszkańcami Bydgoszczy, a w szczególności Bartodziejów, na terenie których wzniesiono blok. ,,Szkieletowiec", jak nazywają go internauci, pozostanie symbolem naszej epoki, epoki chaosu i degradacji przestrzeni miasta, na rzecz zarabiania pieniędzy przez korporacje.



    Bartodzieje to jedna z czołowych inwestycji mieszkaniowych Bydgoszczy w czasach PRL. Osiedle zrealizowano zgodnie z aktualnymi wówczas na świecie trendami w architekturze i urbanistyce. Z łatwością można patrząc na dawną zabudowę Bartodziejów, odszukać nawiązania do tez modernistów, którzy jeszcze przed wojną tworzyli koncepcje miast przyjaznych dla ludzi, w których każdy ma dostęp do światła i zieleni. Budynki miały być projektowane niczym ,,transatlantyki na morzu zieleni", co było odtrutką na zastane przez modernistów warunki, w których w gęsto zabudowanych kwartałach, w oficynach kamienic, których okna wychodziły jedynie na małe podwórka- studnie, co pozbawiało mieszkańców dostępu do światła dziennego, ludzie gnieździli się po kilka osób w jednej izbie. Na osiedle modernistyczne zatem nie należy patrzeć z perspektywy pojedynczego bloku, który sam w sobie oczywiście nie jest dziełem sztuki. To ,,maszyna do mieszkania", która w zamyśle ma zapewniać jak najwięcej komfortowych mieszkań. Kluczem do docenienia modernistycznych idei jest spostrzeżeni osiedla jako spójnej koncepcji, w której każdy blok ma swoje miejsce, a mały metraż mieszkań jest nadrabiany dużą ilością usług znajdującą się wokół. Mieszkańcy mają dobry dostęp do szkół, komunikacji publicznej, zieleni parkowej. Budynki zbudowane w znacznej większości w systemie szczecińskim, są do siebie równoległe i są od siebie oddalone na tyle, aby nie ograniczały sobie wzajemnie dostępu do światła dziennego, oraz nie utrudniały cyrkulacji powietrza, jakże niezbędnej w zmotoryzowanym mieście. 

Pierwotna, modernistyczna zabudowa

Wspomniane wyżej zalety sprawiają, że deweloperzy chcący zarobić ogromne pieniądze, korzystają z zastanych warunków. Czasy przemyślanej urbanistyki, w której każdy budynek, każda ulica i każda ścieżka miała swoje miejsce już minęła, a nadeszła era budowania wyłącznie pod dyktando warunków rynkowych. Jeśli jest miejsce, na którym można zbudować ,,apartamentowiec" i dużo na nim zarobić, to dlaczego tego nie zrobić? To nic, że zaburzy kompozycję osiedla, będzie wizualnie kłócić się z całą resztą zastanej okolicy, oraz niwelować zupełnie efekt ,,miasta parku" z luźno rozrzuconą zabudową, na rzecz zabudowy obrzeżnej, w której trzeba szczelnie obudować każdy wolny kawałek ziemi. 
,,Jak kwiatek do kożucha", czy ,,jak pięść do nosa", to tylko nieliczne z komentarzy, jakie pozostawiają bezradni mieszkańcy okolicy nowopowstałego Awiatora. Są całkowicie bezradni wobec zmian, jakie zabijają ich osiedle. Nowy wieżowiec jest prostopadły do zastanych tu klatkowców, tworzy w połowie zamknięte wnętrze urbanistyczne. Przeciwstawia się zupełnie charakterowi dzielnicy i jest mocnym akcentem, dominującym nad okolicą, mimo to iż zapewniano że został zaprojektowany tak by jej nie przytłaczał. Sytuacji nie poprawia czarna, mocno kontrastowa elewacja, która wśród internautów zapewniła budynkowi miano ,,szkieletowca". Jak słusznie zauważono, gdyby blok nie ingerował tak brutalnie w przestrzeń osiedla byłby nawet wartościową, estetyczną realizacją. Ale popełniono tutaj jeden z popularniejszych błędów polskiej urbanistyki - zignorowano otoczenie i zastany kontekst. 

Budynek w trakcie budowy, stan na maj 2019

piątek, 31 stycznia 2020

Hotel Brda

  Wyobraźmy sobie taką sytuację: nowojorski Hotel Plaza po dziesięcioleciach działalności zostaje zamknięty. Na zawsze, ma zostać przeznaczony na apartamenty i całkowicie przebudowany. Coś takiego się stało, tylko że na bydgoską skalę. Hotel ,,Brda" przeszedł do przeszłości.

Ostatnia noc działalności hotelu
  Bydgoszcz nigdy nie była w czołówce polskich miast, które każdy turysta obowiązkowo musiał zobaczyć. W moim odczuciu niesłusznie, jednak niezaprzeczalny jest fakt, że szczególnego zainteresowania podróżnych krajowych i zagranicznych nie wzbudzała. Mimo to, w okresie PRL brakowało mocno nowoczesnego i pojemnego obiektu hotelowego, który mógłby gościć wszelkiego rodzaju delegacje, ważnych gości i sportowców. W zastanej sytuacji, na początku lat 60-tych funkcjonowało w Bydgoszczy kilka hoteli o bardzo dobrej renomie, m.in. ,,Pod Orłem". W nowych realiach nie spełniały już swojego zadania, dlatego postanowiono od podstaw wznieść nowy obiekt spełniający ówczesne standardy. Koncepcja stworzenia dużego, reprezentacyjnego hotelu w Bydgoszczy uzyskała aprobatę władz centralnych i z tej racji została skierowana do realizacji. Rozważano bardzo różne lokalizacje, między innymi w bliskim sąsiedztwie rzeki Brdy, od której nowy obiekt wziął swoją nazwę. Trudności z przygotowaniem gruntu i inne problemy sprawiły jednak, że pod ,,Brdę" przeznaczono działkę o adresie Dworcowa 94. Bliskość Dworca Głównego była w tej sytuacji bardzo na rękę, podróżni mogli bezpośrednio z pociągu, który był wówczas bardzo istotnym środkiem transportu, dostać się do swojej bazy noclegowej. Dodatkowo budowa reprezentacyjnego hotelu wpisywała się w ówczesny trend uczynienia z tej części ulicy Dworcowej wizytówki miasta. W 1966 roku oficjalnie otworzono przebudowany na modernistyczną modłę Dworzec Główny, wraz z nową pętlą tramwajową i przejściami podziemnymi, a w 1964 powstał biurowiec Eltry, będący wówczas najwyższym budynkiem w mieście. Powstały nowoczesne pawilony i biurowce, czerpiące garściami z dominującego wtedy modernizmu. Również ,,Brda" nie mogła odstawać od reszty.
Pocztówka przedstawiająca Hotel w latach największej świetności

   Bryłę nowego wieżowca postanowiono zrealizować z aktualnymi trendami architektury światowej.  Zestawiono dwa równoległe względem siebie i zróżnicowane wysokością prostopadłościany, połączone prostopadłym ,,trzonem" mieszczącym klatkę schodową i windy. Zabieg ten zapewnił optymalne oświetlenia wszystkich pokoi, oraz na urozmaicenie wyglądu budynku - miał być dzięki temu ciekawszy, niż gdyby stworzono go jako jednolity ,,klocek". Efekt wizualny budowano również za pomocą pionowych elementów, prowadzących wzrok ku górze wzdłuż klatki schodowej, oraz tektonice okien, których rzędy są symetrycznie odwrócone na co drugim piętrze. Ważną rolę pełnił kontrast ciemno-szarych ścian szczytowych, z białym detalem w postaci np. ozdobnych prostokątów po bokach okien. Całości dzieła dopełniały neony, umiejscowione zarówno na szczycie wieżowca, jak i nad parterem, które wraz z poświatą pokojów, wieczorem musiały robić bardzo dobre wrażenie na przyjezdnych.


Recepcja Hotelu w latach ,,młodości" Brdy.
Zdjęcie autorstwa p. Henryka Nahorskiego, pochodzące z albumu ,,Archi(w)tektura Henryka Nahorskiego"
   Mawia się że ,,najważniejsze jest wnętrze", dlatego nie można zignorować tego co było najbardziej istotne w całym przedsięwzięciu. A więc 248 pokoi, 20 apartamentów, 3 windy, restaurację, kawiarnię, taras widokowy, fryzjera i kilka innych. Wszystko urządzone według ówczesnej mody, tak aby sprawiać wrażenie luksusu. Hotel ,,Brda" po otwarciu w 1972 roku mógł się także poszczycić innowacyjnymi wówczas rozwiązaniami - jako pierwszy w Polsce został wyposażony we własną centralę telefoniczną, a każdy pokój oddany do dyspozycji przyjezdnych miał radio, telefon, oraz, co było pierwszym takim krokiem w Bydgoszczy, toaletę osobną dla każdego pokoju.
  Otwarcie ,,Brdy" nastąpiło 29 sierpnia 1972, a 3 września tego samego roku w Bydgoszczy odbyły się centralne dożynki. Bliskość tych dwóch dat nie jest przypadkowa. Za rządów Edwarda Gierka centralne dożynki odbywały się z ogromnym rozmachem, każdego roku w innym mieście. Trud organizacji tak dużej imprezy miały wynagrodzić gospodarzom dotacje przyznawane na unowocześnianie miast. Bydgoszcz już na rok przed omawianym wydarzeniem rozpoczęła przygotowania: zmodernizowano Stadion Zawiszy, wyremontowano nawierzchnię ówczesnej Alei 1 maja (czyli obecną Gdańską) i odmalowano przylegające do niej kamienice, a także przyspieszono budowę najnowocześniejszego hotelu w mieście, który udało się oddać do użytku tuż przed planowanymi dożynkami, aby mógł przyjąć ogrom gości którzy przybyli tu z całego kraju.

Hotel ,,Brda" widziany z wieżowca Banku Pocztowego. Po lewej biurowiec Eltry
   Lata mijały, zmienił się ustrój i wymagania jakim musiał sprostać hotel. W latach 90-tych przeprowadzono modernizację obiektu, pomalowano fasadę, odświeżono wnętrza i zabudowano przestrzeń wokół hotelu, przez co jego bryła stała się bardziej przysadzista i straciła wiele wdzięku, zyskując jednak jeśli chodzi o funkcjonalność. W XXI wieku hotel nadal przypominał o swoim pochodzeniu i powoli zaczął odstawać standardem. W 2019 roku, czyli po 47 latach działalności hotelu, jego właściciel złożył w Urzędzie Miasta wniosek o zmianę funkcji obiektu. 21 grudnia tegoż roku przyjęto ostatnich gości, po czym ,,Brdę" zamknięto.
  Możemy sądzić, że tak duży hotel w Bydgoszczy nie jest potrzebny. Prawda jest jednak inna, zapotrzebowanie na obiekty hotelowe w tym mieście jest spore, a w tym samym roku w którym zlikwidowano ,,Brdę" rozpoczęła się przebudowa biurowca Projprzemu przy Rondzie Jagiellonów na hotel. Kilka dni po zamknięciu hotelu byłem świadkiem jak pod budynek  podjeżdżały wieczorową porą samochody z różnymi zagranicznymi tablicami rejestracyjnymi i wysiadający z nich ludzie kilkukrotnie podchodzili do kartki z napisem ,,Zamknięte" i po ich gestykulacji z daleka było widać, że ciężko im uwierzyć w to że faktycznie stało się to co się stało. Po czym odjeżdżali dalej.
  Budynek po hotelu ma zostać znacząco przebudowany i podwyższony o kondygnację. Mają się w nim znaleźć apartamenty. Po raz kolejny pojawia się problem który jest  w istocie bardzo złożony, ale często przez złe podejście ludzi - bagatelizowany. Jak zmodernizować modernizm? Architektura tamtych czasów była utylitarna, tj. miała swoją formę podporządkować funkcji. Dworzec miał być dworcem, blok blokiem, a hotel - hotelem. Zastosowane w budynku rozwiązania estetyczne mają sens tylko w określonej sytuacji, kiedy pomiędzy detalem a całością panuje harmonia. Dlatego tak ciężko jest (teoretycznie) ,,unowocześnić" dobry obiekt z czasów PRL, ponieważ najchętniej chciałoby się wymienić elewację na szklaną, powiększyć kubaturę budynku, zastosować innowacyjne rozwiązania. Ale to nie ma sensu i skończy się tak samo jak przebudowa ,,Rywala" przy ulicy Gdańskiej w 2004 roku, która sprawiła że z klasycznego i w miarę eleganckiego pawilonu zmienił się w kiczowatego potworka, aby być ,,na miarę swoich czasów". A remont Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy pokazuje wyraźnie, że wystarczy wyremontować budynek zgodnie z jego pierwotną formą i jedynie wzbogacić jego funkcje o nowe elementy, jak np. ułatwienie dostępu osobom niepełnosprawnym, ale jego formę i detal przywrócić do rdzennego pomysłu, który często był bardzo dobry i dzisiaj wyglądałby również nowocześnie.
  W mieście które cierpi na brak zabytków z czasów średniowiecza, został wymazany kolejny punkt, który niósł sobą autentyczną i ciekawą historię. Niestety, Bydgoszcz nie lubi tego, jakie zabytki los jej podarował, dlatego hotel który kiedyś trafiał na pocztówki, teraz jest jedynie przeszłością. A szkoda, bo gdyby rozsądnie go zmodernizowano i przystosowano do realiów lat dwudziestych XXI wieku to z pewnością mógłby konkurować z innymi lokalami w mieście. A tak, pozostaje jedynie ,,źle urodzonym".



sobota, 30 listopada 2019

Lek na Pastelozę

   Już od kilkunastu lat ,,szara rzeczywistość" blokowisk jest sukcesywnie wypierana przez wszystkie kolory tęczy tynku pokrywającego styropian. Budynki zbudowane w technologii prefabrykacji mają bardzo słabą charakterystykę cieplną, dlatego logicznym posunięciem jest ocieplanie ich, aby zaoszczędzić na ogrzewaniu. Kiedy żelbetową ścianę od świata dzieli już izolacja, to trzeba elewacji nadać jakiś rys. Korzystając z tej okazji, w całej Polsce spod rusztowań zaczęły przebijać jaskrawe kolory i najróżniejsze wzory. Zjawisko to dostało już nawet swoją nazwę - pasteloza, termin zapoczątkowany w ,,Wannie z kolumnadą" Filipa Springera.



  Aby bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, musimy poznać szerszy kontekst - zacznijmy od tego, czym w polskiej mentalności stał się PRL-owski blok. Na początku XX-wieku w Europie budynki tego typu były widziane jako rozwiązanie problemu bardzo złych warunków mieszkaniowych większości społeczeństwa. Moderniści którzy zdominowali architekturę na następne dziesięciolecia stworzyli wizję lśniących w słońcu ,,maszyn do mieszkania", zapewniających ludziom komfortowe warunki do funkcjonowania, dostępnych dla każdego. Modernistyczny sen zaczął się spełniać po II wojnie światowej, gdy trzeba było olbrzymim masom poszkodowanych zapewnić dach nad głową.
Rozwój technologii doprowadził w pewnym momencie do rozkwitu prefabrykatów żelbetowych, znanych w Polsce jako Wielka Płyta. Dominacja krajobrazu miast przez ,,pudełka" zaczęła się wbrew pozorom na zachodzie Europy, jednak dzięki niskim kosztom produkcji szybko rozgościła się także w państwach o gospodarce centralnie planowanej. W Polsce opracowano wiele oryginalnych systemów i eksperymentowano z wieloma rozwiązaniami budowania budynków jeszcze szybciej i jeszcze taniej. Przykładem może być zastosowanie technologi ślizgu np. w katowickim wieżowcu zwanym Ślizgowcem. Największą popularność zyskała jednak właśnie Wielka Płyta, do dziś stanowiąca podstawę sylwetki większości miast i miasteczek. Taki stan rzeczy powoduje oczywiście bardzo różny standard realizacji. Jedne projektowane i budowane były starannie, inne w pośpiechu i z małą finezją. W rezultacie, ogrom bloków był po prostu przeciętnej jakości, z krzywymi ścianami, o elewacjach które źle się starzały. Właśnie pospolitość i bylejakość wielu bloków sprawiła, że bloki nie są traktowane jak prawdziwa architektura. Następny czynnik jest również dość oczywisty - u nas bloki kojarzą się z PRL-em, a on sam w opinii większości nie wywołuje bynajmniej odczuć pozytywnych. Kolejną zmienną która sprawiła że polski krajobraz wygląda tak jak wygląda, jest wypaczenie podstawowych założeń, które charakteryzują modernizm w architekturze i urbanistyce. Nowoczesna architektura mieszkaniowa doby modernizmu miała przypominać ,,transatlantyki na morzu zieleni". Bardzo ważna miała być przestrzeń między budynkami. Koncepcja miasta-parku myślę że dobrze oddaje te założenia. Od początku na polskich osiedlach brakowało ,,małej architektury" dopełniającej wizje modernistów, ale prawdziwa degradacja przestrzeni zaczęła się w latach 90-tych, kiedy przybyło samochodów, a miejsca parkingowe planowano jeszcze w innej rzeczywistości, kiedy własne cztery kółka były luksusem.

  Dostajemy więc krajobraz zdominowany przez olbrzymie, betonowe bryły o bardzo prostych, maksymalnie zgeometryzowanych kształtach. Mają w ogólnej opinii zły rodowód, ich otoczenie i one same są zdegradowane przez upływ czasu i niedostosowanie do zmian, przez jakie Polska przeszła na przełomie tysiącleci. Nie pomaga im to, że są modernistyczne. W przeciwieństwie do kamienic, dworków i innych wiekowych już budynków, modernizm jest maksymalnie prosty i funkcjonalny. Efekt plastyczny starano się oddać za pomocą dynamiki przeszkleń fasady, zestawiania różnych brył (np. pionowych bloków i odpowiadających im poziomych pawilonów), podkreślania nowoczesności konstrukcji za pomocą cofniętych parterów itp. O ile rozwiązania te same w sobie wymagają pewnego skupienia od odbiorcy, który w pośpiechu może ich nie zauważyć, to niestety większość bloków nie ma nawet niektórych z wymienionych wyżej walorów. Oczywiście z przyczyn ekonomicznych. Obraz bloku w Polsce dopełnia fakt, że często bardzo źle się starzeje, mimo że architektura ta ze względu na swoją prostotę i podporządkowanie funkcji bardzo długo pozostanie aktualna. Pod warunkiem, że będzie się o nią dbać. Zabrano się jednak za to chyba ze złej strony...



 Przepis na blok  
Składniki:
1 duży nieocieplony blok
1 jak najprostsza elewacja
Styropian (tyle aby wystarczyło do ocieplenia całości)
4 szklanki niechęci do szarości
Tynk we wszystkich kolorach tęczy 
13 łyżeczek szaleństwa 
Pamiętaj aby nie dodawać  kontekstu historycznego architektury! 
Czas przygotowania:  bardzo różnie
Stopień trudności: łatwe
Sposób przygotowania bloku:
Przygotuj wszystkie składniki. Następnie obłóż blok styropianem, rób to fazami. 
Wymieszaj w jednej misce suche składniki: szaleństwo, niechęć do szarości i kolorowy tynk. 
Następnie przygotowaną masę nanieś na elewację bloku. Pilnuj aby architekt nie próbował zmieniać czegokolwiek.  
Możesz zaprosić do współpracy przedszkolaka: niech narysuje piękne słoneczko! 

Smacznego!


  Pasteloza miała zmienić coś, co w myśleniu wielu ludzi nie ma żadnego stylu architektonicznego w dzieło sztuki. Oswoić surową i nieludzką ścianę wysoką na kilkanaście kondygnacji, zbliżyć ją do człowieka. To pewnie jest przyczyną często bardzo infantylnych wzorów na elewacjach, jak chociażby słońce namalowane na bloku z bydgoskich Wyżyn. Faktycznie, budynki dzięki tym zabiegom są o wiele mniej przygnębiające, zwłaszcza w ponurym, jesiennym krajobrazie. W pewien sposób jest ładniej, bo fasady często są czystsze, nie widać pęknięć na płytach. Ale, czy na pewno kilkunastometrowy kawał betonu dobrze będzie wyglądał, kiedy pomaluje się go tak, jakby dopadło go dziecko z kredkami świecowymi? Może nie powinienem mówić że jest źle, bo wielu osobom się to podoba. Ale na pewno mogę powiedzieć, że może być o wiele lepiej i przykłady wzorowych termomodernizacji znajdziemy również w Polsce. Blok jest tłem dla społeczności osiedla, dlatego pierwotnie moderniści starali się je tworzyć w jak najbardziej neutralnej kolorystyce. Teraz - krzyczą w przestrzeni, dominują nad miastami swoim kolorowym obliczem. Blok to także budynek, dlaczego więc nie może być traktowany jak budynek? Gdy ktoś ma wyremontować dom jednorodzinny, to nie patrzy na niego jak na czystą kartkę na którą należy napaćkać jak najwięcej kolorowych elementów, grunt żeby się wyróżniał, tylko jak na jakieś dzieło architektoniczne. Gdy budujemy nowe domy, to traktujemy je na poważnie. A blok to po prostu blok, to ściana widziana z wielu kilometrów, przez tysiące, czy miliony ludzi! 

  Na szczęście, choć wyżej opisany trend nadal trwa, to coraz częściej zdarzają się przypadki eleganckich modernizacji. Ponieważ zadanie jakim jest ,,zmodernizować modernizm", nadal okazuje się dla wielu zbyt dużym wyzwaniem, to są to raczej indywidualne przypadki. Ale są i trzeba je doceniać, bo naprawdę jest co.




  Aby zobaczyć jedne z najładniejszych bloków w Polsce, warto się wybrać do Poznania (oczywiście nie tylko po to warto tam pojechać). Konkretnie na Osiedle Bolesława Chrobrego, gdzie nad okolicą górują trzy białe wieżowce. Remont ostatniego z nich zakończył się w 2017 roku, same zaś budynki to dziedzictwo lat 70-tych. Elewacje odnowione zostały według projektu studia Ultra Architects, które postarało się o wiele nawiązań do wcześniejszego wyglądu budynków. Ściany frontowa i tylna każdego bloku są pomalowane na biało, boki zaś na szaro. Jedynymi akcentami kolorystycznymi są kolorowe balkony wystające poza obrys budynku i nadające każdemu wieżowcowi indywidualność. Postanowiono zachować kolory balkonów, które odróżniały każdą z wież od siebie - odpowiednio B.Chrobrego 25 niebieski, 26 zielony i 27 - czerwony. Kolejnym rozwiązaniem inspirowanym przeszłością jest czcionka którą oznaczono bloki, oraz białe wzory na balkonach, które swoją drogą są nawiązaniem do obrazów Ryszarda Winiarskiego, gdzie o efekcie końcowym decydował czynnik losowy - rzut kostką. Tutaj zastosowano analogiczną metodę, powierzchnię podzielono na równe kwadraty i wylosowano rozmieszczenie białych ,,pikseli" na kolorowych panelach. Zadbano również o wejścia do budynków, które są w spójnej do całokształtu stylistyce. Całość prezentuje się przyjemnie i nowocześnie, bez wątpienia może stanowić wzór dla całego kraju. Szkoda że przy okazji remontu nie zadbano również o wnętrza wszystkich wież, jednak pozostaje mieć nadzieję że w przyszłości będą tak zacne jak zewnętrze. 




  Innym bardzo dobrym przykładem jak można odnawiać bloki jest Osiedle Tysiąclecia w Katowicach. Tutaj również zadbano o zachowanie pierwotnych walorów budynków, jednak na dużo większą skalę. Od początku ,,Tauzen" był szczególnie zaprojektowanym osiedlem. Całość przypomina park, zadbano o to aby piesi nie musieli przechodzić przez żadną jezdnię o dużym natężeniu ruchu. Bloki pasują do siebie, podobnie jak szkoły i pawilony handlowe utrzymane w tej samej stylistyce. Najsilniejszym aspektem wizualnym wszystkich tutejszych budynków są kontrasty. Balkony, stanowiące podstawę wyglądu zarówno klasycznych, prostopadłościennych bloków, jak i Kukurydz, położonych w centralnej części dzielnicy, są białe. ,,Trzony" budynków natomiast szare albo brązowe. Kolor również się pojawia, jednak w niewielkim stopniu i stanowi głównie dodatek.
W rezultacie wszystko wygląda nowocześnie i nienachalnie. Ładnie komponuje się z zielenią, którą spotkamy tutaj za każdym rogiem.



  Bardzo miłym zaskoczeniem, o którym chcę wspomnieć na sam koniec jest mały blok znajdujący się w Kotomierzu w gminie Dobrcz. Po termomodernizacji został pomalowany na jasnoszary z ciemniejszymi pionowymi pasami znaczącymi klatki schodowe. Efekt końcowy jest warty pochwały i cieszy mnie że również na wsi postanowiono zadbać o estetykę swojego otoczenia.

  Mam nadzieję że opisane przeze mnie przykłady są początkiem drogi jaką przejść musi polskie myślenie o przestrzeni, a udanych remontów z poszanowaniem krajobrazu i samego budynku będzie z roku na rok coraz więcej.