czwartek, 30 maja 2019

Eltra Bydgoszcz

  W Bydgoszczy nie ma praktycznie żadnego budynku który można by nazwać prawdziwym drapaczem chmur. Nie znaczy to jednak, że nie zbudowano tutaj ani jednego wysokiego budynku. Na skalę naszych możliwości powstawały i wciąż powstają wysokościowce, a historia ich wznoszenia rozpoczyna się nie parę lat temu, a w latach 60-tych minionego stulecia. Jeden z najstarszych, a za razem najciekawszych w formie to biurowiec Eltry.



    Podobnie jak dzisiaj, również i kiedyś wysokie gmachy stanowiły wizytówkę ich inwestora, dlatego ważne jest aby budynek robił dobre wrażenie. W Bydgoszczy istniały przedsiębiorstwa które prężnie się rozwijały. Należały do nich m.in. ówczesne Zakłady Wyrobów Elektrotechnicznych Eltra, słynące z produkcji radioodbiorników. Lata 60-te upłynęły dla Eltry pod znakiem modernizacji, rozbudowy linii produkcyjnej, wprowadzenia większej automatyzacji, oraz budowy zaplecza biurowego. I to właśnie w ramach tego ostatniego punktu postanowiono ulokować siedzibę w nowoczesnym biurowcu, który miał powstać przy ulicy Dworcowej. W roku 1964 budynek był gotowy i jako jeden z niewielu wówczas obiektów zdołał dorównać wysokością wieżom dziewiętnastowiecznych świątyń. 

Budynek w czasach swojej świetności. Zdjęcie pochodzi ze strony fotopolska.eu
    Architektura dwunastopoziomowego biurowca jest bardzo ekspresyjna i przemyślana. Eltra w odróżnieniu od swoich ,,młodszych braci" którymi są inne PRL-owskie wieżowce w Bydgoszczy, nie jest jedynie prostopadłościennym klockiem z regularnym rytmem okien, lecz intrygującą bryłą składającą się z wielu rożnych elementów, które nadają jej dynamiki i charakteru. Główną część stanowią jednakowe, trójdzielne okna złączone w spójny człon wystający nieco poza kształt głównej bryły. Ta zaś ma kształt trapezu prostokątnego, którego kąt ostry stanowi narożnik dachu od strony północnej. Około jedną trzecią elewacji stanowi gładka ściana, w której od strony ulicy Dworcowej znajdują się malutkie okienka rozmieszczone naprzemiennie. Północna ściana złożona jest z pasa przeszkleń ciągnących się przez całą wysokość budynku, które stanowią źródło światła dla ulokowanej tam klatki schodowej. Po przeciwnej stronie gmachu znajduje się kształt który flankuje całość od strony miasta, nieco szerszy i wyższy. Na dachu znajdowały się z dwóch stron ogromne neony z nazwą przedsiębiorstwa, widoczne (podobnie jak sam wieżowiec) z dużej odległości. Bardzo wyraźnym elementem który był jednym z kluczowych elementów modernistycznej estetyki, a który dzisiaj został bardzo mocno w budynku zatracony to cofnięty parter, służący podkreśleniu lekkości i innowacyjności zastosowanych tu materiałów. Podobnym modernistycznym smaczkiem który dzisiaj bywa często niedoceniany, jest miejsce jakie Eltra zajmuje w przestrzeni, która w brew pozorom jest przemyślana. Przynajmniej częściowo, ponieważ zgodnie z późnomodernistyczną filozofią tworzenia kontrastów za pomocą ścierania ze sobą pionów i poziomów zaprojektowano płaski pawilon po drugiej stronie ulicy Dworcowej (który to pawilon niestety jest bardzo zaniedbany, a niesie swoją obecnością ważną pamiątkę po ówczesnym sposobie myślenia o architekturze i przestrzeni).

Klatka schodowa
Częściowo wyremontowana elewacja
  Budynek przez wiele lat podupadał, przestrzeń na parterze została chaotycznie zabudowana przez co gmach stracił na lekkości. Materiały pokrywające elewację, przez wiele lat nie remontowaną, mocno się zestarzały i sprawiły że biurowiec stwarzał bardzo negatywne wrażenie. W 2018 roku rozpoczęto remont który jednak bardzo mocno się przeciąga i do dziś częściowo ukończona jest jedynie strona północna i zachodnia. Sama forma jaką przybiera modernizacja jest jednak bardzo na miejscu. Gmach nie jest urozmaicany na siłę nowoczesnymi detalami, ani nie szpecony poprzez zastąpienie całych ścian szkłem. Dobrano bardzo eleganckie barwy nie kłócące się z architekturą budynku oraz nie zatracono jego charakteru. Pozostaje nadal czekać na efekt końcowy.

poniedziałek, 20 maja 2019

Widok na Bydgoszcz z jej serca

  W ostatnim materiale publikowanym jakiś czas temu na Dezaprobacie przybliżona została historia budynków które według koncepcji z lat 60-tych miały stanowić nowoczesne centrum miasta. Dzisiaj złamiemy nieco klasyczną kompozycję i zamiast opisywać historię i walory architektoniczne konkretnych obiektów przyjrzymy się panoramie miasta. Miasta widzianego ze szczytu jednego z budynków prezentowanych w poprzednim materiale- biurowca Banku Pocztowego.


  Na pierwszy ogień idzie powyższa fotografia. Pierwsze na co przyciąga nasz wzrok to strzelista wieża kościoła św. Piotra i Pawła. Ta budowla z drugiej połowy XIX wieku jest bardzo poetyckim połączeniem elementów architektury gotyckiej i romańskiej, stanowiąc jeden z wielu przykładów architektury eklektycznej, którą Bydgoszcz z całą pewnością może się pochwalić. Jest to także znak w przestrzeni wyznaczający położenie Placu Wolności. Po prawej stronie widać nawet kamienice przy nim stojące, w tym dobrze widoczne są górne kondygnacje charakterystycznej narożnikowej kamienicy o adresie Plac Wolności 1. Widać jak jej neobarokowy hełm ,,goni" wertykalnie swoje sąsiedztwo.
 Na pierwszym planie natomiast wyróżnia się ceglany budynek Zespołu Szkół Gastronomicznych przy ulicy Konarskiego. Jego eklektyczna fasada wznosi się nad okolicą od lat 80-tych XIX wieku i charakteryzuje się mocnymi podziałami poziomymi oddzielającymi od siebie kondygnacje. Estetykę zapewniają tutaj wysokie okna, każde zakończone łagodnym łukiem, a także zachowanie symetrii obiektu.
 Pogrążając swój wzrok w głąb zdjęcia widzimy kilka budynków, z czego wiele z nich to budynki modernistyczne powstałe w latach 60-tych. Na lewo od wieży wspomnianego wcześniej kościoła widać żółtą sylwetkę Hotelu Brda, otwartego w 1972, oraz o wiele węższą Eltrę wznoszącą się przy ulicy Dworcowej. Ten biurowiec jest już od wielu miesięcy remontowany, stąd jego elewacja zasłonięta jest rusztowaniami. Wprawne oko zauważy jednak coś jeszcze - tuż przy lewej krawędzi rysują się strzeliste wieżyczki budynku Dyrekcji Kolei, pochodzącego z XIX wieku i będącego bardzo reprezentacyjnym gmachem neogotyckim.




 Na kolejnej fotografii widać fragment Ronda Jagiellonów, oraz bydgoską starówkę zajmującą centrum fotografii. Opisując od lewej, na pierwszym planie widać biurowiec Projprzemu, dalej biały przysadzisty gmach należący do Poczty Polskiej, a jeszcze dalej kamienice przy ulicy Jagiellońskiej. Blisko prawej krawędzi widać wieżę dziewiętnastowiecznej siedziby Poczty Głównej. Na zdjęciu widać wiele charakterystycznych budynków Bydgoszczy, między innymi jeden z jej symboli - Trzy Spichrze nad Brdą które możemy dostrzec nieco po prawej od środka zdjęcia. Za nimi widać również dach jednego z najstarszych obiektów w mieście - Katedry św. Marcina i Mikołaja pochodzącej z XV wieku.

Zbliżenie na starówkę



 Jako ostatnią fotografię dzisiaj przedstawiam widok na tzw. Górny Taras Bydgoszczy. Na pierwszym planie widać most Trasy Uniwersyteckiej, oraz Bydgoski Dom Technika NOT pochodzący z roku 1974. W tle natomiast rozciągają się największe bydgoskie osiedla mieszkaniowe. Po lewej widać dwa bloki przynależne do osiedla Kapuściska, dalej widoczne są klatkowce osiedla Wyżyny (to te w kolorze niebieskim). Następnie fragment kadru zajmuje gmach Szpitala Uniwersyteckiego im. J. Biziela, który to oddano do użytku w 1980 roku. W dalszej kolejności widać bloki Wzgórza Wolności.



sobota, 27 kwietnia 2019

Patrząc w przyszłość - Rondo Jagiellonów

  Jakie powinno być centrum nowoczesnej metropolii? Wiele osób z pewnością odpowiedziałoby, że nieodłącznym elementem jego krajobrazu powinny być pnące się ku niebu wieżowce. Takie myśli i spostrzeżenia nie są niczym nowym, bowiem takie rozważania snuto już nawet pół wieku temu. Gdzie jednak w Bydgoszczy możemy odnaleźć miejsce najbardziej nasycone wielkomiejskimi ideami? Odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki.



  W latach 60-tych w Polsce nasilały się tendencje które można określić jako ,,odreagowywanie" od doktryny socrealizmu panującej w pierwszej połowie lat 50-tych, które objawiało się nie tylko w powrocie do modernizmu w architekturze i urbanistyce, ale też i stopniową decentralizacją na wielu płaszczyznach. Oznaczało to, że w bardzo wielu miastach w Polsce zlecano opracowanie projektów przebudowy centrów miast, tak, aby były bardziej przyjazne i reprezentacyjne w swojej koncepcji, a także by zabudowa zaczęła gonić Warszawę pod względem ilości dominant wysokościowych. W wielu miastach projekty organizowano nawet mimo to, iż nigdy nie planowano ich wdrożyć w Życie. Bydgoszcz jednak może się poszczycić tym iż szczątkowo zrealizowano projekt wpisujący się w ogólnopolską tendencję.
 Wybór padł na ulice Jagiellońską, która jeszcze wiele lat przed wojną zyskała status reprezentacyjnej ulicy miasta. Oprócz samego faktu iż ulokowane były przy niej m.in. Urząd Województwa Bydgoskiego, czy ówczesny Komitet Wojewódzki PZPR, na decyzję o modernizacji tych rejonów wpłynęło to, że ul. Jagiellońska stała się centralnym odcinkiem bydgoskiej trasy W-Z. W ten sposób jeszcze w latach 60-tych rozpoczęto budowę biurowców, które przez kilkadziesiąt lat mogły poszczycić się mianem najwyższych w mieście.

Biurowiec Projprzem

  Najstarszym z budynków, zbudowanym jeszcze na długo przed przebudową Ronda Jagiellonów jest niepozorny biurowiec Projprzemu. Jego budowę ukończono w 1964, czyli w tym samym roku co biurowiec Eltry przy ulicy Dworcowej. W jego bryle nie ma jednak tyle ekspresji, jest to bowiem prosty, modernistyczny prostopadłościan, stworzony z zestawienia prawie jednakowych brył (jedna z oknami wychodzącymi na północ i południe, a druga z oknami skierowanymi na ulicę Bernardyńską). Aktualny stan budynku jest wynikiem modernizacji dokonanej w 2004 roku, przeprowadzonej jeszcze w postmodernistycznym duchu lat 90-tych, która przemieniła białą kostkę z wyraźnie zarysowanym podziałem okien, w szaro-niebieski koszmarek. Na początku 2019 roku ogłoszono iż biurowiec zostanie przebudowany. I niestety, wynikiem tej zmiany będzie oderwany od i tak już zdewastowanego otoczenia, hotel o całkowicie szklanej fasadzie, oraz oblicowanym kamieniem parterze, mającym rzekomo nawiązywać do okolicznej zabudowy. Nie wątpię w sensowność modernizacji tego obiektu, który stracił swój pierwotny przekaz jeszcze na początku tego tysiąclecia, jednak o wiele lepszym rozwiązaniem byłaby tu modernizacja wsteczna, przywracająca bryle pierwotną formę.

Biurowiec Banku Pocztowego

  Podobny problem zatracenia swojej pierwotnej formy dotknął biurowiec Banku Pocztowego, który w swojej historii był już biurowcem Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego „Pomorze”, czy ZURiT-u. Cały zespół został skomponowany z niskiego pawilonu, z którego wyrasta w narożniku część wieżowa, co jest charakterystyczne dla późnomodernistycznej tendencji zestawiania ze sobą pionów i poziomów, co w rezultacie miało zwiększać kontrast płaszczyzn i w rezultacie zwiększać wrażenie wysokości części wieżowej. W początkowym wizerunku wieżowca widać było jeszcze wiele innych modernistycznych myśli - w fasadzie budynku starano się zastosować możliwie jak najwięcej przeszkleń, a całość kompozycji zachować w modernistycznej bieli. Biurowiec dotknął nawet ten sam problem co wiele innych PRL-owskich budynków - modernizacja która bez poszanowania myśli przewodniej architektury obiektu, pozbawiła go wizualnych walorów. Całkowicie zniwelowano przeszklony narożnik, wymieniono okna na mniejsze, a całą fasadę poddano termomodernizacji której efekt końcowy w niczym nie nawiązuje do pierwowzoru. Paradoksalnie, oryginalna fasada budynku która teoretycznie zniknęła już wiele lat temu była o wiele lepsza od tego co oglądamy obecnie, a rozsądna modernizacja wsteczna (taka jak na przykład odbyła się podczas remontu okrąglaka w Poznaniu) mogłaby upiększyć ten fragment miasta.

  W chwili kiedy gmach ,,Pomorza" był już prawie gotowy, władze miasta coraz realniej podchodziły do ogromnej inwestycji drogowej, jaką było poszerzenie ulicy Jagiellońskiej, oraz budowa Ronda XXX-lecia PRL (obecnie Ronda Jagiellonów), która miała finał w sierpniu 1974 roku.

Fasada Pałacu Młodzieży

  W tym samym roku co rondo, oddano do użytku Pałac Młodzieży - kolejny element modernistycznej kompozycji. Oprócz wielu swoich pożytecznych funkcji kulturalnych, w urbanistyce tego miejsca miał on pełnić przeciwwagę dla biurowców przy rondzie, oraz punktowców wznoszących się kilkaset metrów za nim. Pałac Młodzieży aktualnie jest w trakcie remontu, jednak jego fasada jest już w fazie finalnej. Modernizacja budynku jest godna podziwu i naśladowania. Z obiektu wydobyto jego modernistyczne piękno. Zastosowano kontrastowe kolory, cofnięty i schowany za białymi słupami parter pozwala na osiągnięcie efektu lekkości i dynamiki pięter ponad nim. Remont Pałacu Młodzieży to największy dowód na to, iż modernistyczne świadectwo da się na powrót przywrócić do stanu świetności, z zachowaniem ich oryginalnych form, które zawstydzą swoim pięknem wiele najnowszych zdobyczy architektury.

Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy
  Na koniec przedstawiam moim zdaniem najbardziej elegancki budynek w Bydgoszczy - zespół biurowców Urzędu Wojewódzkiego. Po raz kolejny jest tutaj zestawienie budynku niższego z wyższym, jednak o wiele bardziej zasługującym na omówienie jest szacunek dla historycznego otoczenia. Właściwy gmach Urzędu Wojewódzkiego powstał jeszcze w XIX wieku, jako kompleks budynków w stylach neoklasycystycznym i momentami eklektycznym. W drugiej połowie XX wieku gmach nie był już wystarczający, dlatego trzeba było go rozbudować. W pierwszej kolejności powstała sala konferencyjna zlokalizowana na tyłach zabytkowego gmachu, później (w 1965) powstały zabudowania wzdłuż ulicy Konarskiego, a krótko po nich (1969) zachowany w tym samym stylu wieżowiec. Wygląd budynków jest bardzo spójny z klasycystycznym gmachem, mimo iż w całości rządzą nimi modernistyczna prostota i funkcjonalizm. Efekt osiągnięto poprzez bardzo silne podziały pionowe, oraz bardzo spójny i regularny rytm okien dzielących się na dwie zróżnicowane części. Całość utrzymana jest w kolorze białym i mimo bardzo neutralnej estetki jest niesłychanie elegancka. Ten niesłychanie cudowny zespół dotrwał w niezmienionej formie do dzisiaj, co jednoznacznie weryfikuje ponadczasowość zastosowanej tutaj architektury. Pozostaje żałować, że do tego pięknego ,,białego monolitu" nieprędko dołączą pozostałe wymienione wcześniej dwa biurowce, które na początku lat 70-tych stanowiły spójną całość i miały swoją obecnością świadczyć o nowoczesności naszego miasta.

sobota, 13 kwietnia 2019

Dopełnienie warszawskiej moderny

  W Warszawie o wiele trudniej niż w innych miastach jest wyczerpać listę ciekawych obiektów pozostawionych po minionych epokach. Oprócz tak oczywistych jak choćby Pałac Kultury i Nauki, mamy możliwość odkryć coś naprawdę ciekawego, o ile wiemy czego szukać. Temat architektury warszawskiej pozostawionej po latach PRL-u nie jest na Dezaprobacie jeszcze zamknięty, dzisiaj jednak następuje rozwinięcie i dopełnienie tego zagadnienia.

Budynek mieszkalny przy ulicy Koziej 9
  Wpierw chciałbym zrecenzować wyjątkowy blok kryjący się pod adresem Kozia 9. Dla osób które od pewnego czasu interesują się powojenną architekturą ten obiekt jest pewnie znany, opisywał go m.in. Filip Springer w swojej książce ,,Księga Zachwytów". Jestem przekonany jednak że wiele osób styka się z faktem jego istnienia tutaj po raz pierwszy, dlatego oczywiście przedstawię go zanim przejdę do własnych refleksji na jego temat.
  Przedzierając się między kamienicami wznoszącymi się przy ulicy Moliera w Warszawie wgłąb ich podwórza, ukazuje się nam niezwykły widok. Przed naszymi oczyma piętrzy się ściana w odcieniu piaskowca, zdobiona rytmem niskich okienek i tektoniką fasady. To pierwsze oblicze budynku, który patrząc pod tym kątem wygląda jakby światło do mieszkań wpadało tylko przez te niewielkie otwory. Wystarczy jednak zrobić kilka kroków w prawo, spojrzeć na blok z innej perspektywy i widzimy zupełnie inny gmach, którego fasada w o wiele większym stopniu zdominowana jest przez okna. Prosty zabieg rozbicia budynku na regularne segmenty, zabawa tektoniką okien i światłocieniem sprawiły, że z całkowitego braku ornamentu i modernistycznej prostoty powstał budynek będący ozdobą sam w sobie. Oczywiście cały gmach nie może składać się tylko z jednej ściany. Finezja architektów nie zawodzi również i z drugiej strony, która prezentuje się całkowicie inaczej. Naprzemienne wykusze i rozległe balkony sprawiają że zmysł wzroku wariuje, bo raz wydaje się nam że budynek rozsuwa swoje piętra wraz ze wzrastającą wysokością, ale jak zastanowić się nad tym to ten sam widok daje wrażenie zupełnie odwrotne. Całości dzieła dopełnia kontekst w jakim znajduje się ten zacny apartamentowiec. Ze wszystkich stron jest otoczony kamienicami starego miasta, znajduje się przecież w bardzo prestiżowej lokalizacji. Z ruchliwych ulic Warszawy widać jedynie niepozorny szczyt budynku, zlewający się jednak z dachami innych domów. Dopiero gdy meandrując między zabudową odnajdziemy go, odkryjemy inny świat. Nie czuć tu zupełnie gwarnej atmosfery której doświadczymy przecież jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej. Teren u podnóża budynku przy Koziej 9 przypomina park, jest tutaj cicho i zielono.
Łatwo kierować w kierunku takiego gmachu same ciepłe słowa kiedy jest się takim zwolennikiem powojennego modernizmu jak ja. Jednak podczas odkrywania tego budynku był ze mną człowiek, który reprezentuje przeciwstawne stanowisko do mojego, a mimo to również i na przeciwniku modernizmu blok ten zrobił bardzo pozytywne wrażenie, co jednoznacznie pokazuje że jest to dzieło naprawdę ponadczasowe.

Fasada od strony zabudowań ul. Moliera

Druga strona budynku
  Dla zwolenników takiej modernistycznej estetyki trzeba przedstawić również plombę w zabudowie kamienicznej, od wielu lat zajmującą działkę o adresie Karowa 18. Tutaj również największym zabiegiem plastycznym jest nietuzinkowa tektonika fasady, jej symetryczne wykusze i balkony. Przez lokalizację jest ona o wiele bardziej dostępna i przez to szerzej znana. Robotę robi tutaj ta niezwykła dynamika, ekspresja i zmienność fasady zależna od pory dnia. To że patrząc z różnych stron widzimy ten budynek za każdym razem inaczej, a całość w zasadzie jest geometrycznie prosta i wręcz minimalistyczna. Na wygląd budynku składają się właściwie tylko ściany i okna, a wszystkie krzywizny fasady, to kąty proste. Karowa 18 to kolejny dowód na to, że kierując się zasadami ,,mniej znaczy więcej" i ,,ornament to zbrodnia" można tworzyć indywidualne i piękne konstrukcje.

Karowa 18A

  Dla równowagi trzeba wnieść do tego artykułu trochę bardziej klasycznej estetyki, dlatego idealnym na tę okazję zdaje się być socrealistyczny gmach Ministerstwa Rolnictwa. Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych w polskiej architekturze upłynęła pod znakiem majestatycznych gmachów wzorujących się na klasycyzmie. Obok Pałacu Kultury jako wyjątkowo wyraźny symbol architektury socrealistycznej plasuje się budynek promieniujący wręcz elegancją i monumentalnością. Wśród skrzydeł użytkowych widać charakterystyczny trójpodział na część cokołową, główną i attykę. Zdobienia budynku w znacznej części mają jednak charakter geometryczny, jest to więc delikatnie modernizujący neoklasycyzm. Wrażenie to jest jednak tylko lokalne, bo najbardziej charakterystyczną częścią, stanowiącą cechę rozpoznawczą tego budynku jest podwójna kolumnada. Ogromna, lśniąca bielą kolumnada nie mająca żadnej funkcji poza estetyczną. To ona właśnie sprawia, że siedzibę Ministerstwa Rolnictwa możemy właściwie nazwać architektonicznym spadkobiercą nie istniejącego już Pałacu Saskiego. Różnica między nimi polega na pierwszy rzut oka na gabarytach - Ministerstwo jest wyższe i wszystkie jego detale są o wiele masywniejsze niż w przypadku bardziej delikatnego w wyrazie Pałacu.

Kolumnada gmachu Ministerstwa Rolnictwa
  Już na sam koniec wrócę jeszcze do modernizmu, a konkretnie do Osiedla za Żelazną Bramą. Choć kompleks stracił już swoje pierwotne cechy (został znacząco dogęszczony), to dalej ku niebu wznoszą się szesnastokondygnacyjne mrówkowce o brutalistycznej fasadzie, stanowiące trzon całej realizacji. W pierwotnych zamierzeniach osiedle to miało spełniać wszelkie założenia Corbusierowskiej idei ,,maszyny do mieszkania". W blokach miały znajdować się żłobki, kawiarnie, restauracje. Na ich dachach projektanci planowali urządzić przestrzeń wypoczynkową dla mieszkańców. Handel i usługi miały być rozdzielone i odbywać się miały w przeszklonych pawilonach rozrzuconych rzeźbiarsko pomiędzy zielenią nowego osiedla. Bloki miały być zróżnicowane na 5 i 16 kondygnacyjne, oraz rozmieszczone tak aby każdy miał dostęp do światła. Plany zostały jednak zweryfikowane przez trudną rzeczywistość kryzysu gospodarczego i olbrzymi głód mieszkaniowy panujący nie tylko w stolicy, ale i całej Polsce. Skończyło się na jednolitych blokach o wysokościach 10 i 16 pięter, których wzniesiono znacznie więcej niż planowano wcześniej. Zrezygnowano także z większości udogodnień jakie miały oferować mieszkańcom - nie zrealizowano żłobków, kawiarni, ogrodów na dachach i wielu pawilonów usługowych. Skupiono się na mieszkaniach, w jak największej ilości. Co do samych bloków to ich wygląd jest przytłaczający i charakterystyczny. Mocno zaakcentowane są podziały poziome, uzyskane za pomocą większych i niższych okien, których rytm ciągnie się nieprzerwanie przez cały budynek i na każdej kondygnacji wygląda tak samo. Monotonię jednolitej, prostopadłościennej bryły przerywa pionowy pas pozbawiony okien, znajdujący się w 2/3 szerokości gmachu. Poddając wygląd bloków refleksji można dostrzec pierwotne idee przyświecające projektantom, które miały sprawić aby budynek był jak transatlantyk płynący przez morze zieleni. I to faktycznie widać, mimo iż na pierwszy rzut oka każdy z nich to masywna, betonowa bryła usadowiona w środku miasta.


Blok Osiedla za Żelazną Bramą

niedziela, 24 marca 2019

Socrealizm po bydgosku

 Nie będzie szczególnym odkryciem jeśli powiem, że w Bydgoszczy nie ma Pałacu Kultury. Nie ma, no i nigdy nie będzie, bo epoka budowania konstrukcji socrealistycznych skończyła się jeszcze w latach pięćdziesiątych. Mimo to, w Bydgoszczy również znajdują się dzieła o takim właśnie stylu, może nie tak przytłaczające i zjawiskowe jak Pałac Kultury i Nauki, MDM w Warszawie czy cała ogromna Nowa Huta, ale z pewnością warte zwrócenia na nie uwagi.

Filharmonia Pomorska
 W latach 1949-1956 w całej Polsce panowała doktryna realizmu socjalistycznego. Oznaczała ona bardzo specyficzny kierunek w architekturze oraz urbanistyce. Budynki miały być ,,socjalistyczne w treści i narodowe w formie". W ten sposób wszelkie nowe budowle miały pełnić nowe funkcje i świadczyć swoją obecnością o postępowości gospodarki, równocześnie swoją formą nawiązując do tradycji i emanować wręcz klasycznością, łamiąc przy tym niektóre konwencje, tak, aby wręcz ironicznie zastępować historyczne motywy władców, świętych i innych dawnych idoli nowymi symbolami socjalistycznej rzeczywistości. W dużych miastach widać szczególnie silnie olbrzymi patos, monumentalizm i przytłaczającą ornamentykę obiektów socrealistycznych, jak choćby Pałacu Kultury w Warszawie, który to po dziś dzień jest najwyższym wieżowcem w Polsce, a jego ozdoby są prawdopodobnie większe niż same budynki do których nawiązują (np. attyki). Bydgoszcz, z racji swojego raczej prowincjonalnego charakteru nie stała się miejscem tak pompatycznych inwestycji. Może i lepiej, ponieważ znajduje się tutaj prawdziwa perełka polskiego socrealizmu, a mianowicie Filharmonia Pomorska im. Ignacego Jana Paderewskiego. Budynek pod wieloma aspektami wybitny, choć nieprzytłaczający.

 Gmach Filharmonii Pomorskiej jako jedyny budynek wybudowany po II wojnie światowej w Bydgoszczy może poszczycić się wpisem do rejestru zabytków. Zasłużenie, wręcz neoklasycystyczny obiekt którego budowę zakończono w 1958 roku niesie ze sobą ciekawą i bogatą historię. Filharmonia nigdy nie powstała by gdyby nie ogromne zaangażowanie jej pomysłodawcy i wieloletniego dyrektora Andrzeja Szwalbe, człowieka którego los jest nierozerwalnie związany z dziejami bydgoskiej filharmonii. Pozostając jednak wokół tematów architektury gmachu o akustyce zachwycającej całą Europę, trzeba podkreślić jego wyjątkową elegancję. Mimo iż jest to budynek socrealistyczny, to można na niego patrzeć bardziej jak na uwspółcześnioną interpretację neoklasycyzmu. Słowem - bez nachalnego emanowania potęgą i monumentalizmem. Zarówno wnętrza, jak i fasada budynku została stworzona ze smakiem i z umiarem. Zewnętrze konstrukcji zdobią zdwojone kolumny, boniowania, attyki i wiele innych detali nawiązujących do bydgoskiego neoklasycyzmu.

 Sama historia powstawania Filharmonii Pomorskiej jest bardzo solidnie opisana w tym artykule pochodzącym z gazety wyborczej: Cała Bydgoszcz budowała swoją filharmonię: narodowa w formie i socjalistyczna w treści.


Fragment bloku przy ulicy Modrzewiowej 

   Ciężko byłoby opisywać architekturę realizmu socjalistycznego i pominąć aspekt przedsięwzięć urbanistyki powstającej w ramach socrealizmu właśnie. Na południu Polski powstało nawet całe socrealistyczne miasto Nowa Huta (obecnie będąca dzielnicą Krakowa), a we wielu innych rejonach Polski powstawały osiedla, projektowane pierwotnie jako nowe oblicza miast. W Bydgoszczy są dwa takie osiedla: fragment Osiedla Leśnego, oraz pierwsza kolonia Kapuścisk. Już na pierwszy rzut oka oba fragmenty miasta są specyficzne, wyróżniają się na tle blokowisk z czasów gierkowskiej prosperity, czy śródmiejskich kamienic. Dzielnice są zabudowane w charakterystyczny dla socrealizmu sposób, tj. zaprojektowano je z wyraźną osią, którą na Leśnym stanowi ul. 11 listopada, a na Kapuściskach ul. Noakowskiego. Ulice te są dwujezdniowe, a w przestrzeni między asfaltem znajdują się pasy zieleni ze ścieżkami pośrodku. W blokach przy wyżej wspomnianych ulicach urządzono partery usługowe, co szczególnie widać na Leśnym gdzie w prawie każdym bloku znajduje się jakiś sklep. Taktyka ta jest specyficzna właśnie dla osiedli socrealistycznych, gdyż w latach późniejszych zarzucono takie rozwiązania na rzecz tzw. monokultur, tj. rozdzielenia funkcji na konkretne budynki (bloki mieszkalne i pawilony handlowe). Zabudowa obu dzielnic jest bardzo regularna, budynki stoją prostopadle do siebie i zabudowują kwartały dość gęsto, tworząc kameralne przestrzenie między blokami. Co istotne, również architektura budynków mocno świadczy o wyjątkowości stylu w jakim powstało Leśne i Kapuściska. Co prawda wśród bloków nie położonych w pobliżu ważniejszych arterii znacząco spadają ich walory, domy są niższe bo tylko trójpoziomowe i pozbawione detali architektonicznych, jednak reszta bloków jest już warta głębszego opisu. Wszystkie domy zbudowano w technologii tradycyjnej, nie posiadają wind, a najwyższe z nich mają cztery kondygnacje. Budynki są mocno zróżnicowane pod względem ilości zdobień, chociaż na większości z nich ograniczono się jedynie do podkreślenia poziomym elementem różnicy między parterem a piętrem pierwszym. Na wielu jednak zastosowano pilastry, różnorodne attyki, czasem gzymsy i inne detale, czerpiące wzorce z klasycyzmu. Mówię tu zarówno o Leśnym jak i o Kapuściskach. Obraz co prawda psuje niejednorodne i kompletnie chaotyczne ubarwienie budynków, które po termomodernizacji cierpią na tą samą przypadłość co większość polskich blokowisk, jednak bez problemu odnajdziemy budynki których fasady utrzymano w spójnej kolorystyce, pasującej nawet do charakteru socrealistycznych zdobień.

Blok na narożniku ulic 11 listopada i Sułkowskiego.


Bloki przy ulicy S. Noakowskiego.

   W Bydgoszczy nie ma zbyt wielu socrealistycznych obiektów, ale to co jest może być powodem do dumy i jeśli się temu bliżej przyjrzymy - intryguje. Oczywiście jeśli mamy oczy szeroko otwarte możemy dostrzec więcej gmachów w tym ciekawym stylu. UKW może poszczycić się np. budynkami przy ulicy Grabowej 2 i Jagiellońskiej 11 które swymi bladymi fasadami nie specjalnie rzucają się w oczy, a stanowią bardzo ważne świadectwo lat 50-tych w bydgoskiej architekturze.

środa, 6 marca 2019

Kapuściska

  Na łamach ,,Dezaprobaty" przedstawiłem już dwa bydgoskie osiedla, a mianowicie Leśne, oraz Bartodzieje. Dzisiaj przyszedł czas na kolejne - osiedle Kapuściska. Położona w południowej części miasta dzielnica na chwilę obecną jest domem dla około 24 tysięcy mieszkańców i rozciąga się od Brdy na północy, po Łęgnowo na południu, oraz między granicą osiedla Wyżyny na zachodzie, a Zimnymi Wodami i Czerskiem Polskim na wschodzie. Architektura Kapuścisk jest zróżnicowana, co jest spowodowane wieloletnim czasem powstawania dzielnicy, na którą składa się kilka kolonii i innych mniejszych jednostek urbanistycznych które nabierały kształtu w różnych latach.


  Historia Kapuścisk włączonych w granice miasta w roku 1920 rozkręca się na dobre po II wojnie światowej. Aby zapewnić zaplecze mieszkaniowe Zakładom Chemicznym ,,Zachem" podjęto na początku lat 50-tych decyzję o budowie nowego osiedla robotniczego. Już w 1952 roku powstały pierwsze bloki w obrębie tzw. Starych Kapuścisk. Wytyczono aleję Planu 6-letniego jako zachodnią granicę dzielnicy, a na wschód od niej rozplanowano siatkę ulic. Podobnie jak Osiedle Leśne, ta część Kapuścisk jest osiedlem socrealistycznym. Osią założenia stała się dwujezdniowa ulica Noakowskiego, po której samochody poruszają się w ruchu lewostronnym. Analogicznie do os. Leśnego zorganizowano architekturę stojących tu bloków - przy ważniejszych arteriach jak wspomniana al. Planu 6-letniego, czy ul. Noakowskiego stoją bloki czterokondygnacyjne, a przy mniej priorytetowych drogach - niższe, trójkondygnacyjne. Między domami jest bardzo zielono - przy drogach rosną mniej lub bardziej zadbane drzewa i krzewy. Oprócz bloków w obrębie ,,Starych Kapuścisk" znajduje się m.in. Zespół Szkół Chemicznych, którego zabudowania stanowią zwieńczenie ul. Noakowskiego. Budynki tejże szkoły są w przeważającej części socrealistyczne, z czterospadowymi dachami i bardzo skromnymi detalami architektonicznymi.

Gmach Zespołu Szkół Chemicznych

Ulica S. Noakowskiego

 Na jednej kolonii się nie skończyło. Głód mieszkaniowy przełomu lat 60-tych i 70-tych sprawił, że wobec Kapuścisk zaczęto snuć ambitne plany. Dzielnica już od 1953 posiadała komunikację tramwajową, a w 1964 władze postanowiły o zabudowywaniu mieszkaniami przede wszystkim tzw. południowego tarasu Bydgoszczy, co wiązało się z bliską perspektywą powstania nowych inwestycji mieszkaniowych również na Kapuściskach. Na pierwszy ogień poszedł niezabudowany fragment miasta między obecnymi ulicami Władysława Bełzy na zachodzie, Wojska Polskiego na południu, Planu 6-letniego na wschodzie a skarpą południową na północy. Powstające blokowisko wznoszone było w typowy dla ówczesnej polityki mieszkaniowej sposób. Tzw. Nowe Kapuściska nie były już budowane według socrealistycznych wzorców i zgodnie z tradycyjną technologią budowlaną. Nowe bloki powstały z prefabrykatów wytwarzanych w fabryce, tj. mówiąc prościej były to budynki z wielkiej płyty. Również urbanistyka nawiązywała do modnych wówczas w Polsce założeń późnego modernizmu. Bloki powstawały w tym miejscu według dwóch szablonów - pierwszym były pięciokondygnacyjne klatkowce którymi zabudowywano przestrzeń wewnątrz kolonii. Natomiast od zewnątrz II kolonię osłaniały 11-poziomowe punktowce, zgrupowane w trzech miejscach - wokół ul. Szarych Szeregów, Przodowników Pracy, oraz  ul. Walecznych. Wieżowce te są analogiczne m.in. do tych wzniesionych przy ulicy Żmudzkiej na Bartodziejach, oraz Grabowej na oś. Leśnym, jednak są w stosunku do nich lustrzanym odbiciem, tj. patrząc na nie z lotu ptaka widać, że są odwrócone względem osi symetrii (oprócz tych przy ul. Walecznych, które są identyczne z tymi w reszcie Bydgoszczy). Oprócz bloków zbudowano tutaj sporą ilość garaży, oraz kilka mniej lub bardziej estetycznych pawilonów usługowych. Na szczególną wzmiankę zasługuje kompleks modernistycznych gmachów o wysokości w najwyższym miejscu dwóch kondygnacji, które ulokowano wzdłuż ulicy Wojska Polskiego. Znajdują się tam m.in. restauracje, sklepy i magazyny. Wewnątrz zespołu będącego de facto zlanymi ze sobą sześciennymi bryłami o podstawach w kształcie kwadratu znajdują się cztery atria, natomiast po stronie zewnętrznej budynków stworzono sieć charakterystycznych dla późnego modernizmu balkonów i przeszkleń.

Punktowce przy ulicy Przodowników Pracy
Fragment pawilonów usługowych widziany od strony ulicy Wojska Polskiego
 Od połowy lat 70-tych postępowała dalsza urbanizacja Kapuścisk. Na południe od ulicy Wojska Polskiego zbudowano III kolonię, już ze zdecydowanie mniejszym rozmachem. Powstałe tam bloki są o wiele bardziej kameralne, nie odnajdziemy tam żadnych wieżowców. Również pod względem ilości oddanej ilości mieszkań odstaje ona od wcześniejszych przedsięwzięć. Dalej postępowało zabudowywanie innych wolnych przestrzeni. Najciekawszą realizacją końcówki lat 70-tych jest tzw. V kolonia, tj. bloki zbudowane przy ulicy Sandomierskiej. Bliżej im do ich socrealistycznych starszych braci niż do czołowych przedstawicieli ówczesnego budownictwa mieszkaniowego. Budynki przy ulicy Sandomierskiej zbudowano bowiem w systemie budownictwa tradycyjnego, a nie z wielkiej płyty. Zespoły mieszkaniowe są niewielkie i kameralne. Jednak cechą charakterystyczną bloków przy Sandomierskiej są ich balkony - tzw. łezki, stanowiące o ich indywidualności na tle innych budynków z tamtych czasów. Oprócz ozdób na fasadzie w trakcie budowy stworzono drewniane zadaszenia przed wejściami do bloków, te jednak nie dotrwały do współczesności.

Bloki przy ulicy Sandomierskiej
 Na Kapuściskach oczywiście znajduje się o wiele więcej obiektów wartych odnotowania, jak np. Szpital Miejski działający od lat 50-tych, czy też gmachów szkół, z których kilka z nich wliczyć możemy do grona klasycznych ,,tysiąclatek". Ten wątek jednak pozostawiam tymczasowo bez rozwinięcia.

czwartek, 14 lutego 2019

Jak Bydgoszcz wygląda na walentynki?

  W mieście dzieje się. Cały czas trwa remont wieżowca Eltry, oraz wspominanego już na Dezaprobacie biurowca przy ul. Królowej Jadwigi. Jutro rozpoczną się także wyburzenia kamienic pod budowę trasy tramwajowej wzdłuż ulicy Kujawskiej.

Kamienica przy Toruńskiej 6 przeznaczona do rozbiórki
  W ciągu tego tygodnia postępowały prace przy budowie trasy tramwajowej na odcinku między rondami Bernardyńskim a Kujawskim. Niestety, inwestycja zakłada kilka wyburzeń i według wstępnych prognoz, już jutro (15 lutego) rozpocznie się rozbiórka kamienic zaadresowanych jako Toruńska 4 oraz 6. Podobnie jak w przypadku każdego wyburzenia pozostanie niesmak, ponieważ zdewastowane, zaniedbane i obdrapane budynki mimo swojego fatalnego stanu mają bardzo porządnie zaprojektowane fasady i gdyby je wyremontowano to z pewnością prezentowały by się dość dobrze. Ale jest jak jest, już niedługo na miejscu ,,ostańców" będą mknąć tramwaje.

Fasada Eltry
Tymczasem przy ulicy Dworcowej wznosi się jeden z pierwszych bydgoskich wysokościowców - Eltra. Już od wielu miesięcy trwa remont i widoczne są jego skutki w postaci zmodernizowanej ściany od strony południowo-zachodniej, oraz ściany szczytowej, widzianej od strony Dworca Głównego. Wiele jest jeszcze do zrobienia, jednak patrząc na już skończone elementy można oczekiwać że efekt końcowy będzie co najmniej zadowalający.


  Również przy ulicy Królowej Jadwigi trwają prace. Najbardziej unaocznione są efekty zmian przeprowadzanych na charakterystycznym pawilonie. O przedsięwzięciu więcej wspomniane jest tutaj: https://dezaprobata.blogspot.com/2019/01/zbrodnia-na-bydgoszczy.html


sobota, 2 lutego 2019

Mrówkowiec czy Galeriowiec?

   Często można się napotkać z myleniem pojęć mrówkowca i galeriowca. Wytyka się błędne nazywanie jednego budynku mrówkowcem, mimo iż jest on nim w istocie. Przyszedł czas aby położyć kres pomyłkom i dogłębnie omówić temat.


 Mrówkowce

  Mrówkowiec jest to (przytaczając encyklopedię PWN) «duży, wielopiętrowy budynek mieszkalny», a rozwijając tą dość szczątkową informację: mrówkowcami nazywa się bloki mieszkalne w których ,,ludzi jak mrówków”. Nie istnieje formalne rozgraniczenie które budynki już są mrówkowcami, a które nimi nie są, jednak w mowie potocznej przyjęło się nazywać nimi po prostu bardzo duże bloki, z ogromną ilością mieszkań. Ich forma może być bardzo dowolna, od klatkowców (np. wrocławski Mrówkowiec), przez korytarzowce (katowicka Superjednostka) po galeriowce (np. gdańskie Falowce). W Bydgoszczy mrówkowcami nazywamy przede wszystkim galeriowce przy ulicy Marii Curie-Skłodowskiej, oraz 230 metrowej długości mrówkowiec na Błoniu.

Katowicka Superjednostka, będąca korytarzowcem o 762 mieszkaniach

 Galeriowiec

  Określenie budynku galeriowcem jest już w o wiele mniejszym stopniu umowne. Wynika ono ze sposobu wchodzenia do mieszkań. W przypadku najbardziej rozpowszechnionego systemu, a mianowicie klatkowca, do mieszkania wchodzi się bezpośrednio z klatki schodowej, do której przynależą 2-3 mieszkania na piętro. W przypadku galeriowca aby dostać się do mieszkania, trzeba przejść do niego po odsłoniętym ciągu pieszym – galerii. Taki system był zdecydowanie tańszy w budowie, bowiem na jedną klatkę schodową przypadało o wiele więcej mieszkań niż w porównywalnej jednostce klatkowej. Oczywiście miało to wady – na jedną windę przypadało o wiele więcej osób, natomiast dostęp do mieszkania w zimie był o wiele mniej komfortowy w galeriowcu, z racji narażenia na warunki atmosferyczne.

Galeriowiec na Bartodziejach w Bydgoszczy.

 Wątpliwości

  Nazwanie danego bloku mrówkowcem nie pozbawia go oczywiście bycia galeriowcem. Bardzo duża jednostka galeriowa może być mrówkowcem, z racji tego iż posiada wystarczające gabaryty na to miano. Warto jednak pamiętać, że nie każdy mrówkowiec to galeriowiec i nie każdy galeriowiec to mrówkowiec. W przypadku pierwszej opcji, mówimy tu po prostu o blokach bardzo pokaźnej wielkości, dostęp do ich mieszkań NIE musi odbywać się za pośrednictwem galerii. Natomiast w przypadku drugim, nie każdy galeriowiec jest mrówkowcem. Można z łatwością przytoczyć na tyle małe bloki o budowie galeriowej, na które nawet nie przyszłoby do głowy nazywać je mrówkowcami.  Przykładowo może to być warszawski galeriowiec na Mariensztacie, albo kilka bloków znajdujących się na Osiedlu Leśnym w Bydgoszczy.

Mały galeriowiec na Osiedlu Leśnym w Bydgoszczy

 Falowiec

 Istnieje również pojęcie ,,Falowiec”, dotyczące przede wszystkim kilometrowej długości bloków w Gdańsku. Ich nazwa pochodzi od ich kształtu, połamanego na podobieństwo fali. Często używa się tego pojęcia również do określania budynków które równie dobrze można byłoby nazywać mrówkowcami, jednak są to po prostu lokalne warianty i przede wszystkim nazwy własne tych budynków. 

piątek, 11 stycznia 2019

ZBRODNIA NA BYDGOSZCZY

  Dzisiaj, 11 stycznia 2019 roku jest 8 rocznica wyburzenia ostatniego kielicha brutalistycznego Dworca w Katowicach. Mimo protestów, petycji i bardzo rozległych działań mających na celu ocalenie wyjątkowego gmachu, nie udało się i największa perła późnego modernizmu tego regionu Europy została zrównana z poziomem chodnika. Dzisiaj, mimo że przecież minęło tyle lat i powinniśmy dojść do jakiejś refleksji spowodowanej utratą cennych dzieł, w Bydgoszczy rozpoczyna się haniebny proceder profanacji jednego z najciekawszych gmachów powojennego modernizmu!

Dawny biurowiec WZGS i restauracji Rzepicha. Stan na koniec grudnia 2018
 Kompleks budynków biurowych i usługowych przy skrzyżowaniu ulic Dworcowej i Królowej Jadwigi szczyci miasto swoją obecnością już od ponad 45 lat. Dawniej znajdowała się tutaj m.in. słynna na całą Bydgoszcz restauracja  ,,Rzepicha". Cechą charakterystyczną obiektu jest pawilon o bardzo unikatowym kształcie, wyniesiony ponad poziom gruntu na betonowych słupach i dachem przypominającym kształtem książkę. Tło pawilonu stanowi biurowiec, który w najwyższym miejscu ma siedem kondygnacji. Składa się on z dwóch prostopadłościennych gmachów, zestawionych ze sobą pod intrygującym kątem. Elementem dekoracyjnym części biurowej jest mocne zaakcentowanie horyzontalnych podziałów budynku, poprzez pasy w dwóch różnych kolorach.

 Ostatnio wokół budynków zaczęło się coś dziać. Zdemontowano część szyldów i osłonięto budynek od chodników. Na stronie internetowej Gazety Wyborczej ukazał się artykuł przedstawiający trzy wizualizacje zmian jakie ma przejść budynek oraz szczątkowy opis przedsięwzięcia:

http://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,24337729,prl-owski-budynek-na-rogu-dworcowej-i-krolowej-jadwigi-do-przebudowy.html

Wizualizacja budynku pochodząca z artykułu Gazety Wyborczej

 Jak widać na przedstawionej wizualizacji, cała fasada zostanie zmieniona, planuje się również wyburzenie dotychczasowej siódmej kondygnacji i nadbudowanie obiektu dwoma nowymi. Konstrukcja zostanie zachowana, podobnie jak najbardziej wartościowy pawilon wysunięty przed budynek, jednak planowane zmiany znacząco pozbawią zespołu jego unikatowego, silnego charakteru. Pierwszym grzechem wobec tego wyjątkowego obiektu jest zabudowanie parteru. Bardzo ważnym zjawiskiem w architekturze poźnomodernistycznej jest emanacja nowoczesności technologii poprzez uwolnienie parteru i wyniesienie konstrukcji na betonowych słupach w górę. Podobnie jest tutaj, gdzie oryginalnie pawilon wznosił się ponad ziemię. W nowym projekcie całość bardzo mocno straci na lekkości, stanie się bardziej przysadzista i pozbawiona modernistycznej myśli. Po drugie - proporcje. Oryginalna całość została tak skomponowana aby nie dominowała nad okolicą i innymi budynkami. Teraz bryła wzniesie się wyżej, a ciemne barwy sprawią że ,,nowy" obiekt będzie mocno kontrastował w tym miejscu, oraz zdecydowanie będzie się wyróżniał. Oprócz tego zachwiana zostanie równowaga pomiędzy pawilonem, a tłem, które będzie teraz przytłaczało ekspresyjną strukturę, zamiast wchodzić z nią w korelację. Po trzecie - ten budynek jest na tyle ciekawy i wyróżniający się formą, że prezentowana na wizualizacjach nowa budowla to jest znaczący przerost formy nad treścią. Moim zdaniem, oryginalnemu budynkowi wystarczyłby kompleksowy remont, polegający na odświeżeniu materiałów i dostosowaniu konstrukcji do współczesnych realiów, zamiast tak bardzo groteskowej przebudowie, będącej karykaturalną nadbudową dobrego już budynku. Za wzór mógłby posłużyć wręcz wzorcowy remont pobliskiego wieżowca Eltry, który jedynie odświeża ekspresyjną formę budynku.

 Ile czasu musi jeszcze upłynąć abyśmy w pełni docenili cenne pozostałości modernizmu? Trzeba się ocknąć teraz, póki jeszcze nie jest zbyt późno! Dlaczego na listę zabytków wśród budynków powojennych w Bydgoszczy została wpisana jedynie socrealistyczna Filharmonia Pomorska, podczas gdy równie wartościowe obiekty z innego, awangardowego stylu ciągle są narażone na barbarzyńskie traktowanie i zapomnienie? Przed nami ostatnia szansa, aby pozostawić następnym pokoleniom materialne świadectwo czasów, które przecież nie są aż tak odległą przeszłością, a przez zaniedbania mogą zniknąć na zawsze.



















czwartek, 13 grudnia 2018

Tragedia Kina Moskwa

  13 grudnia to rocznica bardzo smutnego wydarzenia. Dokładnie o północy, na terenie całego kraju wprowadzono Stan Wojenny. U każdego Polaka wydarzenie to znalazło miejsce w pamięci. W dzisiejszym materiale nie będę jednak rozwodził się nad wydarzeniami mającymi miejsce 37 lat temu, a budynkowi z fotografii która obiegła cały świat i stała się jednym z najbardziej wyrazistych symboli Stanu Wojennego.

fot. Chris Niedenthal

  Fotografia przedstawiająca bojowy wóz opancerzony SKOT na tle Kina Moskwa z wywieszonym szyldem filmu ,,Czas Apokalipsy" została wykonana 14 grudnia 1981 przez Chrisa Niedenthala. W krótkim czasie stała się symbolem wydarzeń jakie ogarnęły całą Polskę, oddającym w pełni atmosferę tamtych czasów.

 Tłem dla całej sceny jest budynek Kina Moskwa, w którym to odbywała się wówczas projekcja filmu reżyserii Francisa Forda Coppoli, o tytule ,,Czas Apokalipsy". Bryła kina jest bardzo monumentalna i jeszcze bardziej wzmacnia impresję zdjęcia. Jasna budowla od frontu niemal pozbawiona okien była ikoną na długo przed wykonaniem fotografii i w Warszawie trudno było nie słyszeć o Kinie Moskwa. Było to jedno z pierwszych kin wzniesionych po zakończeniu drugiej wojny światowej i wiele lat mogło szczycić się mianem największego i najnowocześniejszego kina w stolicy.

 Moskwę otworzono 22 lipca 1950 roku. Budynek kina został zaprojektowany w stylu modernistycznym, jednak od 1949 roku w Polsce panował nakaz projektowania obiektów socrealistycznych. Wzniesienie kina o architekturze na którą władze patrzyły nieprzychylnym okiem stanęło pod znakiem zapytania. Postanowiono nie zmieniać projektu, który wpisywał się świetnie w ogólnoświatowe trendy w architekturze i aby zamaskować ,,kosmopolityzm" architektury zmieniono nazwę budowanego kina z ,,Wieczór" na ,,Moskwa", która to nazwa została z tym kinem już na stałe. Gotowy gmach był bardzo oryginalny, zadbano o wszystkie detale i dopilnowano aby w każdym aspekcie budynek wypadał bardzo elegancko. Fasada oblicowana jasną cegłą zbudowana była na rzucie ośmioboku i w różnych miejscach miała różną wysokość, co nadawało jej ekspresji. Z racji swojej funkcji (sale kinowe muszą być zaciemnione) budynek w znacznej części był pozbawiony okien, co nadawało mu dosyć groźnego wyrazu i aby nie przypominał bunkra, na całej powierzchni udekorowany został rytmicznymi wypustkami, oraz pionowymi podziałami, które stanowiły bardzo charakterystyczny element. Wnętrze kina nie odstawało poziomem i zachwycało elegancją, efektownością i dobrym smakiem. Repertuar kina opierał się przede wszystkim na filmach radzieckich, jednak od lat 70-tych zaczęto wyświetlać w ramach ,,konfrontacji" filmy będące laureatami międzynarodowych nagród. To właśnie podczas projekcji filmów zachodnich kino miało olbrzymią frekwencję, a po bilety ustawiały się ogromne kolejki. Okres PRL ,,Moskwa" przetrwała bez zarzutów i z racji swojego reprezentacyjnego statusu wszelkie naprawy i remonty wykonywane były na bieżąco, co korzystnie wpłynęło na stan obiektu. Dla Warszawiaków kino to było okienkiem na świat, pozwalało zobaczyć kawałek odległego i niedostępnego świata.

  Niestety, wypowiadając się o Kinie Moskwa muszę mówić w czasie przeszłym. Po zmianie ustroju konkurencja dla Moskwy znacząco wzrosła, a frekwencja zmalała, co okazało się wyrokiem śmierci. Już w 1996 roku odbyła się ostatnia projekcja, a 46 letnie kino zostało niedługo potem zrównane z poziomem chodnika.

  Kino Moskwa było ikoną. Ikoną którą niestety utraciliśmy bezpowrotnie. Miejscem bardzo istotnym dla Polskiej kultury, gdzie wiele osób miało po raz pierwszy do czynienia z filmem. Ten bardzo charakterystyczny i unikatowy budynek, który również z racji swojej dodatkowej symboliki nadanej wraz z uwiecznieniem na fotografii Chrisa Niedenthala, powinien znajdować się na mapie. Niestety dziś po Moskwie pozostały jedynie dwa kamienne lwy, zdjęcia i wspomnienia wielu osób.



piątek, 23 listopada 2018

Gdynia

  Poszukując w Polsce zabytków architektury modernistycznej, nie da się nie natrafić na Gdynię, nazywaną nawet ,,białym miastem" z racji tego iż jest ona na wskroś wypełniona modernistycznymi budynkami, które mienią się w słońcu swoimi białymi fasadami. Gdynia należy do grona najmłodszych miast Polski, zyskała bowiem prawa miejskie dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym, co poniekąd definiuje wiek jej budynków. Gdynia miała stać się dla Polski ,,oknem na świat", to stąd odpływały i tutaj przypływały transatlantyki łączące stary kontynent z nowym. Gdynia miała być wizytówką Polski, świadczącą o nowoczesności i bogactwie kraju, dlatego również architektura musiała być nowoczesna i reprezentatywna. Wybór padł na modernizm, który wówczas był szczytem światowej awangardy i najwybitniejsze dzieła ówczesnych czasów powstawały właśnie w tym stylu.

Dworzec Główny

  Gdynia pełniła dla Polski funkcję podobną, do tej którą pełnił dla każdego miasta dworzec kolejowy - była miejscem powitań i pożegnań, miała stanowić dobre pierwsze wrażenie. Oznacza to, że dworzec kolejowy w Gdyni pełni szczególnie ważną funkcję.
  Gmach dworca kolejowego Gdynia Główna nie jest tym samym budynkiem który wznosił się tu razem z dopiero co powstającą Gdynią. Przedwojenny dworzec mocno dotknęły zniszczenia wojenne i po wojnie stację odbudowano w zupełnie innym kształcie. W latach 50-tych w całej Polsce panował socrealizm. ,,Kosmopolityczny modernizm" odsunięty został na bok, a powstające nowe konstrukcje przybierały formy historyzujące. Można by pomyśleć, że architektura patrząca tak mocno w przeszłość nie będzie oddawać ducha tak nowoczesnego miasta jak Gdynia. W projekcie jednak świetnie udało się pogodzić nawiązania historyczne z modernistycznym duchem i sprawić, że budynek bardzo dobrze współgra z całym miastem. Mimo występowania tutaj dużej ilości detali historycznych, to charakter gmachu dworca głównego jest nie socrealistyczny, a modernistyczny.
Po wejściu na halę dworcową również możemy się przekonać z jak dużą dbałością połączono tutaj nowoczesność i klasyczne rozwiązania z przeszłości. Wzrok przyciągają ogromne mozaiki, będące dwudziestowieczną interpretacją sztuki antycznej. Przedstawiane są na nich motywy abstrakcyjne, ale też i temat podróży (jakże bliski dworcu kolejowemu), porty i codzienność portowego miasta Gdyni. Oprócz mozaik zastosowano tu także wiele innych klasycystycznych akcentów, które jednak dzięki zachowaniu odpowiednich barw i proporcji nie są przytłaczające i nadają budynkowi klasy. Również proporcje są tutaj nadzwyczaj dobre, a skala dworca sprawia, że człowiek świetnie się w nim odnajduje.


  Stacja osobowa Gdynia Główna plasuje się na dziewiątym miejscu w Polsce pod względem rocznej ilości podróżnych. Aby umożliwić tym wszystkim ludziom jak najsprawniejszą komunikację postanowiono oddzielić ruch lokalny od dalekobieżnego. Już w latach 50-tych dobudowano do istniejącego gmachu budynek i potrzebną infrastrukturę Dworca Podmiejskiego, przejmujący część ruchu stacji. Również i ten budynek mimo niższej rangi reprezentuje dobry poziom. Bardzo charakterystyczną cechą jest zakończenie fasady od strony południowej w kształcie półkola, oraz cofnięcie górnej kondygnacji, nadające bryle dynamikę świetnie współgrającą z pionowymi podziałami fasady. Dworzec Podmiejski jest połączony z Głównym za pomocą zadaszonego przejścia, otwierającego się na otoczenie dzięki kolumnadzie, stanowiącej podział przestrzeni, ale nie zamykającej jej.
Dworzec Podmiejski

    W opisie Gdyńskiej architektury trudno jest nie zawrzeć ani jednej wzmianki o tutejszych kamienicach. Większość z nich powstało podczas dwudziestolecia międzywojennego i przetrwało wojnę. Zwłaszcza pierzeja ulicy 10 Lutego jest szczególnie obfita w modernistyczne skarby. Mimo tego iż miasto jest zabudowane kamienicami, a nie wolnostojącymi blokami tak jak to głosili ówcześni moderniści, to fasady kamienic czerpią z najlepszych modernistycznych wzorców, a wiele budynków reprezentuje najwyższy, europejski poziom. Szczególnie silne są tu marynistyczne odniesienia w architekturze - obłe narożniki kamienic, białe fasady, wstęgowe okna. W portowym mieście są one bardzo dobrze uzasadnione. W innych miastach Polski modernistyczne kamienice stanowią rzadkość i nie często są one tylko plombami w innej zabudowie. Tutaj jest zupełnie na odwrót i trudno w śródmieściu Gdyni znaleźć miejsce gdzie modernistyczna biel nie przyciąga naszego wzroku.

Modernistyczne kamienice przy skrzyżowaniu ulicy 10 Lutego i 3 maja. W tle wieża kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa.


Dworzec Pasażerski Żeglugi Gdańskiej

  Na tzw. Molo Południowym znajduje się intrygujący, późnomodernistyczny budynek, o bardzo ekspresyjnym kształcie. Jest to Dworzec Pasażerski Żeglugi Gdańskiej, w którym znajdują się również restauracje, od nazwy jednej z nich  zwykło się nazywać obiekt m.in. Różą Wiatrów. Sam budynek jest bardzo szczególny i idealnie wpisuje się w Gdyńską tendencje nadawania fasadom akcentów nawiązujących do rozwiązań okrętowych. Widać tutaj inspiracje promami i wielkimi, statkami pasażerskimi, przełożonymi na język późnego modernizmu. Jest tutaj naprawdę dużo przeszkleń, cofnięć fasady tworzących grę cienia na białej bryle i ostrych linii sprawiających że bez żadnych ozdób konstrukcja rzuca się w oczy. 


Hotel Mercure, dawny Orbis Gdynia

  Na koniec - budynek również zaliczający się do schyłkowego modernizmu. Wydawać by się mogło, że prostopadłościenna fasada podobna do wielu innych z całej Polski nie będzie pasować do takiego miasta. Moim zdaniem jednak wpisuje się bardzo dobrze w całokształt, a niedawna modernizacja całe szczęście nie zatraciła jego modernistycznych cech, a nawet je wzmocniła, nadając gmachowi białą barwę. Oprócz tego wyżej wymieniony budynek to wręcz podręcznikowy przykład  modernistycznego zestawienia budynków o płaszczyznach pionowych i poziomych.

  O Gdyni nie powiedziałem jeszcze z pewnością ostatniego słowa i myślę że w przyszłości mogą pojawić się nowe wpisy o świetnej architekturze tego miasta.


niedziela, 11 listopada 2018

Bydgoszcz Główna

  W 2015 roku do dyspozycji podróżnych został oddany nowy gmach dworca Bydgoszcz Główna. Minęły już trzy lata od kiedy niebieska bryła dworca flankuje koniec ulicy Dworcowej. W dzisiejszym artykule przyjrzę się budynkowi, którego estetyka budzi czasem kontrowersje i również mnie daje powód do refleksji.

Dworzec widziany od strony ulicy Dworcowej

  Dworzec w każdym mieście to nie byle jakie miejsce- od czasów powstania kolei dworce stanowiły wizytówkę miast. To właśnie dworcowe gmachy były pierwszymi obiektami miasta które podróżny widział po przybyciu. Zawsze starano się, by budynek był godną bramą miasta i pokazywał ambicje mieszkańców. Nie inaczej było z dworcem w Bydgoszczy, który odegrał bardzo miastotwórczą rolę w historii miasta i wyznaczał kierunek jego rozwoju. Choć rola dworców przez rozwój innych środków transportu zmalała, to nadal w większych miastach dworzec to coś więcej niż tylko punkt obsługi ludzi korzystających z kolei.

 Otwarty w 2015 roku terminal zewnętrzny dworca Bydgoszcz Główna również pełni reprezentacyjne funkcje i powinien być powodem do dumy. Zapomniano jednak o tym, gdzie ów dworzec powstał. Ulica Dworcowa na ostatnim odcinku przed samym dworcem jest miejscem gry dwóch epok. Jest tutaj dość sporo kamienic z przełomu XIX i XX wieku, które stawiają czoło modernistycznym pawilonom i biurowcom z lat 60-tych i 70-tych. Miejsce to ma swój klimat i mimo pozornego chaosu związanego z występowaniem tutaj obiektów z odległych sobie epok, to wszystko na swój sposób trzyma fason. Nowy dworzec tego już nie robi. Szklana bryła terminalu i sam jej kształt w niczym nie nawiązuje do swojego otoczenia. Nie nawiązuje dialogu ani z otoczeniem w jakim przyszło mu dominować, ani z wcześniejszymi formami jakie stały w tym miejscu i witały przyjezdnych. Bogata historia tego miejsca, wiele gmachów z lat 1860-1968 mogło posłużyć za inspirację dla nowego budynku. Dworzec tymczasem odcina się, w żaden sposób jego szklana fasada nie mówi tego że jest bydgoska. I to jest mój największy zarzut w jego kierunku. Można powiedzieć, że budynek nie musi być przebrany w historyzującą szatę aby pasował do reszty zabudowy, ponieważ obiekty całkowicie nowoczesne i nowatorskie w niczym nie inspirujące się przeszłością potrafią być bardzo spójne z miejscem w którym stoją. Ale niestety, dworzec moim zdaniem na siłę pokazuje że jest nowoczesny. W nim nie chodzi o to żeby był perłą nowoczesnej architektury, albo chociażby dobrym budynkiem, ale aby pokazywał iż jest po prostu nowy. Kanciasta, ekscentryczna bryła która obrosła już przezwiskami pokroju ,,żelazka", ,,maszyny do szycia", czy ,,zszywacza" ma krzyczeć w otoczeniu mówiąc iż budynek jest nowy, że nastały nowe czasy i aby było widać że zostały wydane pieniądze. Gdyby zbudowano obiekt o wiele mniej ekstrawagancki, to jego zaistnienie nie wyglądało by na taki sukces, nie mówiąc już o przywróceniu przyzwoitości dotychczasowemu terminalowi.


  Nowy terminal zewnętrzny nie jest jednak złym budynkiem, ponieważ spełnia swoją funkcję i zaspokaja potrzeby narzucone przez współczesne czasy. W nowym dworcu zamontowano wiele wind bardzo ułatwiających podróżowanie niepełnosprawnym, oraz po prostu ludziom z dużym bagażem. Ciągi komunikacyjne są bardzo przejrzyste, łatwo można się odnaleźć na hali dworca, a informacja pasażera jest tutaj na każdym kroku, dzięki czemu na bieżąco możemy dowiedzieć się kiedy i z którego peronu odjeżdża nasz pociąg. Na dworcu zorganizowano handel, punkty usługowe są schludne i umożliwiają zaopatrzenie się w potrzebne produkty, jak prowiant czy prasa.
Mimo iż sama bryła dworca nie jest patrząc całościowo dziełem wybitnym, to muszę jednak przyznać że często widok odbijającego się w niebieskim szkle nieba, z sunącymi białymi chmurami porywa i robi fajne wrażenie. 

Dworzec wyspowy widziany z peronu

  Podczas remontu stacji Bydgoszcz Główna zrobiono jednak coś, co zasługuje na dużą pochwałę - odrestaurowano gmach dworca wewnętrznego, który pamięta lata 60-te XIX wieku. Neoklasycystyczny dworzec wyspowy przez lata bardzo stracił na wyglądzie, z jego ścian zniknął ornament a całość sprawiała raczej negatywne wrażenie. Modernizacja w 2015 wydobyła z budynku na powrót to co najlepsze i przywróciła dawną klasę.