Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 marca 2025

Czego powinien nas nauczyć sukces Cepelii?

    W ostatnim kwartale 2024 roku miało miejsce otwarcie budynku niezwykłego, eleganckiego, takiego który może śmiało walczyć o miano warszawskiej ikony. Mowa oczywiście o odrodzonym pawilonie Cepelii, nie o MSN-ie. Cepelka w przeciwieństwie do kontrowersyjnego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej, jest ultrapozytywną bohaterką. Oczekiwanym przez nas od dekad renesansem socmodernizmu. Ale po kolei.

Pawilon Cepelii po remoncie, styczeń 2025. Fot. Jan Trojan.

    Cepelia to upiększony skrót od Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, instytucji powstałej w 1949 roku, mającej sprawować nadzór nad twórczością ludową. Organizacja miała kształtować gusta Polaków oraz promować kraj za granicą. W 1958 roku otwarto salon Cepelii w Belgii, a w 1960- w Nowym Jorku przy Piątej Alei1. Placówki były bardzo eleganckie, podobnie jak ich asortyment. Miały stanowić reklamę Polski na świecie i przynosić do kraju cenne waluty zagraniczne. 

    Również w ojczyźnie sklepy Cepelii musiały być miejscami estetycznymi, eksponującymi towary będące przecież dziełami sztuki. Zagraniczni turyści zwiedzający polskie miasta mieli kupować w nich pamiątki z Polski, w postaci charakterystycznych dla kultury ludowej kolorowych przedmiotów- obrusików, kogucików, wikliny etc. Dlatego nie powinno nas dziwić, iż jeden z flagowych pawilonów Cepelii, był właśnie- pawilonem. Wolnostojącym, przeszklonym budynkiem do którego przez gigantyczne okna wpadało mnóstwo naturalnego światła, a w nocy emanować światłem na zewnątrz.

Pocztówka z czasów młodości pawilonu. Fotograf nn. Ze zbiorów polska-org.pl.
    
    Pawilon Cepelii w Warszawie otwarto w 1966 roku. Zaprojektował go Zygmunt Stępiński2, członek Biura Odbudowy Stolicy, nadzorujący m.in. odbudowę ulicy Nowy Świat3, a także będący współprojektantem Trasy W-Z4 oraz Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej5. Choć wiele osób nazwisko owego architekta kojarzy właśnie z wymienionymi przed chwilą sztandarowymi realizacjami realizmu socjalistycznego, to Zygmunt Stępiński był wykształconym przed wojną modernistą, który także po wojnie, a bardziej ściśle- po odwilży6- stworzył budynki które wpisały się w panoramę Warszawy, z którą na zawsze związał się twórca. 
    
    Do tej grupy zalicza się właśnie pawilon Cepelii, który jak przystało na późnomodernistyczny obiekt, jest częścią większej całości. Stępiński w swoich projektach starał się tworzyć budynki dopasowane do miejsca w którym miały się znaleźć7. Dlatego nieodłącznym elementem pawilonu są sąsiednie budynki- Hotelu Metropol (od strony zachodniej) oraz Przedsiębiorstwa Państwowego Obsługa Ratalnej Sprzedaży7 (od strony południowej)- stanowiące wertykalne tło dla horyzontalnego pawilonu.
Cepelia przed remontem w kontekście otaczających ją budynków. Źródło: Google Earth.

    Cepelia świetnie wpisywała się w zjawisko, występujące w polskiej architekturze szczególnie silnie w latach 60. XX wieku. Był to okres który upłynął pod znakiem modernistycznych pawilonów8, eksperymentów konstrukcyjnych i eterycznych, przeszklonych brył. Cepelia na tle innych pawilonów handlowych Warszawy prezentowała się dobrze, jednak miała bardzo silną konkurencję- przy placu Unii Lubelskiej stał przecież legendarny Supersam, którego dach rozwieszony na linach był wybitnym osiągnięciem inżynieryjnym9. W innym rejonie centrum wznosił się pawilon Emilia, a przy alejach Jerozolimskich- znajdował się pawilon Chemii. Wymienieni ,,konkurenci" w ciągu ostatnich 20 lat wszyscy jednak ulegli presji dzikiego kapitalizmu i musieli ustąpić miejsca bardziej zyskownym budynkom. Spośród warszawskich pawilonów przetrwały oczywiście dzieła Arseniusza Romanowicza, w postaci eleganckich brył geometrycznych przyjmujących kształty zdwojonych konoid, czy też paraboloid hiperbolicznych10

    Ale jaka była sama Cepelia? Elegancka. Od początku był to pawilon który mimo swojej prostoty, potrafił zachwycić swoim detalem i rozwiązaniami, takimi jak zbiegające się w 2/3 bryły skosy płaskiego przecież dachu, przeszklenie prawie całej powierzchni elewacji, błyszcząca blacha pokrywająca jego ściany, cofnięty parter podkreślający bryłę piętra które dzięki wspomnianym skosom górnej linii wydaje się być bardzo dynamiczne. Całości dopełniały neony- nazwa Cepelia pisana jakby odręcznie, co miało podkreślać ludowy charakter centrali, no i kogucik- symbol folkloru. W Cepelii odnajdujemy także materialny podpis architekta:
"Charakterystyczne dla budynków Stępińskiego było łączenie materiałów szlachetnych ze współczesnymi technologiami, a także współpraca z artystami plastykami przy wyposażaniu wnętrz m.in. dekoracjach rzeźbiarskich i malarskich (mozaiki, malarstwo ścienne)."7
    Świadczą o tym przede wszystkim mozaiki autorstwa Z. Stępińskiego i A. Milewskiego11, utrzymane w odcieniach błękitu i turkusu, z których każda jest inna i posiada swój własny, zgeometryzowany wzór. 

Ceramiczna mozaika i ozdobne lampy przy wejściu od strony Centrum. Fot. Jan Trojan.
 
    Można odnieść wrażenie, że między otwarciem tego pawilonu a stanem obecnym była zachowana pewna ciągłość. Jest to jednak nieprawda. Bez cienia przesady da się stwierdzić, iż Cepelia jeszcze kilka lat temu była karykaturą budynku, całkowitym wypaczeniem każdej zawartej w niej myśli architekta. Obraz tego pawilonu w XXI wieku można określić w dwóch słowach: wieszak reklamowy. Przypisem do tej tezy niech będzie fakt, że najsilniejszym akcentem tej bryły jeszcze do niedawna był gigantyczny, umocowany na skos telebim reklamowy. Wstęgowe okna zwężone zawczasu, oraz pomarańczowa elewacja również były permanentnie przykryte reklamami. W tym momencie chyba nikt z czytelniczek i czytelników nie łudził się, że na elewacji pozostały neony. W czasie kiedy w głośny sposób dołączały do Brutala z Katowic kolejne pawilony, większość osób raczej czuła że los tego, przecież nie tak wybitnego jak Supersam, obiektu spotka to samo. 

    I zapewne tak by było. Gdyby nie ratowniczy wpis do rejestru zabytków12. Tylko to mogło uratować zdegradowany pawilon przed zrównaniem z poziomem chodnika, lub bardzo drastyczną przebudową12 na lokal McDonald's. Ogłoszony w piątek 8 lutego 2019 wpis ostatecznie uniemożliwił urzeczywistnienie takiego scenariusza. Przerobienie pawilonu handlowego, który w swojej formule przypominał bardziej obiekt wystawienniczy, galerię sztuki, na lokal gastronomiczny (co wymagałoby ogromnych ingerencji w jego architekturę i zatracenie jego charakteru) była nie do zaakceptowania przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, prof. Jakuba Lewickiego13. Konserwator argumentował to w taki sposób:
 
"[Cepelia-przyp.red.] Stanowi ważny komponent dziedzictwa późnego modernizmu i zarazem istotny element tożsamości i historii powojennej Warszawy jako główny i najnowocześniejszy salon handlowo-wystawienniczy Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego"14

    Ten wpis, podobnie jak inne tego typu precedensy ratujące modernistyczną architekturę, takie jak objęcie ochroną konserwatorską Dworca Centralnego w Warszawie, Dworca Głównego w Grudziądzu, czy Pomnika Tysiąclecia Państwa Polskiego w Bydgoszczy oczywiście spotkał się z krytyką części społeczeństwa, gardzącą architekturą zbyt starą by być nowoczesną i zbyt nową by być historyczną (w mniemaniu Znafcuw oczywiście). Nawet właściciel odwołał się, zgodnie z przysługującym mu prawem, od decyzji WKZ do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jednak wpis został przez nie podtrzymany12 i uprawomocnił się. 

     31 stycznia 2024 wyczekiwany remont w końcu się rozpoczął15. Remont oczywiście w etyce konserwatorskiej, chociaż patrząc na to w jak złym stanie był pawilon, możemy mówić wręcz o odbudowie. Cofnięto czas o 60 lat. Zdarto z Cepelii traumę, jaką niewątpliwie była dla niej transformacja. Odnowiono mozaiki, przywrócono gigantyczne przeszklenia. Elewacja znów błyszczy. Wewnątrz osiadł Empik, którego profil działalności o niebo lepiej koresponduje z charakterem pawilonu, niż wizja zainstalowania tam złotych łuków. W trakcie prac odkryto stelaże dawnych neonów, które trafiły do warszawskiego Muzeum Neonów16. Choć na elewację wróciły neony, to są to szyldy nowego najemcy- Empiku, a nie kultowe i przepiękne napisy Cepelia. Jest to w pełni zrozumiałe, choć nie będę ukrywał, że wolałbym aby Cepelia pozostała Cepelią chociaż z nazwy. Jednak bardzo godnym uznania jest fakt, iż elementy elewacji z zachowanym cieniem po dawnym neonie z kogucikiem zostały zachowane i zainstalowane wewnątrz, bardzo blisko oryginalnej lokalizacji16, a na nich umiejscowiono nowy neon z kogutkiem, który widać z zewnątrz pawilonu przez ogromną szybę.

Neon z kogucikiem na tle zachowanej blachy z cieniem po oryginalnym neonie. Fot. Jan Trojan.

     Choć zapewne jest w efekcie finalnym pewna ilość goryczy, to zwłaszcza w kontekście miejsca w którym to publikuję- Dezaprobaty- nie potrafię kryć zachwytu i przede wszystkim wzruszenia tym, co się stało. Jeszcze nie tak dawno renowacja modernizmu była praktycznie nieosiągalna. Za godne naśladowania były przypadki kiedy modernistyczny obiekt (nie będący zabytkiem) remontowano na biało, w sposób minimalistyczny i prosty, o wiele lepiej korespondujący z pierwotnym charakterem, zamiast upstrokacać go, dobudowywać wieżyczki i zatracać wszystko co było dobre w architekturze oryginału. A teraz możemy zobaczyć na własne oczy pawilon który został potraktowany jak zabytek, którym jest. Musiało minąć tyle czasu, żeby było jak w latach 60. 

 

Budynek Eldomu w Bydgoszczy. Fot. Jan Trojan.
 

    Ale nie oszukujmy się że takie sprawy jak Cepelia stały się normą. Los obiektów powojennego modernizmu wciąż jest bardzo niepewny. Dlatego zastanawiając się, nad postawionym przeze mnie w tytule pytaniem, przypomniałem sobie o budynku dawnego Eldomu, który obecnie słynie z Chińskiego Sklepu. Z Cepelką wiele go łączy- podobny okres powstania, wielkie przeszklenia, cofnięty parter i neony, których dziś już nie uświadczymy. Zamiast srebrnej blachy ten obiekt pokrywają opalizujące płytki, które niestety są w coraz gorszym stanie i jakiś czas temu wokół budynku postawiono płoty, mające chronić przed odpadającymi płytkami (ostatecznie zagrożenie zniknęło). Mimo drobnych wybrzuszeń na parterze, jest to najlepiej zachowany obiekt tego typu w Bydgoszczy, którego rozwiązania mimo lat zaniedbań są wciąż czytelne, a jako ogromny atut można przywołać tu jego osadzenie w kontekście. Eldom jest bowiem nieodzownym towarzyszem Eltry, ona jest jego pionem- on jej poziomem. Pawilon ten wpisuje się w tendencje lat 60. aby uczynić ten rejon Bydgoszczy nowoczesną bramą do miasta- powstały tu wtedy nowe biurowce, Hotel Brda, czy też przebudowano Dworzec Główny na modernistyczną modłę. To z jakim ogromnym entuzjazmem przyjęto Cepelię w zeszłym roku, powinien być bodźcem aby i ten budynek ocalić. On jest dobry, trzeba mu tylko pomóc powrócić do oryginalnego stanu, przywrócić neony, naprawić elewację, zniwelować graffiti. Od strony ulicy Dworcowej wisi nawet szkielet po dawnym neonie kwiaciarni Narcyz17, który aż prosi się o to, by ponownie rozświetlić mrok.

Szkielet neonu dawnej kwiaciarni Narcyz. Fot. Jan Trojan.


 Przypisy

  1. A. Warnke, Cepelia – miejski charakter, wiejskie geny, 8.08.2017, [dostęp 17.03.2025].
  2. Ł. Bireta, A. Kędziorek, C. Lisowski, Szklane duchy. O architekturze Emilii i znikających pawilonach handlowych Warszawy, w: emilia meble, muzeum, modernizm, red. Katarzyna Szotkowska – Beylin, Kraków – Warszawa 2016, s.100.
  3. A. Cymer, Architektura w Polsce 1945-1989, Warszawa 2018, s.20-21.
  4. G. Piątek, Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie, Warszawa 2020, s.335-337.
  5. Przy tym przedsięwzięciu Zygmunt Stępiński kierował Zespołem Architektonicznym. A. Skalimowski, Sigalin. Towarzysz odbudowy, Wołowiec 2018, s.198-200.
  6. Mowa o wydarzeniach października 1956 roku, kiedy doszło do znaczących przemian w polityce krajów Bloku Wschodniego, w skutek których zakończyła obowiązywanie doktryna socrealizmu, a artyści mogli powrócić do tworzenia w nurcie międzynarodowej awangardy.
  7. E. Perlińska-Kobierzyńska, Zygmunt Stępiński (1908-1982) warszawski architekt, [dostęp 19.03.2025].
  8. K. Obrębska, Socmodernizm czyli co?, w: Socmodernizm. Poradnik dobrych praktyk architektonicznych, red. Klaudia Obrębska, Warszawa 2022, s.38-39.
  9. M. Omilanowska-Kiljańczyk, Lekkość wachlarza i origami, w: Architektura Utracona, red. Ewa Mańkowska-Grin, Ewa Dąbrowska, Kraków 2024, s.124-125.
  10. J. Trojan, Perły na torach, [dostęp 20.03.2025].
  11. I. Makowska, Pawilon Cepelii- Mozaika, [dostęp 20.03.2025].
  12. PAP, Prof. Lewicki o odbudowanej Cepelii: o mały włos nie byłoby tam nic, [dostęp 21.03.2025].
  13. J. Lewicki, Oświadczenie Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w sprawie budynku Cepelii., [dostęp 21.03.2025].
  14. ran/b, Cepelia stała się zabytkiem, TVN24, [dostęp 21.03.2025].
  15. A. Glinianowicz, Cepelia w centrum Warszawy w końcu doczekała się remontu. "Była już w kompletnej ruinie". Prace nakazał konserwator zabytków, [dostęp 21.03.2025].
  16. J. Dragović, Odnaleziono stare neony z Pawilonu Cepelii - dlaczego nie wrócą na swoje miejsce? Powód jest kuriozalny i smutny, [dostęp 21.03.2025].
  17. M. Kosicka, Tak piękna, dzisiejsza pogoda została pretekstem do podzielenia się wiosennym motywem - "poneonowym" kwiatuszkiem z ul. Dworcowej w Bydgoszczy, [dostęp 22.03.2025].

poniedziałek, 16 września 2019

Perły na torach

  Na przełomie XIX i XX wieku powstała koncepcja stworzenia w Warszawie kolejowej linii średnicowej. W ówczesnej Warszawie istniało już 5 dworców, które jednak nie były ze sobą w żaden sposób połączone. Generowało to szereg problemów dla podróżnych, którzy musieli w ramach przesiadki pędem przemierzać całe miasto, by i tak spóźnić się na swój pociąg. Aby je rozwiązać planowano przeciąć miasto linią średnicową, która oprócz połączenia dwóch stron miasta miała również usprawnić transport kołowy, dzięki poprowadzeniu jej w znacznej części w tunelu. Wizja ta ujrzała światło dzienne dopiero w 1924 roku, a swój ostateczny kształt już przybrała w latach 70-tych. Największy udział w zaprojektowaniu stacji na linii średnicowej mieli architekci Arseniusz Romanowicz i Piotr Szymaniak, ze wszystkich bowiem dworców obsługujących linię tylko Warszawa Zachodnia nie jest ich dziełem.


 Warszawa Powiśle

  29 września 1963 roku otworzono trzy stacje linii średnicowej - Powiśle, Ochota i Śródmieście. Pierwsza z wymienionych jest pod wieloma względami wyjątkowa. Dworzec Warszawa Powiśle został bardzo starannie wpisany w skarpę warszawską, co podyktowało rozwiązanie go w trzech poziomach - najwyższym w postaci pawilonu górnego będącego wejściem od strony alei Jerozolimskich, średnim w postaci peronów zbudowanych jako przedłużenie wylotu z tunelu średnicowego, oraz dolnego na poziomie dzielnicy Powiśle. Każdy z nich jest zorganizowany indywidualnie, jako element harmonijnej całości. Motywem przewodnim tej i wielu innych stacji zaprojektowanych przez Arseniusza Romanowicza są ekspresyjne żelbetowe łupiny, stanowiące dachy pawilonów kasowych, oraz zadaszeń peronów.

Pawilon górny
  Od strony śródmieścia Warszawy na stację wchodzi się przez tzw. pawilon górny. Jego charakterystycznym elementem jest dach w kształcie podwójnej konoidy. Jej ramiona od strony frontu skierowane są ku górze, z drugiej zaś strony - schodzą delikatnym łukiem w dół. Ekspresyjny dach przykrywa wejścia na dwa perony, oraz halę kasową, kioski i poczekalnię. Ściany budynku składają się z gęstej sieci pionowych słupów trzymających dach, oraz szyb wpuszczających do wnętrza światło dzienne. Przeszklenie budynku sprawia również, że całość wygląda na bardzo lekką i dynamiczną w swoim wyrazie. Dynamikę tworzy również kontrastowa kolorystyka, za pomocą której uwypuklono wygięte krawędzie betonowej łupiny, odcinające się od bieli stanowiącej dominującą barwę jej spodu. Po prawej oraz po lewej stronie budowli zlokalizowano zejścia na perony, na które dostaniemy się schodząc w dół za pomocą schodów. Niestety, o ile pawilon został odnowiony bardzo starannie na przełomie lat 2008-2009, to zejścia na peron również zostały wyremontowane, ale ich stan po dziesięciu latach prezentuje się gorzej.

Schody prowadzące na peron

  Drugim poziomem stacji jest część peronowa, będąca trzonem całej realizacji. Lokalizacja zmusiła projektantów do rozwiązania jej w układzie dwuperonowym z dwoma krawędziami i torem pośrodku. W obrębie stacji tory trasy średnicowej przechodzą z tunelu w nasyp. Jako iż Warszawa Powiśle jest dworcem podmiejskim, to obsługuje wyłącznie południową parę torów, przeznaczoną właśnie dla pociągów podmiejskich. Najciekawszym rozwiązaniem zastosowanym w tej części jest przykrycie peronów, zorganizowane za pomocą czterech finezyjnych żelbetowych zadaszeń. Są one zestawionymi parami, żelbetowymi łupinami składającymi się z sześciu przenikających się płaszczyzn, osadzonych na dwóch podporach w kształcie litery ,,V". Taka forma przykrycia peronów została podyktowana chęcią oddania jak największej powierzchni podróżnym, oraz w zamyśle punktowe zadaszenie miało zachęcać ludzi do bardziej równomiernego rozchodzenia się po stacji, zamiast tłoczenia się przy wyjściach.




  Najniższą część przystanku jest pawilon dolny, obsługujący dzielnicę Powiśle. Pełni on analogiczną funkcję do pawilonu górnego i pierwotnie umiejscowiono w nim te same elementy funkcjonalne tj. kasy, kioski itd. Również o jego charakterze świadczy wyjątkowy, żelbetowy dach. Tutaj jednak jest on rozwiązany w zupełnie innej formie - jest w kształcie czaszy skierowanej ku dołowi. Ściany budynku zbudowano w tylnej części po obwodzie dachu, dalej natomiast pokrywają się one z jego promieniem. Trzon pawilonu jest w kształcie ośmiokąta. Zwyczajowo nazywa się ten obiekt ,,latającym spodkiem", co dobrze oddaje jego futurystyczną formę, która pomimo 56 lat na karku nie zestarzała się. Wewnątrz pawilonu obecnie znajduje się lokal Warszawa-Powiśle, organizujący w nim często różne wydarzenia kulturalne. Bardzo wartościowym detalem obiektu jest również piękny neon rodem z lat 60-tych, silnie tworzący klimat tego miejsca.

Pawilon dolny

 Warszawa Ochota

 Innym bardzo interesującym przystankiem, w którym wykorzystano ekspresyjną formę geometryczną jest Warszawa Ochota. Stacja obsługująca ruch podmiejski, oraz Warszawską Kolej Dojazdową otrzymała wyjątkowy pawilon, którego dach jest żelbetową paraboloidą hiperboliczną - figurą o rzucie kwadratu, którego dwa narożniki położone po przekątnej znajdują się na górze, a dwa pozostałe na dole. Podróżni woleli jednak interpretować ten kształt poprzez nazywanie dworca ,,naleśnikiem". Surrealistyczny kształt dachu, jest jednak bardzo ściśle powiązany z układem funkcjonalnym. Ciągi schodów prowadzące na perony umieszczono w taki sposób, że pokrywają się one z opadającymi liniami dachu. Sam dworzec również jest bardzo przeszklony, podobnie jak jego rówieśnicy na Powiślu.



Perony znajdują się pod poziomem gruntu, w wykopie. Jedna para torów należy do kolei podmiejskiej, a druga do WKD. Niektóre z peronów są zadaszone za pomocą betonowej płyty, stanowiącej równocześnie podstawę chodnika alei Jerozolimskich. Jest ona podparta słupami w kształcie litery V. Mimo iż Warszawa Ochota przechodziła remont dziesięć lat temu, to zdążyła już nieco podupaść. Nie przeszkadza to jednak dostrzec intrygującej formy dworca, której widoku nie osłabiają nawet chaotyczne, porozrzucane wokół budynki z lat o wiele późniejszych.



 Warszawa Śródmieście

 Dworzec Warszawa Śródmieście podobnie jak dwie wymienione wcześniej stacje został stworzony do obsługi linii podmiejskich. Jego budowę prowadzono w bliskim sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki, w którego osi miał stanąć dworzec. W 1955 roku skończono budowę dwóch symetrycznych pawilonów naziemnych, oraz części podziemnej w stanie surowym. Część naziemną upodobniono do monumentalnego sąsiada w postaci Pałacu Kultury i nadano jej cechy mocno uproszczonego socrealizmu. Do socrealizmu nawiązują tutaj m.in. ryzality, proste attyki, oblicowanie całości kamieniem, duży nacisk na symetrię oraz osiowość elewacji. Nie są one jednak nasycone zdobieniami, nie ma tutaj bezpośrednich zapożyczeń z architektury renesansowej ani klasycystycznej jak w przypadku Pałacu.



 Zupełnym przeciwieństwem części górnej jest część podziemna, oddana do użytku równocześnie z Powiślem i Ochotą. Nie ma ona nic wspólnego z socrealizmem. Arseniusz Romanowicz i Piotr Szymaniak do zaprojektowania wnętrza zaprosili interdyscyplinarny zespół z Zakładów Artystyczno-Badawczych Akademii Sztuk Pięknych. Efektem ich pracy stało się wnętrze o precyzyjnie i wszechstronnie przemyślanym układzie. Zadbano o odpowiednią akustykę, wyjątkowo łagodne jak na podziemia oświetlenie, oraz połączenie funkcji estetycznej i użytkowej wielu elementów. Bardzo ważnym elementem są aluminiowe listwy pokrywające gęsto powierzchnię sufitu. Odpowiadają one za równomierne oświetlenie, maskują przytłaczający strop, oraz stanowią niewątpliwy walor estetyczny. Bardzo widoczne jest znaczenie kontrastów. Srebrne listwy zestawione są z czernią elementów konstrukcyjnych. Ciemność graniczy ze światłem, a elementy stanowiące informację wzrokową dla pasażera - z szarością płukanego betonu.



 Warszawa Centralna

  Dworzec Warszawa Centralna jest określany mianem najważniejszej stacji kolejowej w Polsce. Według pierwotnych planów zakładano, że z dworca korzystać będzie 36 milionów pasażerów rocznie, jednak rzeczywistość podwoiła tę liczbę i sprawiła, że w ciągu pierwszego dziesięciolecia jego istnienia, przewijało się przez niego około 72 000 000 osób w skali roku. Przed architektami projektującymi zarówno nowy gmach, jak i cały układ funkcjonalny stacji stanęło wiele poważnych wyzwań. Na barkach Warszawy Centralnej spoczął bowiem obowiązek obsługi ruchu dalekobieżnego, a nawet międzynarodowego. To właśnie tutaj ludzie przybywający do Warszawy mieli nie raz pierwszy kontakt ze stolicą, a sama lokalizacja w sercu miasta wymagała, aby gmach był godnym przedstawicielem Warszawy.

Warszawa Centralna widziana od strony Placu Defilad
 Zespół Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka w 1946 roku wygrał otwarty konkurs na projekt Dworca Centralnego, zwycięska koncepcja różniła się jednak znacząco od tego co możemy dzisiaj oglądać. Podstawowym założeniem pierwszego projektu było rozdzielenie ścieżek jakimi poruszały się masy osób przyjeżdżających, od odjeżdżających. Decyzję o rozpoczęciu budowy ciągle odwlekano, w międzyczasie zmieniała się moda w architekturze, wizje zagospodarowania przestrzennego tej części centrum, oraz polityka ekonomiczna osób aktualnie będących u władzy. Zaowocowało to tym, że ostatecznie od powstania pierwszego projektu, do realizacji wersji finalnej dworca minęło 20 lat. W ich trakcie wielokrotnie zmieniano koncepcje stacji - na początku lat 50-tych postanowiono rozdzielić ruch podmiejski od dalekobieżnego (co zaowocowało powstaniem stacji Warszawa Śródmieście). W trakcie budowy Pałacu Kultury powstał projekt dworca do bólu socrealistycznego, z czterema wieżyczkami w narożnikach, a później kiedy polska architektura mogła powrócić do nowoczesnego modernizmu eksperymentowano z ekspresyjnymi dachami i gmachem w kształcie trójkąta. Wyciągając z wcześniejszych wersji różne rozwiązania, ostateczny projekt z 1972 roku (przeznaczony do realizacji) był bardzo przemyślaną i utylitarną strukturą. Najbardziej charakterystycznym elementem bryły dworca jest jego dach, który wielu osobom na myśl nasuwa skojarzenia ze skrzydłami. Architekt przyznawał jednak, że kształt ten jest po prostu olbrzymią wiatą przystankową. Nawiązuje do funkcji budynku, a równocześnie ochrania otoczenie budynku przed warunkami atmosferycznymi, a samą przeszkloną halę przed nadmiernym nasłonecznieniem.


  Innym ważnym aspektem łączącym wygląd budynku z jego użytecznością, jest zaprojektowanie go tak, aby nie miał jednego, najważniejszego wejścia. Na dworzec można dostać się z każdej strony i z wielu poziomów, a w jego wyglądzie nie ma zaakcentowanego miejsca, które można by interpretować jako główną fasadę. Warszawę Centralną stworzono jako integralną część zrealizowanego jedynie częściowo projektu zachodniego centrum Warszawy. Dokładnie przemyślano więc transport publiczny, ruch kołowy, kolej i oczywiście pieszych, a węzłem łączącym te wszystkie środki transportu miał być właśnie wyżej opisywany dworzec. Stworzono wiele przejść podziemnych i projektowano również kładki na poziomie pierwszego piętra, zapewniające bezkolizyjny rozdział ruchu.


 Dworzec zbudowano w latach 1972-1975 w ramach ,,Budowy 1100 dni". Przez następne dziesięciolecia podupadał, na przełomie wieków zaczął przypominać smutną karykaturę samego siebie, obklejony z każdej strony reklamami, a w środku zastawiony tandetnymi kramami. Na krótko przed Euro 2012 snuto plany wyburzenia dworca, na szczęście nie dysponowano wystarczającymi funduszami aby tego dokonać, dlatego postanowiono wyremontować Warszawę Centralną. Remont ten w znacznej mierze po prostu oczyścił wnętrze z chaotycznych naleciałości z lat 90-tych. Wymieniono wiele materiałów pokrywających ściany i posadzki, naprawiono infrastrukturę, oraz nadano handlowi wewnątrz hali zorganizowane ramy. Szczęśliwie, w lipcu 2019 roku wpisano obiekt do rejestru zabytków, co ostatecznie chroni ten bardzo funkcjonalny kawałek historii przed potencjalnymi niebezpieczeństwami.

 Warszawa-Śródmieście WKD

 W bezpośrednim sąsiedztwie Dworca Centralnego stoi jeszcze jeden dworzec. Jest on dworcem czołowym, stanowiącym stację końcową Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Otwarto go w grudniu 1963 roku, a w latach późniejszych połączono go z przejściem podziemnym prowadzącym na Warszawę Centralną. Stację rozwiązano jako jednoperonową, a sam peron jest wkomponowany w ścianę wykopu. Ponad poziom gruntu dawniej wystawały jedynie dwie fikuśne, betonowe wiaty, stanowiące zadaszenie wejścia na stację (do czasów współczesnych dotrwała niestety tylko jedna). Program funkcjonalny rozwiązany został na poziomie pośrednim między wejściem, a peronem.
Zadaszenie wejścia na stację

Peron

 Warszawa Stadion

 Ze wszystkich opisywanych dzisiaj obiektów, zabudowa przystanku Warszawa Stadion powstała najwcześniej, dworzec zbudowano bowiem do obsługi otwartego w 1955 roku Stadionu X-lecia (obecnie na jego miejscu znajduje się Stadion Narodowy). Perony ukończono więc w tym samym roku, a na pawilon kasowy podróżnym przyszło poczekać jeszcze 3 lata. Budynek obsługujący stację podobnie jak wiele z wcześniej opisanych obiektów, wykorzystuje jako główny akcent plastyczny żelbetową łupinę o niebanalnym kształcie. W tym miejscu należy zaznaczyć, że element ten nie stanowi dachu pawilonu, ale wejście do tunelu prowadzącego na peron, przy okazji zaznaczając je w przestrzeni.

 Abstrakcyjny kształt bardzo dobrze współgra z prostopadłościenną bryłą pawilonu kasowego, do którego owa ,,muszla" przylega. Bryła jest bardzo prosta, przeszklona. Jej wnętrze jest bardzo jasne i złożone z wielu kontrastujących ze sobą materiałów. Znajduje się tu także antresola, na którą prowadzą schody, również nadające pewien rytm tej przestrzeni.
 Stacja przeszła remont na krótko przed mistrzostwami Euro 2012, który przywrócił budynkom dawny blask, natomiast perony zostały zaprojektowane całkowicie od nowa, w podobnym duchu co nowo wybudowany stadion.


 Warszawa Wschodnia

 Ostatnim z dworców linii średnicowej zaprojektowanym przez architektów Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka jest stacja Warszawa Wschodnia, w skład której wchodzi dworzec podmiejski i dalekobieżny, oddane do użytku kolejno w 1965 i 1969. Dworzec podmiejski zlokalizowany od strony ulicy Lubelskiej wpisuje się w charakterystyczną dla architektów tendencję wykorzystywania ekspresyjnych żelbetowych dachów. Tutaj, przeszklony, parterowy terminal osłonięty jest rytmiczną strukturą, przypominającą przenikające się na przemian ostrosłupy. Dach wystaje znacznie poza obszar pawilonu, osłaniając od warunków atmosferycznych osoby przesiadające się do innych środków transportu.


 Infrastrukturę bezpośrednio obsługującą podróżnych w trakcie wsiadania i wysiadania stanowi siedem peronów, z których ruch przekazywany jest do tkanki miejskiej za pośrednictwem trzech tuneli. Tutaj podobnie jak na dworcu Centralnym rozdzielono ruch pasażerów przyjeżdżających i odjeżdżających, dlatego dwa tunele odprowadzają ludzi właśnie przybyłych na stację poza stację, natomiast jedno przejście łączy budynki dworców dalekobieżnego i podmiejskiego, stanowiąc drogę dojścia na peron dla pasażerów odjeżdżających.

 Gmach dworca dalekobieżnego był w pewien sposób poligonem doświadczalnym dla rozwiązań, które miały znaleźć miejsce również na stacji Centralnej. Dach budynku jest w kształcie konoidy (jeden bok dachu o prostokątnym rzucie, od strony torów został wygięty w łuk, pozostałe trzy są proste względem siebie) i wykonany z metalowych kratownic. Ściany w znacznej części zostały przeszklone, natomiast przed fasadę gmachu przedłużono powierzchnię dachu, co również podyktowane było chęcią osłonięcia przeszklonej hali przed przegrzewaniem, oraz ochroną przed deszczem przesiadających się z samochodów podróżnych. Podobnie jak wiele innych dworców w Polsce, przed Euro 2012 również i Dworzec Wschodni objęła modernizacja, która była już wtedy niezbędna. W przeciwieństwie do innych stacji linii średnicowej, tej jednak nie odnowiono zgodnie z oryginałem, a nadano jej bardziej surowego charakteru. Pierwotnie, kratownice stanowiące konstrukcję dachu pokryte były od zewnątrz pasami blachy, a od wewnątrz na przemian siatką i laminowanymi panelami, podkreślającymi wygięty kształt dachu. W trakcie remontu, postanowiono nie uwzględnić tych aspektów, pod pretekstem wyeksponowania interesującej konstrukcji dachu, a całość pokryto siatką. Moim zdaniem bardziej korzystne byłoby odnowienie terminalu zgodnie z oryginałem.



 Za podstawę merytoryczną do napisania powyższego artykułu posłużyła mi książka ,,AR/PS Architektura Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka" którą z miejsca bardzo polecam, oraz ,,Dworce i przystanki kolejowe" autorstwa samego architekta Arseniusza.

Zdjęcia są moją własnością i zostały wykonane samodzielnie w celu dokumentacji dworców.



sobota, 13 kwietnia 2019

Dopełnienie warszawskiej moderny

  W Warszawie o wiele trudniej niż w innych miastach jest wyczerpać listę ciekawych obiektów pozostawionych po minionych epokach. Oprócz tak oczywistych jak choćby Pałac Kultury i Nauki, mamy możliwość odkryć coś naprawdę ciekawego, o ile wiemy czego szukać. Temat architektury warszawskiej pozostawionej po latach PRL-u nie jest na Dezaprobacie jeszcze zamknięty, dzisiaj jednak następuje rozwinięcie i dopełnienie tego zagadnienia.

Budynek mieszkalny przy ulicy Koziej 9
  Wpierw chciałbym zrecenzować wyjątkowy blok kryjący się pod adresem Kozia 9. Dla osób które od pewnego czasu interesują się powojenną architekturą ten obiekt jest pewnie znany, opisywał go m.in. Filip Springer w swojej książce ,,Księga Zachwytów". Jestem przekonany jednak że wiele osób styka się z faktem jego istnienia tutaj po raz pierwszy, dlatego oczywiście przedstawię go zanim przejdę do własnych refleksji na jego temat.
  Przedzierając się między kamienicami wznoszącymi się przy ulicy Moliera w Warszawie wgłąb ich podwórza, ukazuje się nam niezwykły widok. Przed naszymi oczyma piętrzy się ściana w odcieniu piaskowca, zdobiona rytmem niskich okienek i tektoniką fasady. To pierwsze oblicze budynku, który patrząc pod tym kątem wygląda jakby światło do mieszkań wpadało tylko przez te niewielkie otwory. Wystarczy jednak zrobić kilka kroków w prawo, spojrzeć na blok z innej perspektywy i widzimy zupełnie inny gmach, którego fasada w o wiele większym stopniu zdominowana jest przez okna. Prosty zabieg rozbicia budynku na regularne segmenty, zabawa tektoniką okien i światłocieniem sprawiły, że z całkowitego braku ornamentu i modernistycznej prostoty powstał budynek będący ozdobą sam w sobie. Oczywiście cały gmach nie może składać się tylko z jednej ściany. Finezja architektów nie zawodzi również i z drugiej strony, która prezentuje się całkowicie inaczej. Naprzemienne wykusze i rozległe balkony sprawiają że zmysł wzroku wariuje, bo raz wydaje się nam że budynek rozsuwa swoje piętra wraz ze wzrastającą wysokością, ale jak zastanowić się nad tym to ten sam widok daje wrażenie zupełnie odwrotne. Całości dzieła dopełnia kontekst w jakim znajduje się ten zacny apartamentowiec. Ze wszystkich stron jest otoczony kamienicami starego miasta, znajduje się przecież w bardzo prestiżowej lokalizacji. Z ruchliwych ulic Warszawy widać jedynie niepozorny szczyt budynku, zlewający się jednak z dachami innych domów. Dopiero gdy meandrując między zabudową odnajdziemy go, odkryjemy inny świat. Nie czuć tu zupełnie gwarnej atmosfery której doświadczymy przecież jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej. Teren u podnóża budynku przy Koziej 9 przypomina park, jest tutaj cicho i zielono.
Łatwo kierować w kierunku takiego gmachu same ciepłe słowa kiedy jest się takim zwolennikiem powojennego modernizmu jak ja. Jednak podczas odkrywania tego budynku był ze mną człowiek, który reprezentuje przeciwstawne stanowisko do mojego, a mimo to również i na przeciwniku modernizmu blok ten zrobił bardzo pozytywne wrażenie, co jednoznacznie pokazuje że jest to dzieło naprawdę ponadczasowe.

Fasada od strony zabudowań ul. Moliera

Druga strona budynku
  Dla zwolenników takiej modernistycznej estetyki trzeba przedstawić również plombę w zabudowie kamienicznej, od wielu lat zajmującą działkę o adresie Karowa 18. Tutaj również największym zabiegiem plastycznym jest nietuzinkowa tektonika fasady, jej symetryczne wykusze i balkony. Przez lokalizację jest ona o wiele bardziej dostępna i przez to szerzej znana. Robotę robi tutaj ta niezwykła dynamika, ekspresja i zmienność fasady zależna od pory dnia. To że patrząc z różnych stron widzimy ten budynek za każdym razem inaczej, a całość w zasadzie jest geometrycznie prosta i wręcz minimalistyczna. Na wygląd budynku składają się właściwie tylko ściany i okna, a wszystkie krzywizny fasady, to kąty proste. Karowa 18 to kolejny dowód na to, że kierując się zasadami ,,mniej znaczy więcej" i ,,ornament to zbrodnia" można tworzyć indywidualne i piękne konstrukcje.

Karowa 18A

  Dla równowagi trzeba wnieść do tego artykułu trochę bardziej klasycznej estetyki, dlatego idealnym na tę okazję zdaje się być socrealistyczny gmach Ministerstwa Rolnictwa. Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych w polskiej architekturze upłynęła pod znakiem majestatycznych gmachów wzorujących się na klasycyzmie. Obok Pałacu Kultury jako wyjątkowo wyraźny symbol architektury socrealistycznej plasuje się budynek promieniujący wręcz elegancją i monumentalnością. Wśród skrzydeł użytkowych widać charakterystyczny trójpodział na część cokołową, główną i attykę. Zdobienia budynku w znacznej części mają jednak charakter geometryczny, jest to więc delikatnie modernizujący neoklasycyzm. Wrażenie to jest jednak tylko lokalne, bo najbardziej charakterystyczną częścią, stanowiącą cechę rozpoznawczą tego budynku jest podwójna kolumnada. Ogromna, lśniąca bielą kolumnada nie mająca żadnej funkcji poza estetyczną. To ona właśnie sprawia, że siedzibę Ministerstwa Rolnictwa możemy właściwie nazwać architektonicznym spadkobiercą nie istniejącego już Pałacu Saskiego. Różnica między nimi polega na pierwszy rzut oka na gabarytach - Ministerstwo jest wyższe i wszystkie jego detale są o wiele masywniejsze niż w przypadku bardziej delikatnego w wyrazie Pałacu.

Kolumnada gmachu Ministerstwa Rolnictwa
  Już na sam koniec wrócę jeszcze do modernizmu, a konkretnie do Osiedla za Żelazną Bramą. Choć kompleks stracił już swoje pierwotne cechy (został znacząco dogęszczony), to dalej ku niebu wznoszą się szesnastokondygnacyjne mrówkowce o brutalistycznej fasadzie, stanowiące trzon całej realizacji. W pierwotnych zamierzeniach osiedle to miało spełniać wszelkie założenia Corbusierowskiej idei ,,maszyny do mieszkania". W blokach miały znajdować się żłobki, kawiarnie, restauracje. Na ich dachach projektanci planowali urządzić przestrzeń wypoczynkową dla mieszkańców. Handel i usługi miały być rozdzielone i odbywać się miały w przeszklonych pawilonach rozrzuconych rzeźbiarsko pomiędzy zielenią nowego osiedla. Bloki miały być zróżnicowane na 5 i 16 kondygnacyjne, oraz rozmieszczone tak aby każdy miał dostęp do światła. Plany zostały jednak zweryfikowane przez trudną rzeczywistość kryzysu gospodarczego i olbrzymi głód mieszkaniowy panujący nie tylko w stolicy, ale i całej Polsce. Skończyło się na jednolitych blokach o wysokościach 10 i 16 pięter, których wzniesiono znacznie więcej niż planowano wcześniej. Zrezygnowano także z większości udogodnień jakie miały oferować mieszkańcom - nie zrealizowano żłobków, kawiarni, ogrodów na dachach i wielu pawilonów usługowych. Skupiono się na mieszkaniach, w jak największej ilości. Co do samych bloków to ich wygląd jest przytłaczający i charakterystyczny. Mocno zaakcentowane są podziały poziome, uzyskane za pomocą większych i niższych okien, których rytm ciągnie się nieprzerwanie przez cały budynek i na każdej kondygnacji wygląda tak samo. Monotonię jednolitej, prostopadłościennej bryły przerywa pionowy pas pozbawiony okien, znajdujący się w 2/3 szerokości gmachu. Poddając wygląd bloków refleksji można dostrzec pierwotne idee przyświecające projektantom, które miały sprawić aby budynek był jak transatlantyk płynący przez morze zieleni. I to faktycznie widać, mimo iż na pierwszy rzut oka każdy z nich to masywna, betonowa bryła usadowiona w środku miasta.


Blok Osiedla za Żelazną Bramą

czwartek, 13 grudnia 2018

Tragedia Kina Moskwa

  13 grudnia to rocznica bardzo smutnego wydarzenia. Dokładnie o północy, na terenie całego kraju wprowadzono Stan Wojenny. U każdego Polaka wydarzenie to znalazło miejsce w pamięci. W dzisiejszym materiale nie będę jednak rozwodził się nad wydarzeniami mającymi miejsce 37 lat temu, a budynkowi z fotografii która obiegła cały świat i stała się jednym z najbardziej wyrazistych symboli Stanu Wojennego.

fot. Chris Niedenthal

  Fotografia przedstawiająca bojowy wóz opancerzony SKOT na tle Kina Moskwa z wywieszonym szyldem filmu ,,Czas Apokalipsy" została wykonana 14 grudnia 1981 przez Chrisa Niedenthala. W krótkim czasie stała się symbolem wydarzeń jakie ogarnęły całą Polskę, oddającym w pełni atmosferę tamtych czasów.

 Tłem dla całej sceny jest budynek Kina Moskwa, w którym to odbywała się wówczas projekcja filmu reżyserii Francisa Forda Coppoli, o tytule ,,Czas Apokalipsy". Bryła kina jest bardzo monumentalna i jeszcze bardziej wzmacnia impresję zdjęcia. Jasna budowla od frontu niemal pozbawiona okien była ikoną na długo przed wykonaniem fotografii i w Warszawie trudno było nie słyszeć o Kinie Moskwa. Było to jedno z pierwszych kin wzniesionych po zakończeniu drugiej wojny światowej i wiele lat mogło szczycić się mianem największego i najnowocześniejszego kina w stolicy.

 Moskwę otworzono 22 lipca 1950 roku. Budynek kina został zaprojektowany w stylu modernistycznym, jednak od 1949 roku w Polsce panował nakaz projektowania obiektów socrealistycznych. Wzniesienie kina o architekturze na którą władze patrzyły nieprzychylnym okiem stanęło pod znakiem zapytania. Postanowiono nie zmieniać projektu, który wpisywał się świetnie w ogólnoświatowe trendy w architekturze i aby zamaskować ,,kosmopolityzm" architektury zmieniono nazwę budowanego kina z ,,Wieczór" na ,,Moskwa", która to nazwa została z tym kinem już na stałe. Gotowy gmach był bardzo oryginalny, zadbano o wszystkie detale i dopilnowano aby w każdym aspekcie budynek wypadał bardzo elegancko. Fasada oblicowana jasną cegłą zbudowana była na rzucie ośmioboku i w różnych miejscach miała różną wysokość, co nadawało jej ekspresji. Z racji swojej funkcji (sale kinowe muszą być zaciemnione) budynek w znacznej części był pozbawiony okien, co nadawało mu dosyć groźnego wyrazu i aby nie przypominał bunkra, na całej powierzchni udekorowany został rytmicznymi wypustkami, oraz pionowymi podziałami, które stanowiły bardzo charakterystyczny element. Wnętrze kina nie odstawało poziomem i zachwycało elegancją, efektownością i dobrym smakiem. Repertuar kina opierał się przede wszystkim na filmach radzieckich, jednak od lat 70-tych zaczęto wyświetlać w ramach ,,konfrontacji" filmy będące laureatami międzynarodowych nagród. To właśnie podczas projekcji filmów zachodnich kino miało olbrzymią frekwencję, a po bilety ustawiały się ogromne kolejki. Okres PRL ,,Moskwa" przetrwała bez zarzutów i z racji swojego reprezentacyjnego statusu wszelkie naprawy i remonty wykonywane były na bieżąco, co korzystnie wpłynęło na stan obiektu. Dla Warszawiaków kino to było okienkiem na świat, pozwalało zobaczyć kawałek odległego i niedostępnego świata.

  Niestety, wypowiadając się o Kinie Moskwa muszę mówić w czasie przeszłym. Po zmianie ustroju konkurencja dla Moskwy znacząco wzrosła, a frekwencja zmalała, co okazało się wyrokiem śmierci. Już w 1996 roku odbyła się ostatnia projekcja, a 46 letnie kino zostało niedługo potem zrównane z poziomem chodnika.

  Kino Moskwa było ikoną. Ikoną którą niestety utraciliśmy bezpowrotnie. Miejscem bardzo istotnym dla Polskiej kultury, gdzie wiele osób miało po raz pierwszy do czynienia z filmem. Ten bardzo charakterystyczny i unikatowy budynek, który również z racji swojej dodatkowej symboliki nadanej wraz z uwiecznieniem na fotografii Chrisa Niedenthala, powinien znajdować się na mapie. Niestety dziś po Moskwie pozostały jedynie dwa kamienne lwy, zdjęcia i wspomnienia wielu osób.



wtorek, 23 października 2018

Fragment warszawskiej moderny

   Warszawa jest największym miastem w Polsce. Oprócz tego jest także jej stolicą, co wpłynęło i wciąż wpływa na fakt, iż powstają tu najważniejsze, najwyższe i często najciekawsze budynki. Nie inaczej stało się w przypadku architektury późnego modernizmu, ale także i bardzo ciekawego socrealizmu, na który można się tu natknąć naprawdę często. Chcąc opisać każdy zasługujący na artykuł warszawski budynek, post ten musiałby nabrać gargantuicznych rozmiarów. Dlatego też, poniżej przedstawię tylko kilka budynków, aczkolwiek mam zamiar jeszcze kilkukrotnie przywołać w przyszłości inne warszawskie perełki architektury.

Pałac Kultury i Nauki

  Najwyższym budynkiem w Polsce już od ponad sześćdziesięciu lat jest Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Gmach ma z iglicą 237 metrów wysokości, które przekładają się na 42 kondygnacje budynku. Oprócz najbardziej ikonicznej wieży, w skład Pałacu wchodzą także niższe obiekty użyteczności publicznej, takie jak Sala Kongresowa, czy Pałac Młodzieży, które razem z wieżą stanowią kubaturę 817 tysięcy metrów sześciennych.
  Architektura wieżowca to najwybitniejszy w Polsce przykład socrealizmu, czyli stylu jaki panował w latach 50-tych. Znajdziemy tutaj naprawdę wiele nawiązań do osiągnięć polskiej architektury renesansowej i klasycystycznej. Kolumnady, attyki, płaskorzeźby i liczne detale to tylko niektóre przykłady wykorzystania narodowej, polskiej sztuki w nadaniu niepowtarzalnego charakteru Pałacu. Jako wieżowiec natomiast ma bardzo dobre proporcje, widać w nim inspiracje wysokościowcami ze złotej ery amerykańskich drapaczy chmur, czyli konstrukcjami art deco. Fasada jest oblicowana kamieniem który wiele lat temu mienił się w słońcu piękną bielą, a dzisiaj jest zszarzały od zanieczyszczeń powietrza, chociaż mimo to Pałac Kultury naprawdę ładnie się zestarzał i jego aktualna barwa jest moim zdaniem również bardzo elegancka, podobnie jak majestatyczne wnętrza, zdobione klasycznymi akcentami architektonicznymi. Na trzydziestym piętrze wieżowca znajduje się ogólnodostępny (aczkolwiek płatny) taras widokowy, z którego można oglądać panoramę Warszawy.

Punktowiec wchodzący w skład ściany wschodniej

  Pałac Kultury wyznacza centrum Warszawy, jednak nie tylko on wchodzi w jego skład. Od strony ulicy Marszałkowskiej centrum zamyka tzw. Ściana Wschodnia, czyli zespół budynków będących odpowiedzią na wysokościową dominację Pałacu Kultury. Wschodnie centrum składało się z trzech mieszkalnych punktowców o wysokości 80 metrów każdy, domów towarowych, oraz obiektów biurowych i komercyjnych (jak np. aktualnie rekonstruowana po niedawnym zburzeniu Rotunda). Rozmieszczenie budynków jest bardzo dogłębnie przemyślane i jako całość tworzą bardzo harmonijną i efektowną przestrzeń, mimo iż znacząco ingerowano w zabudowę (burząc biurowiec Universalu, albo chociażby zastępując dom towarowy Sezam nowym, większym obiektem handlowym). Kiedy na przełomie lat 1962-1969 budowano Ścianę Wschodnią, niepodzielnie w architekturze budynków w skład jej wchodzących dominował modernizm. Styl budynków bardzo mocno kontrastował z Pałacem Kultury - tak jak tam całość była nasiąknięta zdobieniami, kolumnami i ornamentem, tak tutaj wszystko było wręcz minimalistycznie proste, a za ozdobę służyły teraz geometria brył, rytmika okien i połyskujące w słońcu aluminium i szkło.

Hotel Marriott
  Po drugiej stronie centrum, miała powstać Ściana Zachodnia, której projektowanie rozpoczęło się już w 1972 roku. Z gotowej koncepcji zakładającej powstanie kilku ponad stumetrowych wieżowców, połączonych wielopoziomowymi pasażami handlowymi, przejściami podziemnymi i nadziemnymi, czy zintegrowanego systemu komunikacyjnego niestety nie wyszło zbyt wiele. Kryzys lat 80-tych sprawił, że ze wszystkich zakładanych obiektów powstały tylko dwa biurowce i dworzec Warszawa Centralna. Od 1978 roku ku niebu wznosi się 150 metrowa wieża Intraco II (nazywana także Elektrimem, a obecnie nosząca nazwa Oxford Tower), a obok niej o dziesięć lat młodsza wieża hotelu Marriott, posiadająca 170 metrów wysokości. Obydwa wieżowce są w stylu międzynarodowym, charakteryzują się swoją prostopadłościenną sylwetką pokrytą szkłem. Sześciany wież stoją na rozległych przyziemiach, które mają podkreślać wysokość budynków.

Dworzec Warszawa Centralna widziany z 30 piętra Pałacu Kultury
  Oprócz dwóch wspomnianych wieżowców udało się w ramach zachodniego centrum wybudować jeszcze dworzec Warszawa Centralna. Otwarcie gmachu w 1975 roku zwieńczyło tzw. ,,budowę tysiąca stu dni". Dworzec miał być węzłem komunikacyjnym, łączącym ruch kołowy (autobusy miejskie), kolejowy i pieszy (liczne przejścia podziemne i planowane kładki na poziomie pierwszego piętra). Dzięki temu iż pociągi w centrum przejeżdżają w ramach linii średnicowej pod powierzchnią ziemi, na powierzchni znajduje się jedynie późnomodernistyczna bryła dworca, zaprojektowana przez Arseniusza Romanowicza. Dworzec w chwili oddania do użytku był najnowocześniejszy w Polsce, wyposażono go w niespotykaną wówczas ilość nowoczesnej technologii (np. schody ruchome, wyświetlacze informacyjne). Na zewnątrz największą uwagę zwraca ekspresyjny dach, chroniący halę dworca od słońca.

Hotel Victoria

  Na sam koniec, opiszę gmach oddalony od centrum. Sofitel Victoria to hotel otwarty w 1976 roku, który miał gościć przyjezdnych zza granicy. Nazwa obiektu pochodzi poniekąd od lokalizacji - jest on w bezpośrednim sąsiedztwie Placu Piłsudskiego, który dawniej zwał się Placem Zwycięstwa - stąd nawiązanie lingwistyczne. Bryła hotelu charakteryzuje się białą sylwetką ze złotymi oknami i podkreślonym podziałem elewacji, która zyskuje lekkości poprzez cofnięcie dolnych kondygnacji i wykonanie ich fasad z ciemnego szkła.