Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blokowisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blokowisko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 listopada 2019

Lek na Pastelozę

   Już od kilkunastu lat ,,szara rzeczywistość" blokowisk jest sukcesywnie wypierana przez wszystkie kolory tęczy tynku pokrywającego styropian. Budynki zbudowane w technologii prefabrykacji mają bardzo słabą charakterystykę cieplną, dlatego logicznym posunięciem jest ocieplanie ich, aby zaoszczędzić na ogrzewaniu. Kiedy żelbetową ścianę od świata dzieli już izolacja, to trzeba elewacji nadać jakiś rys. Korzystając z tej okazji, w całej Polsce spod rusztowań zaczęły przebijać jaskrawe kolory i najróżniejsze wzory. Zjawisko to dostało już nawet swoją nazwę - pasteloza, termin zapoczątkowany w ,,Wannie z kolumnadą" Filipa Springera.



  Aby bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, musimy poznać szerszy kontekst - zacznijmy od tego, czym w polskiej mentalności stał się PRL-owski blok. Na początku XX-wieku w Europie budynki tego typu były widziane jako rozwiązanie problemu bardzo złych warunków mieszkaniowych większości społeczeństwa. Moderniści którzy zdominowali architekturę na następne dziesięciolecia stworzyli wizję lśniących w słońcu ,,maszyn do mieszkania", zapewniających ludziom komfortowe warunki do funkcjonowania, dostępnych dla każdego. Modernistyczny sen zaczął się spełniać po II wojnie światowej, gdy trzeba było olbrzymim masom poszkodowanych zapewnić dach nad głową.
Rozwój technologii doprowadził w pewnym momencie do rozkwitu prefabrykatów żelbetowych, znanych w Polsce jako Wielka Płyta. Dominacja krajobrazu miast przez ,,pudełka" zaczęła się wbrew pozorom na zachodzie Europy, jednak dzięki niskim kosztom produkcji szybko rozgościła się także w państwach o gospodarce centralnie planowanej. W Polsce opracowano wiele oryginalnych systemów i eksperymentowano z wieloma rozwiązaniami budowania budynków jeszcze szybciej i jeszcze taniej. Przykładem może być zastosowanie technologi ślizgu np. w katowickim wieżowcu zwanym Ślizgowcem. Największą popularność zyskała jednak właśnie Wielka Płyta, do dziś stanowiąca podstawę sylwetki większości miast i miasteczek. Taki stan rzeczy powoduje oczywiście bardzo różny standard realizacji. Jedne projektowane i budowane były starannie, inne w pośpiechu i z małą finezją. W rezultacie, ogrom bloków był po prostu przeciętnej jakości, z krzywymi ścianami, o elewacjach które źle się starzały. Właśnie pospolitość i bylejakość wielu bloków sprawiła, że bloki nie są traktowane jak prawdziwa architektura. Następny czynnik jest również dość oczywisty - u nas bloki kojarzą się z PRL-em, a on sam w opinii większości nie wywołuje bynajmniej odczuć pozytywnych. Kolejną zmienną która sprawiła że polski krajobraz wygląda tak jak wygląda, jest wypaczenie podstawowych założeń, które charakteryzują modernizm w architekturze i urbanistyce. Nowoczesna architektura mieszkaniowa doby modernizmu miała przypominać ,,transatlantyki na morzu zieleni". Bardzo ważna miała być przestrzeń między budynkami. Koncepcja miasta-parku myślę że dobrze oddaje te założenia. Od początku na polskich osiedlach brakowało ,,małej architektury" dopełniającej wizje modernistów, ale prawdziwa degradacja przestrzeni zaczęła się w latach 90-tych, kiedy przybyło samochodów, a miejsca parkingowe planowano jeszcze w innej rzeczywistości, kiedy własne cztery kółka były luksusem.

  Dostajemy więc krajobraz zdominowany przez olbrzymie, betonowe bryły o bardzo prostych, maksymalnie zgeometryzowanych kształtach. Mają w ogólnej opinii zły rodowód, ich otoczenie i one same są zdegradowane przez upływ czasu i niedostosowanie do zmian, przez jakie Polska przeszła na przełomie tysiącleci. Nie pomaga im to, że są modernistyczne. W przeciwieństwie do kamienic, dworków i innych wiekowych już budynków, modernizm jest maksymalnie prosty i funkcjonalny. Efekt plastyczny starano się oddać za pomocą dynamiki przeszkleń fasady, zestawiania różnych brył (np. pionowych bloków i odpowiadających im poziomych pawilonów), podkreślania nowoczesności konstrukcji za pomocą cofniętych parterów itp. O ile rozwiązania te same w sobie wymagają pewnego skupienia od odbiorcy, który w pośpiechu może ich nie zauważyć, to niestety większość bloków nie ma nawet niektórych z wymienionych wyżej walorów. Oczywiście z przyczyn ekonomicznych. Obraz bloku w Polsce dopełnia fakt, że często bardzo źle się starzeje, mimo że architektura ta ze względu na swoją prostotę i podporządkowanie funkcji bardzo długo pozostanie aktualna. Pod warunkiem, że będzie się o nią dbać. Zabrano się jednak za to chyba ze złej strony...



 Przepis na blok  
Składniki:
1 duży nieocieplony blok
1 jak najprostsza elewacja
Styropian (tyle aby wystarczyło do ocieplenia całości)
4 szklanki niechęci do szarości
Tynk we wszystkich kolorach tęczy 
13 łyżeczek szaleństwa 
Pamiętaj aby nie dodawać  kontekstu historycznego architektury! 
Czas przygotowania:  bardzo różnie
Stopień trudności: łatwe
Sposób przygotowania bloku:
Przygotuj wszystkie składniki. Następnie obłóż blok styropianem, rób to fazami. 
Wymieszaj w jednej misce suche składniki: szaleństwo, niechęć do szarości i kolorowy tynk. 
Następnie przygotowaną masę nanieś na elewację bloku. Pilnuj aby architekt nie próbował zmieniać czegokolwiek.  
Możesz zaprosić do współpracy przedszkolaka: niech narysuje piękne słoneczko! 

Smacznego!


  Pasteloza miała zmienić coś, co w myśleniu wielu ludzi nie ma żadnego stylu architektonicznego w dzieło sztuki. Oswoić surową i nieludzką ścianę wysoką na kilkanaście kondygnacji, zbliżyć ją do człowieka. To pewnie jest przyczyną często bardzo infantylnych wzorów na elewacjach, jak chociażby słońce namalowane na bloku z bydgoskich Wyżyn. Faktycznie, budynki dzięki tym zabiegom są o wiele mniej przygnębiające, zwłaszcza w ponurym, jesiennym krajobrazie. W pewien sposób jest ładniej, bo fasady często są czystsze, nie widać pęknięć na płytach. Ale, czy na pewno kilkunastometrowy kawał betonu dobrze będzie wyglądał, kiedy pomaluje się go tak, jakby dopadło go dziecko z kredkami świecowymi? Może nie powinienem mówić że jest źle, bo wielu osobom się to podoba. Ale na pewno mogę powiedzieć, że może być o wiele lepiej i przykłady wzorowych termomodernizacji znajdziemy również w Polsce. Blok jest tłem dla społeczności osiedla, dlatego pierwotnie moderniści starali się je tworzyć w jak najbardziej neutralnej kolorystyce. Teraz - krzyczą w przestrzeni, dominują nad miastami swoim kolorowym obliczem. Blok to także budynek, dlaczego więc nie może być traktowany jak budynek? Gdy ktoś ma wyremontować dom jednorodzinny, to nie patrzy na niego jak na czystą kartkę na którą należy napaćkać jak najwięcej kolorowych elementów, grunt żeby się wyróżniał, tylko jak na jakieś dzieło architektoniczne. Gdy budujemy nowe domy, to traktujemy je na poważnie. A blok to po prostu blok, to ściana widziana z wielu kilometrów, przez tysiące, czy miliony ludzi! 

  Na szczęście, choć wyżej opisany trend nadal trwa, to coraz częściej zdarzają się przypadki eleganckich modernizacji. Ponieważ zadanie jakim jest ,,zmodernizować modernizm", nadal okazuje się dla wielu zbyt dużym wyzwaniem, to są to raczej indywidualne przypadki. Ale są i trzeba je doceniać, bo naprawdę jest co.




  Aby zobaczyć jedne z najładniejszych bloków w Polsce, warto się wybrać do Poznania (oczywiście nie tylko po to warto tam pojechać). Konkretnie na Osiedle Bolesława Chrobrego, gdzie nad okolicą górują trzy białe wieżowce. Remont ostatniego z nich zakończył się w 2017 roku, same zaś budynki to dziedzictwo lat 70-tych. Elewacje odnowione zostały według projektu studia Ultra Architects, które postarało się o wiele nawiązań do wcześniejszego wyglądu budynków. Ściany frontowa i tylna każdego bloku są pomalowane na biało, boki zaś na szaro. Jedynymi akcentami kolorystycznymi są kolorowe balkony wystające poza obrys budynku i nadające każdemu wieżowcowi indywidualność. Postanowiono zachować kolory balkonów, które odróżniały każdą z wież od siebie - odpowiednio B.Chrobrego 25 niebieski, 26 zielony i 27 - czerwony. Kolejnym rozwiązaniem inspirowanym przeszłością jest czcionka którą oznaczono bloki, oraz białe wzory na balkonach, które swoją drogą są nawiązaniem do obrazów Ryszarda Winiarskiego, gdzie o efekcie końcowym decydował czynnik losowy - rzut kostką. Tutaj zastosowano analogiczną metodę, powierzchnię podzielono na równe kwadraty i wylosowano rozmieszczenie białych ,,pikseli" na kolorowych panelach. Zadbano również o wejścia do budynków, które są w spójnej do całokształtu stylistyce. Całość prezentuje się przyjemnie i nowocześnie, bez wątpienia może stanowić wzór dla całego kraju. Szkoda że przy okazji remontu nie zadbano również o wnętrza wszystkich wież, jednak pozostaje mieć nadzieję że w przyszłości będą tak zacne jak zewnętrze. 




  Innym bardzo dobrym przykładem jak można odnawiać bloki jest Osiedle Tysiąclecia w Katowicach. Tutaj również zadbano o zachowanie pierwotnych walorów budynków, jednak na dużo większą skalę. Od początku ,,Tauzen" był szczególnie zaprojektowanym osiedlem. Całość przypomina park, zadbano o to aby piesi nie musieli przechodzić przez żadną jezdnię o dużym natężeniu ruchu. Bloki pasują do siebie, podobnie jak szkoły i pawilony handlowe utrzymane w tej samej stylistyce. Najsilniejszym aspektem wizualnym wszystkich tutejszych budynków są kontrasty. Balkony, stanowiące podstawę wyglądu zarówno klasycznych, prostopadłościennych bloków, jak i Kukurydz, położonych w centralnej części dzielnicy, są białe. ,,Trzony" budynków natomiast szare albo brązowe. Kolor również się pojawia, jednak w niewielkim stopniu i stanowi głównie dodatek.
W rezultacie wszystko wygląda nowocześnie i nienachalnie. Ładnie komponuje się z zielenią, którą spotkamy tutaj za każdym rogiem.



  Bardzo miłym zaskoczeniem, o którym chcę wspomnieć na sam koniec jest mały blok znajdujący się w Kotomierzu w gminie Dobrcz. Po termomodernizacji został pomalowany na jasnoszary z ciemniejszymi pionowymi pasami znaczącymi klatki schodowe. Efekt końcowy jest warty pochwały i cieszy mnie że również na wsi postanowiono zadbać o estetykę swojego otoczenia.

  Mam nadzieję że opisane przeze mnie przykłady są początkiem drogi jaką przejść musi polskie myślenie o przestrzeni, a udanych remontów z poszanowaniem krajobrazu i samego budynku będzie z roku na rok coraz więcej.


środa, 26 czerwca 2019

Błonie

   Bydgoskie Błonie to jedna z tych dzielnic, których historia rozkręca się na dobre w drugiej połowie XX wieku. Osiedle które dzisiaj stanowi dom dla ponad 16 tysięcy bydgoszczan zostało stworzone na przełomie lat 60-tych i 70-tych, jako element tzw. Górnego Tarasu, który miał stanowić mieszkaniowe zaplecze miasta. Po zakończeniu wojny z dzielnicy Wilczak wydzielono skrawek terenu ograniczony obecnie z zewnątrz ulicami Wysoką, Stawową, Lubelską, oraz główną arterią - Szubińską, a także od zachodu przez tory kolejowe.

Widok na północne tereny osiedla. W oczy rzucają się dziesięciopiętrowe bloki przy ulicy Wysokiej.
  Na ziemiach aktualnie zajmowanych przez bloki znajdowało się kiedyś błonie, któremu osiedle zawdzięcza swoją nazwę, wykorzystywane do ćwiczeń najpierw wojsk pruskich, a po I wojnie światowej przez 16 Pułk Ułanów Wielkopolskich. Na bardzo słabo zurbanizowanym terenie istniały bardzo dobre warunki do utworzenia osiedla mieszkaniowego. Pierwsze dwie powojenne realizacje jakimi były Osiedle Leśne oraz pierwsza kolonia Kapuścisk nie zaspokoiła całkowicie zapotrzebowania na mieszkania, dlatego zdecydowano się na ulokowanie kolejnej inwestycji na południowy zachód od śródmieścia.

 W latach 50-tych utworzono jednostkę administracyjną która w przyszłości miała stać się pierwszą po wojnie dzielnicą zaprojektowaną nie w myśl socrealizmu jak dwie wcześniej wymienione, a modernizmu który właśnie na fali odwilży stał się głównym nurtem w architekturze i urbanistyce w Polsce na następne dekady. Zrezygnowano z osiowego planowania zabudowy na rzecz swobodnego rozrzucenia prostopadłościennych brył pośród zielonych terenów poszatkowanych ulicami. Od początku lat 60-tych zaczęto budować tu pozbawione ornamentu, proste bloki. Zadbano o to, aby przestrzeń osiedla nie była jedynie fragmentem terenu z linearnymi pudełkami ustawionymi równolegle do siebie. Długość i położenie pięciokondygnacyjnych bloków stanowiących większość zabudowy, jest zróżnicowana. W wielu miejscach w ,,grzebieniu" równoległych budynków jeden dłuższy blok podzielono na dwa mniejsze itd. Teren uplastyczniają także smukłe punkowce o 11 kondygnacjach, które tworzą wyraźne akcenty poszczególnych fragmentów zabudowań i nadają tkance miejskiej dynamiki.

Punktowce rozstawione wzdłuż ulicy Janusza Korczaka
  Dla każdego miejsca na świecie ważne są chyba jakieś punkty charakterystyczne. Na Błoniu są to dwa specyficzne budynki - Falowiec przy ulicy Waryńskiego, oraz Mrówkowiec przy Okrzei. Pierwszy z wymienionych jest to blok o długości ponad dwustu metrów i wysokości pięciu kondygnacji o rytmicznie załamanej bryle której zawdzięcza swoją nazwę. Blok ten ustawiony poprzecznie względem reszty klatkowców jest zwieńczony z obu stron punktowcami akcentującymi jego położenie w przestrzeni. Falowiec na poziomie parteru został wyposażony w pomieszczenia usługowe, oraz przejścia na drugą stronę budynku. Od strony wschodniej gmachu wycięto fragment parteru, zaś górę bloku usadowiono na betonowych podporach.

Falowiec
  Drugim specyficznym budynkiem Błonia jest jednostka korytarzowa zlokalizowana przy ulicy Okrzei, nazywana popularnie Mrówkowcem. Budynek jest dość pokaźnych gabarytów. Ma 12 kondygnacji na ziemnych i ponad 200 mieszkań, które dostępne są za pośrednictwem korytarzy, centralnie położonej klatki schodowej, oraz czterech wind. Przed Mrówkowcem znajduje się placyk, który następnie przeistacza się w park wypełniający kwartał zabudowy. Parter również i w tym budynku został przeznaczony funkcji usługowej, dzięki czemu mieszkańcy nie muszą pokonywać dużej odległości w drodze do sklepu.

  W pobliżu wspomnianego bloku znajdują się oprócz tego trzy inne duże budynki zbudowane na planie kwadratów, ograniczające wcześniej opisany park od północy. Bezpośrednio ,,u ich stóp" znajdują się parterowe pawilony, które także przeznaczono na usługi.


  Są jeszcze trzy inne bloki odstające swoją formą architektoniczną od reszty dzielnicy, znajdujące się w jej północno-wschodniej części. Są to dwa różowe klatkowce, oraz punktowiec będący identyczny z tymi które zdominowały resztę miasta i odnajdziemy je m.in. na Kapuściskach, czy przy Grabowej na Leśnym.







sobota, 13 kwietnia 2019

Dopełnienie warszawskiej moderny

  W Warszawie o wiele trudniej niż w innych miastach jest wyczerpać listę ciekawych obiektów pozostawionych po minionych epokach. Oprócz tak oczywistych jak choćby Pałac Kultury i Nauki, mamy możliwość odkryć coś naprawdę ciekawego, o ile wiemy czego szukać. Temat architektury warszawskiej pozostawionej po latach PRL-u nie jest na Dezaprobacie jeszcze zamknięty, dzisiaj jednak następuje rozwinięcie i dopełnienie tego zagadnienia.

Budynek mieszkalny przy ulicy Koziej 9
  Wpierw chciałbym zrecenzować wyjątkowy blok kryjący się pod adresem Kozia 9. Dla osób które od pewnego czasu interesują się powojenną architekturą ten obiekt jest pewnie znany, opisywał go m.in. Filip Springer w swojej książce ,,Księga Zachwytów". Jestem przekonany jednak że wiele osób styka się z faktem jego istnienia tutaj po raz pierwszy, dlatego oczywiście przedstawię go zanim przejdę do własnych refleksji na jego temat.
  Przedzierając się między kamienicami wznoszącymi się przy ulicy Moliera w Warszawie wgłąb ich podwórza, ukazuje się nam niezwykły widok. Przed naszymi oczyma piętrzy się ściana w odcieniu piaskowca, zdobiona rytmem niskich okienek i tektoniką fasady. To pierwsze oblicze budynku, który patrząc pod tym kątem wygląda jakby światło do mieszkań wpadało tylko przez te niewielkie otwory. Wystarczy jednak zrobić kilka kroków w prawo, spojrzeć na blok z innej perspektywy i widzimy zupełnie inny gmach, którego fasada w o wiele większym stopniu zdominowana jest przez okna. Prosty zabieg rozbicia budynku na regularne segmenty, zabawa tektoniką okien i światłocieniem sprawiły, że z całkowitego braku ornamentu i modernistycznej prostoty powstał budynek będący ozdobą sam w sobie. Oczywiście cały gmach nie może składać się tylko z jednej ściany. Finezja architektów nie zawodzi również i z drugiej strony, która prezentuje się całkowicie inaczej. Naprzemienne wykusze i rozległe balkony sprawiają że zmysł wzroku wariuje, bo raz wydaje się nam że budynek rozsuwa swoje piętra wraz ze wzrastającą wysokością, ale jak zastanowić się nad tym to ten sam widok daje wrażenie zupełnie odwrotne. Całości dzieła dopełnia kontekst w jakim znajduje się ten zacny apartamentowiec. Ze wszystkich stron jest otoczony kamienicami starego miasta, znajduje się przecież w bardzo prestiżowej lokalizacji. Z ruchliwych ulic Warszawy widać jedynie niepozorny szczyt budynku, zlewający się jednak z dachami innych domów. Dopiero gdy meandrując między zabudową odnajdziemy go, odkryjemy inny świat. Nie czuć tu zupełnie gwarnej atmosfery której doświadczymy przecież jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej. Teren u podnóża budynku przy Koziej 9 przypomina park, jest tutaj cicho i zielono.
Łatwo kierować w kierunku takiego gmachu same ciepłe słowa kiedy jest się takim zwolennikiem powojennego modernizmu jak ja. Jednak podczas odkrywania tego budynku był ze mną człowiek, który reprezentuje przeciwstawne stanowisko do mojego, a mimo to również i na przeciwniku modernizmu blok ten zrobił bardzo pozytywne wrażenie, co jednoznacznie pokazuje że jest to dzieło naprawdę ponadczasowe.

Fasada od strony zabudowań ul. Moliera

Druga strona budynku
  Dla zwolenników takiej modernistycznej estetyki trzeba przedstawić również plombę w zabudowie kamienicznej, od wielu lat zajmującą działkę o adresie Karowa 18. Tutaj również największym zabiegiem plastycznym jest nietuzinkowa tektonika fasady, jej symetryczne wykusze i balkony. Przez lokalizację jest ona o wiele bardziej dostępna i przez to szerzej znana. Robotę robi tutaj ta niezwykła dynamika, ekspresja i zmienność fasady zależna od pory dnia. To że patrząc z różnych stron widzimy ten budynek za każdym razem inaczej, a całość w zasadzie jest geometrycznie prosta i wręcz minimalistyczna. Na wygląd budynku składają się właściwie tylko ściany i okna, a wszystkie krzywizny fasady, to kąty proste. Karowa 18 to kolejny dowód na to, że kierując się zasadami ,,mniej znaczy więcej" i ,,ornament to zbrodnia" można tworzyć indywidualne i piękne konstrukcje.

Karowa 18A

  Dla równowagi trzeba wnieść do tego artykułu trochę bardziej klasycznej estetyki, dlatego idealnym na tę okazję zdaje się być socrealistyczny gmach Ministerstwa Rolnictwa. Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych w polskiej architekturze upłynęła pod znakiem majestatycznych gmachów wzorujących się na klasycyzmie. Obok Pałacu Kultury jako wyjątkowo wyraźny symbol architektury socrealistycznej plasuje się budynek promieniujący wręcz elegancją i monumentalnością. Wśród skrzydeł użytkowych widać charakterystyczny trójpodział na część cokołową, główną i attykę. Zdobienia budynku w znacznej części mają jednak charakter geometryczny, jest to więc delikatnie modernizujący neoklasycyzm. Wrażenie to jest jednak tylko lokalne, bo najbardziej charakterystyczną częścią, stanowiącą cechę rozpoznawczą tego budynku jest podwójna kolumnada. Ogromna, lśniąca bielą kolumnada nie mająca żadnej funkcji poza estetyczną. To ona właśnie sprawia, że siedzibę Ministerstwa Rolnictwa możemy właściwie nazwać architektonicznym spadkobiercą nie istniejącego już Pałacu Saskiego. Różnica między nimi polega na pierwszy rzut oka na gabarytach - Ministerstwo jest wyższe i wszystkie jego detale są o wiele masywniejsze niż w przypadku bardziej delikatnego w wyrazie Pałacu.

Kolumnada gmachu Ministerstwa Rolnictwa
  Już na sam koniec wrócę jeszcze do modernizmu, a konkretnie do Osiedla za Żelazną Bramą. Choć kompleks stracił już swoje pierwotne cechy (został znacząco dogęszczony), to dalej ku niebu wznoszą się szesnastokondygnacyjne mrówkowce o brutalistycznej fasadzie, stanowiące trzon całej realizacji. W pierwotnych zamierzeniach osiedle to miało spełniać wszelkie założenia Corbusierowskiej idei ,,maszyny do mieszkania". W blokach miały znajdować się żłobki, kawiarnie, restauracje. Na ich dachach projektanci planowali urządzić przestrzeń wypoczynkową dla mieszkańców. Handel i usługi miały być rozdzielone i odbywać się miały w przeszklonych pawilonach rozrzuconych rzeźbiarsko pomiędzy zielenią nowego osiedla. Bloki miały być zróżnicowane na 5 i 16 kondygnacyjne, oraz rozmieszczone tak aby każdy miał dostęp do światła. Plany zostały jednak zweryfikowane przez trudną rzeczywistość kryzysu gospodarczego i olbrzymi głód mieszkaniowy panujący nie tylko w stolicy, ale i całej Polsce. Skończyło się na jednolitych blokach o wysokościach 10 i 16 pięter, których wzniesiono znacznie więcej niż planowano wcześniej. Zrezygnowano także z większości udogodnień jakie miały oferować mieszkańcom - nie zrealizowano żłobków, kawiarni, ogrodów na dachach i wielu pawilonów usługowych. Skupiono się na mieszkaniach, w jak największej ilości. Co do samych bloków to ich wygląd jest przytłaczający i charakterystyczny. Mocno zaakcentowane są podziały poziome, uzyskane za pomocą większych i niższych okien, których rytm ciągnie się nieprzerwanie przez cały budynek i na każdej kondygnacji wygląda tak samo. Monotonię jednolitej, prostopadłościennej bryły przerywa pionowy pas pozbawiony okien, znajdujący się w 2/3 szerokości gmachu. Poddając wygląd bloków refleksji można dostrzec pierwotne idee przyświecające projektantom, które miały sprawić aby budynek był jak transatlantyk płynący przez morze zieleni. I to faktycznie widać, mimo iż na pierwszy rzut oka każdy z nich to masywna, betonowa bryła usadowiona w środku miasta.


Blok Osiedla za Żelazną Bramą

środa, 6 marca 2019

Kapuściska

  Na łamach ,,Dezaprobaty" przedstawiłem już dwa bydgoskie osiedla, a mianowicie Leśne, oraz Bartodzieje. Dzisiaj przyszedł czas na kolejne - osiedle Kapuściska. Położona w południowej części miasta dzielnica na chwilę obecną jest domem dla około 24 tysięcy mieszkańców i rozciąga się od Brdy na północy, po Łęgnowo na południu, oraz między granicą osiedla Wyżyny na zachodzie, a Zimnymi Wodami i Czerskiem Polskim na wschodzie. Architektura Kapuścisk jest zróżnicowana, co jest spowodowane wieloletnim czasem powstawania dzielnicy, na którą składa się kilka kolonii i innych mniejszych jednostek urbanistycznych które nabierały kształtu w różnych latach.


  Historia Kapuścisk włączonych w granice miasta w roku 1920 rozkręca się na dobre po II wojnie światowej. Aby zapewnić zaplecze mieszkaniowe Zakładom Chemicznym ,,Zachem" podjęto na początku lat 50-tych decyzję o budowie nowego osiedla robotniczego. Już w 1952 roku powstały pierwsze bloki w obrębie tzw. Starych Kapuścisk. Wytyczono aleję Planu 6-letniego jako zachodnią granicę dzielnicy, a na wschód od niej rozplanowano siatkę ulic. Podobnie jak Osiedle Leśne, ta część Kapuścisk jest osiedlem socrealistycznym. Osią założenia stała się dwujezdniowa ulica Noakowskiego, po której samochody poruszają się w ruchu lewostronnym. Analogicznie do os. Leśnego zorganizowano architekturę stojących tu bloków - przy ważniejszych arteriach jak wspomniana al. Planu 6-letniego, czy ul. Noakowskiego stoją bloki czterokondygnacyjne, a przy mniej priorytetowych drogach - niższe, trójkondygnacyjne. Między domami jest bardzo zielono - przy drogach rosną mniej lub bardziej zadbane drzewa i krzewy. Oprócz bloków w obrębie ,,Starych Kapuścisk" znajduje się m.in. Zespół Szkół Chemicznych, którego zabudowania stanowią zwieńczenie ul. Noakowskiego. Budynki tejże szkoły są w przeważającej części socrealistyczne, z czterospadowymi dachami i bardzo skromnymi detalami architektonicznymi.

Gmach Zespołu Szkół Chemicznych

Ulica S. Noakowskiego

 Na jednej kolonii się nie skończyło. Głód mieszkaniowy przełomu lat 60-tych i 70-tych sprawił, że wobec Kapuścisk zaczęto snuć ambitne plany. Dzielnica już od 1953 posiadała komunikację tramwajową, a w 1964 władze postanowiły o zabudowywaniu mieszkaniami przede wszystkim tzw. południowego tarasu Bydgoszczy, co wiązało się z bliską perspektywą powstania nowych inwestycji mieszkaniowych również na Kapuściskach. Na pierwszy ogień poszedł niezabudowany fragment miasta między obecnymi ulicami Władysława Bełzy na zachodzie, Wojska Polskiego na południu, Planu 6-letniego na wschodzie a skarpą południową na północy. Powstające blokowisko wznoszone było w typowy dla ówczesnej polityki mieszkaniowej sposób. Tzw. Nowe Kapuściska nie były już budowane według socrealistycznych wzorców i zgodnie z tradycyjną technologią budowlaną. Nowe bloki powstały z prefabrykatów wytwarzanych w fabryce, tj. mówiąc prościej były to budynki z wielkiej płyty. Również urbanistyka nawiązywała do modnych wówczas w Polsce założeń późnego modernizmu. Bloki powstawały w tym miejscu według dwóch szablonów - pierwszym były pięciokondygnacyjne klatkowce którymi zabudowywano przestrzeń wewnątrz kolonii. Natomiast od zewnątrz II kolonię osłaniały 11-poziomowe punktowce, zgrupowane w trzech miejscach - wokół ul. Szarych Szeregów, Przodowników Pracy, oraz  ul. Walecznych. Wieżowce te są analogiczne m.in. do tych wzniesionych przy ulicy Żmudzkiej na Bartodziejach, oraz Grabowej na oś. Leśnym, jednak są w stosunku do nich lustrzanym odbiciem, tj. patrząc na nie z lotu ptaka widać, że są odwrócone względem osi symetrii (oprócz tych przy ul. Walecznych, które są identyczne z tymi w reszcie Bydgoszczy). Oprócz bloków zbudowano tutaj sporą ilość garaży, oraz kilka mniej lub bardziej estetycznych pawilonów usługowych. Na szczególną wzmiankę zasługuje kompleks modernistycznych gmachów o wysokości w najwyższym miejscu dwóch kondygnacji, które ulokowano wzdłuż ulicy Wojska Polskiego. Znajdują się tam m.in. restauracje, sklepy i magazyny. Wewnątrz zespołu będącego de facto zlanymi ze sobą sześciennymi bryłami o podstawach w kształcie kwadratu znajdują się cztery atria, natomiast po stronie zewnętrznej budynków stworzono sieć charakterystycznych dla późnego modernizmu balkonów i przeszkleń.

Punktowce przy ulicy Przodowników Pracy
Fragment pawilonów usługowych widziany od strony ulicy Wojska Polskiego
 Od połowy lat 70-tych postępowała dalsza urbanizacja Kapuścisk. Na południe od ulicy Wojska Polskiego zbudowano III kolonię, już ze zdecydowanie mniejszym rozmachem. Powstałe tam bloki są o wiele bardziej kameralne, nie odnajdziemy tam żadnych wieżowców. Również pod względem ilości oddanej ilości mieszkań odstaje ona od wcześniejszych przedsięwzięć. Dalej postępowało zabudowywanie innych wolnych przestrzeni. Najciekawszą realizacją końcówki lat 70-tych jest tzw. V kolonia, tj. bloki zbudowane przy ulicy Sandomierskiej. Bliżej im do ich socrealistycznych starszych braci niż do czołowych przedstawicieli ówczesnego budownictwa mieszkaniowego. Budynki przy ulicy Sandomierskiej zbudowano bowiem w systemie budownictwa tradycyjnego, a nie z wielkiej płyty. Zespoły mieszkaniowe są niewielkie i kameralne. Jednak cechą charakterystyczną bloków przy Sandomierskiej są ich balkony - tzw. łezki, stanowiące o ich indywidualności na tle innych budynków z tamtych czasów. Oprócz ozdób na fasadzie w trakcie budowy stworzono drewniane zadaszenia przed wejściami do bloków, te jednak nie dotrwały do współczesności.

Bloki przy ulicy Sandomierskiej
 Na Kapuściskach oczywiście znajduje się o wiele więcej obiektów wartych odnotowania, jak np. Szpital Miejski działający od lat 50-tych, czy też gmachów szkół, z których kilka z nich wliczyć możemy do grona klasycznych ,,tysiąclatek". Ten wątek jednak pozostawiam tymczasowo bez rozwinięcia.

sobota, 2 lutego 2019

Mrówkowiec czy Galeriowiec?

   Często można się napotkać z myleniem pojęć mrówkowca i galeriowca. Wytyka się błędne nazywanie jednego budynku mrówkowcem, mimo iż jest on nim w istocie. Przyszedł czas aby położyć kres pomyłkom i dogłębnie omówić temat.


 Mrówkowce

  Mrówkowiec jest to (przytaczając encyklopedię PWN) «duży, wielopiętrowy budynek mieszkalny», a rozwijając tą dość szczątkową informację: mrówkowcami nazywa się bloki mieszkalne w których ,,ludzi jak mrówków”. Nie istnieje formalne rozgraniczenie które budynki już są mrówkowcami, a które nimi nie są, jednak w mowie potocznej przyjęło się nazywać nimi po prostu bardzo duże bloki, z ogromną ilością mieszkań. Ich forma może być bardzo dowolna, od klatkowców (np. wrocławski Mrówkowiec), przez korytarzowce (katowicka Superjednostka) po galeriowce (np. gdańskie Falowce). W Bydgoszczy mrówkowcami nazywamy przede wszystkim galeriowce przy ulicy Marii Curie-Skłodowskiej, oraz 230 metrowej długości mrówkowiec na Błoniu.

Katowicka Superjednostka, będąca korytarzowcem o 762 mieszkaniach

 Galeriowiec

  Określenie budynku galeriowcem jest już w o wiele mniejszym stopniu umowne. Wynika ono ze sposobu wchodzenia do mieszkań. W przypadku najbardziej rozpowszechnionego systemu, a mianowicie klatkowca, do mieszkania wchodzi się bezpośrednio z klatki schodowej, do której przynależą 2-3 mieszkania na piętro. W przypadku galeriowca aby dostać się do mieszkania, trzeba przejść do niego po odsłoniętym ciągu pieszym – galerii. Taki system był zdecydowanie tańszy w budowie, bowiem na jedną klatkę schodową przypadało o wiele więcej mieszkań niż w porównywalnej jednostce klatkowej. Oczywiście miało to wady – na jedną windę przypadało o wiele więcej osób, natomiast dostęp do mieszkania w zimie był o wiele mniej komfortowy w galeriowcu, z racji narażenia na warunki atmosferyczne.

Galeriowiec na Bartodziejach w Bydgoszczy.

 Wątpliwości

  Nazwanie danego bloku mrówkowcem nie pozbawia go oczywiście bycia galeriowcem. Bardzo duża jednostka galeriowa może być mrówkowcem, z racji tego iż posiada wystarczające gabaryty na to miano. Warto jednak pamiętać, że nie każdy mrówkowiec to galeriowiec i nie każdy galeriowiec to mrówkowiec. W przypadku pierwszej opcji, mówimy tu po prostu o blokach bardzo pokaźnej wielkości, dostęp do ich mieszkań NIE musi odbywać się za pośrednictwem galerii. Natomiast w przypadku drugim, nie każdy galeriowiec jest mrówkowcem. Można z łatwością przytoczyć na tyle małe bloki o budowie galeriowej, na które nawet nie przyszłoby do głowy nazywać je mrówkowcami.  Przykładowo może to być warszawski galeriowiec na Mariensztacie, albo kilka bloków znajdujących się na Osiedlu Leśnym w Bydgoszczy.

Mały galeriowiec na Osiedlu Leśnym w Bydgoszczy

 Falowiec

 Istnieje również pojęcie ,,Falowiec”, dotyczące przede wszystkim kilometrowej długości bloków w Gdańsku. Ich nazwa pochodzi od ich kształtu, połamanego na podobieństwo fali. Często używa się tego pojęcia również do określania budynków które równie dobrze można byłoby nazywać mrówkowcami, jednak są to po prostu lokalne warianty i przede wszystkim nazwy własne tych budynków.